Najpierw pijacki slalom po ulicach Jasła, później szokująca drogowa kontrola w Haczowie. W obu przypadkach za kierownicą siedzieli pijani dorośli, a na tylnych siedzeniach kilkuletnie dzieci. Te bulwersujące zdarzenia pokazują, jak niewiele czasem dzieli rodzinny wyjazd od niewyobrażalnej tragedii.
W ciągu zaledwie kilku dni na Podkarpaciu doszło do dwóch szokujących interwencji związanych z nietrzeźwymi rodzicami przewożącymi dzieci samochodami.
Jechał slalomem przez Jasło
Do pierwszego zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę w Jaśle. Po godzinie 21:00 dyżurny miejscowej komendy policji otrzymał zgłoszenie od świadka, który zauważył Opla poruszającego się całą szerokością jezdni. Kierowca miał jechać charakterystycznym „slalomem”, co wzbudziło podejrzenia, że może być pod wpływem alkoholu.
Zgłaszający nie pozostał obojętny i przez cały czas obserwował pojazd, informując służby o sytuacji. Dzięki temu policjanci szybko namierzyli samochód i przystąpili do kontroli. Już po chwili okazało się, że przypuszczenia świadka były słuszne.

Pijany mąż i żona
Za kierownicą siedział 38-letni mężczyzna. Badanie alkomatem wykazało, że miał w organizmie blisko 2 promile alkoholu. To jednak nie był koniec szokujących ustaleń funkcjonariuszy. W trakcie sprawdzania danych wyszło na jaw, że mężczyzna w ogóle nie posiada prawa jazdy, a wraz z nim w pojeździe znajdują się jeszcze dwie osoby.
– Samochodem oprócz mężczyzny podróżowała także jego żona oraz ich 5-letni syn, a na tylnych siedzeniach w samochodzie znajdował się alkohol. Mundurowi sprawdzili stan trzeźwości kobiety. 32-latka miała w organizmie prawie 1,6 promila alkoholu – relacjonuje podkomisarz Daniel Lelko, oficer prasowy Komendy Powiatowej policji w Jaśle.
Co grozi rodzicom?
Konsekwencje dla pary mogą być bardzo poważne. Oprócz odpowiedzialności za jazdę pod wpływem alkoholu i bez wymaganych uprawnień, sprawa dotyczy także bezpieczeństwa dziecka.
Śledczy wskazują, że rodzice mogą odpowiadać za przestępstwo z art. 160 kodeksu karnego, czyli narażenie człowieka, nad którym sprawuje się opiekę, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. Za jazdę samochodem w stanie nietrzeźwości grozi z kolei do 3 lat więzienia.
Dodajmy, że w grę wchodzą także wysokie kary finansowe. O całym zdarzeniu został również poinformowany sąd rodzinny, który oceni sytuację z perspektywy dobra małoletniego.

2 promile i 2-letnie dziecko w aucie
Do równie niebezpiecznej sytuacji doszło w środę w Haczowie (powiat brzozowski). Tym razem nie był potrzebny telefon od świadka. Około godziny 20:20 uwagę policjantów ruchu drogowego zwrócił sposób jazdy kierowcy osobowej Kii.
Funkcjonariusze postanowili zatrzymać pojazd do kontroli. – Za kierownicą siedział 37-latek, a wraz z nim na tylnej kanapie w foteliku podróżował jego 2-letni syn – informuje starszy aspirant Joanna Baranowska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Brzozowie.
Jak się okazuje, mężczyzna nie powinien wsiadać za kierownicę, ponieważ był kompletnie pijany. – Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierującego. Okazało się, że mężczyzna miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie – ujawnia rzeczniczka brzozowskiej policji.
Mundurowi zatrzymali 37-latkowi prawo jazdy, a 2-letni chłopiec trafił pod opiekę matki. Jemu, tak jak wspomnianym rodzicom z Jasła, także grożą bardzo poważne konsekwencje prawne wraz z karą pozbawienia wolności, zakazem prowadzenia pojazdów, a także wysokimi karami finansowymi.
Tragedia była o krok
Policjanci nie mają wątpliwości, że oba przypadki mogły zakończyć się dramatem. Nietrzeźwy kierowca ma ograniczoną zdolność oceny sytuacji, wolniej reaguje na zagrożenia i znacznie częściej powoduje poważne wypadki. Gdy w samochodzie znajdują się dzieci, ryzyko nabiera jeszcze bardziej dramatycznego wymiaru.
Zdarzenia z Jasła i Haczowa pokazują jednak przede wszystkim, jak ogromne znaczenie ma czujność świadków i szybka reakcja służb. W jednym przypadku wystarczył telefon odpowiedzialnego kierowcy, w drugim spostrzegawczość patrolu drogówki. Dzięki temu nie doszło do tragedii, której skutki mogłyby być nieodwracalne.

Czytaj więcej:
Najpierw pijacki slalom po ulicach Jasła, później szokująca drogowa kontrola w Haczowie. W obu przypadkach za kierownicą siedzieli pijani dorośli, a na tylnych siedzeniach kilkuletnie dzieci. Te bulwersujące zdarzenia pokazują, jak niewiele czasem dzieli rodzinny wyjazd od niewyobrażalnej tragedii.
W ciągu zaledwie kilku dni na Podkarpaciu doszło do dwóch szokujących interwencji związanych z nietrzeźwymi rodzicami przewożącymi dzieci samochodami.
Jechał slalomem przez Jasło
Do pierwszego zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę w Jaśle. Po godzinie 21:00 dyżurny miejscowej komendy policji otrzymał zgłoszenie od świadka, który zauważył Opla poruszającego się całą szerokością jezdni. Kierowca miał jechać charakterystycznym „slalomem”, co wzbudziło podejrzenia, że może być pod wpływem alkoholu.
Zgłaszający nie pozostał obojętny i przez cały czas obserwował pojazd, informując służby o sytuacji. Dzięki temu policjanci szybko namierzyli samochód i przystąpili do kontroli. Już po chwili okazało się, że przypuszczenia świadka były słuszne.

Pijany mąż i żona
Za kierownicą siedział 38-letni mężczyzna. Badanie alkomatem wykazało, że miał w organizmie blisko 2 promile alkoholu. To jednak nie był koniec szokujących ustaleń funkcjonariuszy. W trakcie sprawdzania danych wyszło na jaw, że mężczyzna w ogóle nie posiada prawa jazdy, a wraz z nim w pojeździe znajdują się jeszcze dwie osoby.
– Samochodem oprócz mężczyzny podróżowała także jego żona oraz ich 5-letni syn, a na tylnych siedzeniach w samochodzie znajdował się alkohol. Mundurowi sprawdzili stan trzeźwości kobiety. 32-latka miała w organizmie prawie 1,6 promila alkoholu – relacjonuje podkomisarz Daniel Lelko, oficer prasowy Komendy Powiatowej policji w Jaśle.
Co grozi rodzicom?
Konsekwencje dla pary mogą być bardzo poważne. Oprócz odpowiedzialności za jazdę pod wpływem alkoholu i bez wymaganych uprawnień, sprawa dotyczy także bezpieczeństwa dziecka.
Śledczy wskazują, że rodzice mogą odpowiadać za przestępstwo z art. 160 kodeksu karnego, czyli narażenie człowieka, nad którym sprawuje się opiekę, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. Za jazdę samochodem w stanie nietrzeźwości grozi z kolei do 3 lat więzienia.
Dodajmy, że w grę wchodzą także wysokie kary finansowe. O całym zdarzeniu został również poinformowany sąd rodzinny, który oceni sytuację z perspektywy dobra małoletniego.

2 promile i 2-letnie dziecko w aucie
Do równie niebezpiecznej sytuacji doszło w środę w Haczowie (powiat brzozowski). Tym razem nie był potrzebny telefon od świadka. Około godziny 20:20 uwagę policjantów ruchu drogowego zwrócił sposób jazdy kierowcy osobowej Kii.
Funkcjonariusze postanowili zatrzymać pojazd do kontroli. – Za kierownicą siedział 37-latek, a wraz z nim na tylnej kanapie w foteliku podróżował jego 2-letni syn – informuje starszy aspirant Joanna Baranowska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Brzozowie.
Jak się okazuje, mężczyzna nie powinien wsiadać za kierownicę, ponieważ był kompletnie pijany. – Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierującego. Okazało się, że mężczyzna miał ponad 2 promile alkoholu w organizmie – ujawnia rzeczniczka brzozowskiej policji.
Mundurowi zatrzymali 37-latkowi prawo jazdy, a 2-letni chłopiec trafił pod opiekę matki. Jemu, tak jak wspomnianym rodzicom z Jasła, także grożą bardzo poważne konsekwencje prawne wraz z karą pozbawienia wolności, zakazem prowadzenia pojazdów, a także wysokimi karami finansowymi.
Tragedia była o krok
Policjanci nie mają wątpliwości, że oba przypadki mogły zakończyć się dramatem. Nietrzeźwy kierowca ma ograniczoną zdolność oceny sytuacji, wolniej reaguje na zagrożenia i znacznie częściej powoduje poważne wypadki. Gdy w samochodzie znajdują się dzieci, ryzyko nabiera jeszcze bardziej dramatycznego wymiaru.
Zdarzenia z Jasła i Haczowa pokazują jednak przede wszystkim, jak ogromne znaczenie ma czujność świadków i szybka reakcja służb. W jednym przypadku wystarczył telefon odpowiedzialnego kierowcy, w drugim spostrzegawczość patrolu drogówki. Dzięki temu nie doszło do tragedii, której skutki mogłyby być nieodwracalne.

Czytaj więcej:
