Do skandalicznego zdarzenia doszło w miniony piątek późnym wieczorem w jednym z rzeszowskich szpitali. Przed godziną 23:00 na telefon służbowy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego przy ul. Lwowskiej zadzwonił mężczyzna z mrożącą krew w żyłach informacją: w jednej z pracowni placówki ma znajdować się ładunek wybuchowy.
Personel medyczny, zamiast nieść pomoc potrzebującym, musiał zmierzyć się z widmem realnego zagrożenia.
„Żart” za sto złotych
Krótko po pierwszym telefonie ten sam rozmówca ponownie skontaktował się z centralą szpitala. Tym razem ton rozmowy był zupełnie inny – napastnik przyznał, że zgłoszenie było jedynie „żartem” i wynikiem zakładu o 100 złotych. Mimo że informacja o bombie okazała się fałszywa, wywołała ona natychmiastową reakcję służb. Na szczęście sytuacja nie wymagała ewakuacji pacjentów ani personelu, a w wyniku incydentu nikt nie ucierpiał.
Policyjny pościg w sieci i telefonach
Funkcjonariusze z komisariatu na Nowym Mieście natychmiast przystąpili do namierzania sprawcy. Dzięki sprawnym działaniom operacyjnym szybko ustalili, że autorem alarmu nie był dorosły mężczyzna, lecz 15-letni mieszkaniec Chojnic, oddalonych od Rzeszowa o kilkaset kilometrów. Policjanci błyskawicznie połączyli fakty i zidentyfikowali nastolatka, który dla błahego zakładu zaryzykował bezpieczeństwo setek osób.
Konsekwencje przed sądem rodzinnym
Choć sprawca uważał całą sytuację za formę zarobku i zabawy, polskie prawo traktuje fałszywe zawiadomienia o zagrożeniu bardzo poważnie. Dokumentacja zebrana przez rzeszowskich policjantów została przekazana do sądu rodzinnego w miejscu zamieszkania chłopca. To tam zapadnie decyzja o konsekwencjach, jakie poniesie 15-latek za wywołanie niepotrzebnych czynności służb i narażenie na stres pacjentów rzeszowskiego szpitala. (am)
Czytaj więcej:
Alarm bombowy na lotnisku Rzeszów-Jasionka. Do akcji wkroczyła Straż Graniczna
Do skandalicznego zdarzenia doszło w miniony piątek późnym wieczorem w jednym z rzeszowskich szpitali. Przed godziną 23:00 na telefon służbowy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego przy ul. Lwowskiej zadzwonił mężczyzna z mrożącą krew w żyłach informacją: w jednej z pracowni placówki ma znajdować się ładunek wybuchowy.
Personel medyczny, zamiast nieść pomoc potrzebującym, musiał zmierzyć się z widmem realnego zagrożenia.
„Żart” za sto złotych
Krótko po pierwszym telefonie ten sam rozmówca ponownie skontaktował się z centralą szpitala. Tym razem ton rozmowy był zupełnie inny – napastnik przyznał, że zgłoszenie było jedynie „żartem” i wynikiem zakładu o 100 złotych. Mimo że informacja o bombie okazała się fałszywa, wywołała ona natychmiastową reakcję służb. Na szczęście sytuacja nie wymagała ewakuacji pacjentów ani personelu, a w wyniku incydentu nikt nie ucierpiał.
Policyjny pościg w sieci i telefonach
Funkcjonariusze z komisariatu na Nowym Mieście natychmiast przystąpili do namierzania sprawcy. Dzięki sprawnym działaniom operacyjnym szybko ustalili, że autorem alarmu nie był dorosły mężczyzna, lecz 15-letni mieszkaniec Chojnic, oddalonych od Rzeszowa o kilkaset kilometrów. Policjanci błyskawicznie połączyli fakty i zidentyfikowali nastolatka, który dla błahego zakładu zaryzykował bezpieczeństwo setek osób.
Konsekwencje przed sądem rodzinnym
Choć sprawca uważał całą sytuację za formę zarobku i zabawy, polskie prawo traktuje fałszywe zawiadomienia o zagrożeniu bardzo poważnie. Dokumentacja zebrana przez rzeszowskich policjantów została przekazana do sądu rodzinnego w miejscu zamieszkania chłopca. To tam zapadnie decyzja o konsekwencjach, jakie poniesie 15-latek za wywołanie niepotrzebnych czynności służb i narażenie na stres pacjentów rzeszowskiego szpitala. (am)
Czytaj więcej:
Alarm bombowy na lotnisku Rzeszów-Jasionka. Do akcji wkroczyła Straż Graniczna
