Poseł Michał Połuboczek rozpoczął zapowiadaną akcję kontrolną w podkarpackich placówkach medycznych. Pisma z interwencją poselską trafiły do dyrektorów 14 szpitali w regionie, w tym m.in. do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Rzeszowie, placówek w Mielcu, Stalowej Woli, Dębicy, Nisku czy Tarnobrzegu. Parlamentarzysta domaga się od dyrekcji szczegółowych danych dotyczących gospodarowania publicznymi środkami.
– Pytam m.in. o finanse, wynagrodzenia kadry kierowniczej, zamówienia publiczne, organizację pracy oraz gospodarowanie środkami publicznymi – przekazał poseł w mediach społecznościowych, dodając, że jego celem jest m.in. „namierzenie kominów finansowych”.
Inicjatywa poselska spotkała się jednak z bardzo mieszanym odbiorem ze strony opinii publicznej i wywołała dyskusję w sieci.
Internauci podzieleni. Troska o pacjenta czy polityczny marketing?
Pod wpisami posła zapowiadającymi kontrole szybko pojawiły się komentarze krytyczne. Część internautów i komentatorów wprost zarzuca parlamentarzyście, że akcja ma podłoże wyłącznie polityczne i służy budowaniu osobistej rozpoznawalności na nośnym społecznie temacie, jakim są problemy ochrony zdrowia.
Krytycy zwracają uwagę, że samo rozsyłanie zapytań nie uzdrowi systemowych problemów niedofinansowania szpitali i braku kadr, z jakimi borykają się powiatowe placówki w regionie. Pojawiają się głosy, że akcja jest formą politycznego spektaklu, który ma uderzyć w obecne zarządy szpitali. Z kolei zwolennicy działań posła podkreślają, że publiczne pieniądze wymagają transparentności, a obywatele mają prawo wiedzieć, jak dystrybuowane są środki na leczenie.


Trudny kontekst: Miażdżący raport NIK i milionowe dochody ordynatorów
Choć krytycy zarzucają posłowi polityczne intencje, tło dla jego kontroli stanowią twarde dane z ostatnich miesięcy. Głośnym echem w regionie odbił się niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dotyczący rzeszowskiego USK im. Chopina. Inspektorzy wystawili tamtejszej jednostce ocenę negatywną, wykazując szereg uchybień – od konfliktu interesów (podpisywanie faktur „samemu sobie” przez kierowników klinik współpracujących z prywatnymi spółkami) po szkolenie rezydentów ginekologii na oddziale, gdzie z powodu remontu nie odbył się ani jeden poród.
Równolegle emocje budzi debata wokół zarobków w branży medycznej na Podkarpaciu. Analiza oświadczeń majątkowych lekarzy pełniących funkcje radnych pokazuje, że ich łączne roczne dochody (głównie dzięki prywatnym praktykom) regularnie przekraczają próg miliona złotych. Z kolei dyrektor szpitala w Mielcu zarobił na publicznym kontrakcie blisko pół miliona złotych w rok.
Zderzenie tych faktów z trudną sytuacją finansową wielu powiatowych szpitali powoduje, że debata o wydatkach w ochronie zdrowia staje się coraz bardziej napięta. To, czy akcja posła Połuboczka okaże się rzetelną weryfikacją tych problemów, czy jedynie polityczną manifestacją, okaże się dopiero po przedstawieniu obiecanej analizy spływających ze szpitali dokumentów. (am)
Czytaj więcej:
NIK zbadał szpital kliniczny w Rzeszowie. Przemęczeni lekarze i faktury podpisywane “samemu sobie”
Poseł Michał Połuboczek rozpoczął zapowiadaną akcję kontrolną w podkarpackich placówkach medycznych. Pisma z interwencją poselską trafiły do dyrektorów 14 szpitali w regionie, w tym m.in. do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Rzeszowie, placówek w Mielcu, Stalowej Woli, Dębicy, Nisku czy Tarnobrzegu. Parlamentarzysta domaga się od dyrekcji szczegółowych danych dotyczących gospodarowania publicznymi środkami.
– Pytam m.in. o finanse, wynagrodzenia kadry kierowniczej, zamówienia publiczne, organizację pracy oraz gospodarowanie środkami publicznymi – przekazał poseł w mediach społecznościowych, dodając, że jego celem jest m.in. „namierzenie kominów finansowych”.
Inicjatywa poselska spotkała się jednak z bardzo mieszanym odbiorem ze strony opinii publicznej i wywołała dyskusję w sieci.
Internauci podzieleni. Troska o pacjenta czy polityczny marketing?
Pod wpisami posła zapowiadającymi kontrole szybko pojawiły się komentarze krytyczne. Część internautów i komentatorów wprost zarzuca parlamentarzyście, że akcja ma podłoże wyłącznie polityczne i służy budowaniu osobistej rozpoznawalności na nośnym społecznie temacie, jakim są problemy ochrony zdrowia.
Krytycy zwracają uwagę, że samo rozsyłanie zapytań nie uzdrowi systemowych problemów niedofinansowania szpitali i braku kadr, z jakimi borykają się powiatowe placówki w regionie. Pojawiają się głosy, że akcja jest formą politycznego spektaklu, który ma uderzyć w obecne zarządy szpitali. Z kolei zwolennicy działań posła podkreślają, że publiczne pieniądze wymagają transparentności, a obywatele mają prawo wiedzieć, jak dystrybuowane są środki na leczenie.

Trudny kontekst: Miażdżący raport NIK i milionowe dochody ordynatorów
Choć krytycy zarzucają posłowi polityczne intencje, tło dla jego kontroli stanowią twarde dane z ostatnich miesięcy. Głośnym echem w regionie odbił się niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dotyczący rzeszowskiego USK im. Chopina. Inspektorzy wystawili tamtejszej jednostce ocenę negatywną, wykazując szereg uchybień – od konfliktu interesów (podpisywanie faktur „samemu sobie” przez kierowników klinik współpracujących z prywatnymi spółkami) po szkolenie rezydentów ginekologii na oddziale, gdzie z powodu remontu nie odbył się ani jeden poród.
Równolegle emocje budzi debata wokół zarobków w branży medycznej na Podkarpaciu. Analiza oświadczeń majątkowych lekarzy pełniących funkcje radnych pokazuje, że ich łączne roczne dochody (głównie dzięki prywatnym praktykom) regularnie przekraczają próg miliona złotych. Z kolei dyrektor szpitala w Mielcu zarobił na publicznym kontrakcie blisko pół miliona złotych w rok.
Zderzenie tych faktów z trudną sytuacją finansową wielu powiatowych szpitali powoduje, że debata o wydatkach w ochronie zdrowia staje się coraz bardziej napięta. To, czy akcja posła Połuboczka okaże się rzetelną weryfikacją tych problemów, czy jedynie polityczną manifestacją, okaże się dopiero po przedstawieniu obiecanej analizy spływających ze szpitali dokumentów. (am)
Czytaj więcej:
NIK zbadał szpital kliniczny w Rzeszowie. Przemęczeni lekarze i faktury podpisywane “samemu sobie”
