Rzeszów News
W środę do placówki Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie (Podkarpackie) trafiła przesyłka nadana z Niemiec. Po jej otwarciu w środku znaleziono kartkę z podpisem „Pozdrawiam Złota”. Wkrótce jedna z osób, które miały kontakt z przesyłką, poczuła duszności, a dwie kolejne osoby zgłosiły drapanie w gardle. Cała trójka została przewieziona do szpitala i wypisana po badaniach, […]
The post Sytuacja w Nowej Dębie pod lupą antyterrorysty. Czy przesyłka była naprawdę „czysta”? appeared first on Rzeszów News - najnowsze wiadomości, wydarzenia i aktualności z Rzeszowa i Podkarpacia.

W środę do placówki Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie (Podkarpackie) trafiła przesyłka nadana z Niemiec. Po jej otwarciu w środku znaleziono kartkę z podpisem „Pozdrawiam Złota”. Wkrótce jedna z osób, które miały kontakt z przesyłką, poczuła duszności, a dwie kolejne osoby zgłosiły drapanie w gardle.
Cała trójka została przewieziona do szpitala i wypisana po badaniach, które nie wykazały śladów zatrucia.
Przypomnijmy, że o sprawie tajemniczej przesyłki w Nowej Dębie pisaliśmy na Rzeszów News: Tajemnicza przesyłka i trzy osoby w szpitalu. Skąd była kartka wysłana do żołnierzy na Podkarpaciu?
Badania służb i działania prokuratury
Na miejscu pojawiły się służby oraz przedstawiciele sanepidu. Przeprowadzone oględziny nie wykazały obecności środków chemicznych, biologicznych ani radiologicznych. Prokuratura Okręgowa w Lublinie zaznaczyła jednak, że kartka zostanie poddana dalszym specjalistycznym badaniom, w tym daktyloskopijnym i genetycznym, a także zostaną pobrane próbki materiału biologicznego.
Prokuratura ustala źródło pochodzenia przesyłki i jej nadawcę. Śledczy sprawdzają również, czy objawy zgłoszone przez trzy osoby były związane z przesyłką, czy też wystąpiły niezależnie od niej. Jak w czwartek zaznaczył rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Marcin Kozak, na obecnym etapie nie można wykluczyć żadnej z tych możliwości.
Ekspert: Substancja mogła się uwolnić i nie zostawić śladów
Andrzej Mroczek, wicedyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas, były kierownik sekcji ds. aktów terroru w Wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji został zapytany, czy jego zdaniem przesyłka, która trafiła do jednostki w Nowej Dębie mogła być przejawem rosyjskich działań hybrydowych. Jak wyjaśnił ekspert, w obecnej sytuacji geopolitycznej, należy spodziewać się różnego rodzaju prowokacji i testowania różnych metod oraz środków działania – na przykład typowych konwencjonalnych urządzeń wybuchowych, zapalających, środków chemicznych czy biologicznych. – Główny cel to osiągnięcie efektu psychologicznego, zastraszenia – podkreślił i zaznaczył, że są to tak zwane metody niskobudżetowe – tanie, stosunkowo łatwe do przeprowadzenia oraz skuteczne, jeśli chodzi o efekt.
Zastrzegł jednak, że takie działania mogą być motywowane pobudkami osobistymi czy też przejawem np. porachunków. – Nie należy zakładać tylko i wyłącznie zagrożeń inspirowanych przez rosyjskie służby, bo wpadniemy w pułapkę polegającą na tym, że mimo że te nie uczestniczą w jakimś zdarzeniu, będą na nim korzystać – wskazał Mroczek.
Jak wyjaśnił, sytuacja, do której doszło w jednostce ŻW może skutkować tzw. efektem „copycat”, czyli naśladownictwa. – To, że w tej chwili nic nie stwierdzono, nie znaczy, że kogoś to nie zainspiruje do podjęcia takich działań. Z taką sytuacją mieliśmy na przykład do czynienia w związku z kopertami z białym proszkiem wysyłanymi po atakach 11 września 2001 r. w USA – przypomniał.
Zdaniem rozmówcy PAP jest jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, że przesyłka była „czysta”. – To, że we wstępnych badaniach nie zawierała substancji niebezpiecznej, nie znaczy, że jej nie było. Mogła się po prostu uwolnić i nie zostawić żadnych śladów. Istnieją tego typu rozwiązania chemiczne lub biologiczne – wskazał.
Edukacja zamiast straszenia i gotowość na różne scenariusze
Ekspert, pytany, czy jesteśmy bezradni wobec takiego zagrożenia, zaznaczył, że działaniem prewencyjnym powinno być nie straszenie, lecz edukowanie społeczeństwa. Każdy z nas jest zasobem AT, czyli zasobem antyterrorystycznym i każdy powinien reagować na nienaturalne zjawiska w otoczeniu. – Jeżeli nie spodziewaliśmy się jakiejś przesyłki, powinniśmy podchodzić do niej z ograniczonym zaufaniem. Szczególnie tych większych. Powiadomienie policji w takich podejrzanych sytuacjach to nie żaden wstyd – przekonywał.
Przestrzegł również, że nie możemy sobie wmawiać, że nas taka sytuacja nie spotka. Jak zaznaczył, dla Rosji bez znaczenia jest, w którym mieście, miasteczku czy wsi zostanie przeprowadzona taka operacja, byle osiągnięto efekt psychologiczny. Natomiast werbowani przez rosyjskie służby jednorazowi agenci zazwyczaj wykonują zadania w miejscach, w których mają najlepsze rozpoznanie, a przez to największe szanse powodzenia.
– Dlatego tak ważne jest, aby nie ulegać „efektowi czarnego łabędzia” (poważne w skutkach zdarzenie, którego nie brano pod uwagę – przyp. red.) i być przygotowanym na różne scenariusze – uczulił i dodał, że jeżeli nasze służby od miesięcy są uwrażliwione na improwizowane urządzenia wybuchowe czy zapalające, to służby rosyjskie mogą zlecać zastosowanie innych metod, które do tej pory nie były stosowane, a przynoszą podobny efekt.
W przypadku instytucji państwowych – jak tłumaczył ekspert – obowiązują specjalne procedury. Na przykład w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów cała poczta przechodzi przez punkt pirotechniczny. – Inne placówki, instytucje czy jednostki samorządowe też mają procedury, natomiast to, jak są wdrożone, pozostawia wiele do życzenia – ocenił.
Mroczek zwrócił również uwagę na fakt, że ze względu na napiętą sytuację polityczną oraz silną polaryzację społeczeństwa, należy liczyć się z tym, że po nowym roku, bliżej wyborów, takich incydentów może być więcej. – Wcale nie muszą za nimi stać rosyjskie służby, lecz osoby pragnące wykazać, że rząd nie radzi sobie w trudnych sytuacjach – podkreślił. (am / PAP)
Czytaj więcej:
List gończy za Kamilem B. Uciekł ze szpitala po tragicznym wypadku w Głogowie Małopolskim