„Ileż to tragedyj, nieporozumień małżeńskich i rozwodów jest wynikiem niedoboru płciowego” – pisała dr. Julia Świtalska w jednym ze swoich pism. „Wiele kobiet z pewnego rodzaju triumfem przyznaje się do tego, że nie odczuwają żadnej przyjemności w życiu płciowem i uważają to za pewnego rodzaju wyższość moralną. Zdają się one wzorować na naszych prababkach, u których udawanie obojętności uchodziło za dobrą manierę i za jedną z metod kokieterji (...). Gdyby te kobiety wiedziały, ile krzywdy robią sobie, ile powodów dają do zdrad małżeńskich i rozwodów, nie lekceważyłyby tej „drobnostki” i (...) udałyby się do lekarzy”.
„Ileż to tragedyj, nieporozumień małżeńskich i rozwodów jest wynikiem niedoboru płciowego” – pisała dr. Julia Świtalska w jednym ze swoich pism. „Wiele kobiet z pewnego rodzaju triumfem przyznaje się do tego, że nie odczuwają żadnej przyjemności w życiu płciowem i uważają to za pewnego rodzaju wyższość moralną. Zdają się one wzorować na naszych prababkach, u których udawanie obojętności uchodziło za dobrą manierę i za jedną z metod kokieterji (…). Gdyby te kobiety wiedziały, ile krzywdy robią sobie, ile powodów dają do zdrad małżeńskich i rozwodów, nie lekceważyłyby tej „drobnostki” i (…) udałyby się do lekarzy”.