Sprawa, która zelektryzowała opinię publiczną w całym kraju, wchodzi w kolejny etap prawny. Sąd Okręgowy w Rzeszowie utrzymał w mocy tymczasowy areszt dla 57-letniej Magdaleny H.
Ceniona niegdyś patomorfolożka odpowie za zakopanie na terenie swojej posesji ludzkich płodów oraz niebezpiecznych odpadów medycznych. Za kratkami spędzi najbliższe trzy miesiące, a grozi jej znacznie surowsza kara.
Wniosek obrony odrzucony
Zażalenie na decyzję o trzymiesięcznym areszcie wpłynęło do Sądu Okręgowego w Rzeszowie na początku tygodnia, jednak sąd nie przychylił się do argumentów przedstawionych przez obrońców kobiety. Jak informuje TVN24, mecenas Patrycja Chobel zabiegała o zastosowanie środków o charakterze wolnościowym, takich jak zakaz opuszczania kraju oraz dozór policyjny aż pięć razy w tygodniu.
Obrończyni lekarki podkreślała jej dotychczasową postawę i pozycję zawodową: – Moja klientka ma trzydziestoletni staż pracy i nieposzlakowaną opinię – argumentowała przed kamerą TVN24 adwokat Patrycja Chobel.
Sąd pozostał jednak nieugięty i podtrzymał zaskarżone postanowienie w mocy. Oznacza to, że 57-letnia Magdalena H. najbliższe miesiące spędzi w odosobnieniu. Przypomnijmy, że kobieta usłyszała już zarzuty zbezczeszczenia zwłok oraz nielegalnego składowania niebezpiecznych odpadów, za co grozi jej do 12 lat pozbawienia wolności. Podejrzana przyznała się do winy.


Setki policjantów i georadar
Makabryczna sprawa ujrzała światło dzienne podczas rutynowych prac ziemnych. Nowi właściciele działki w Lutoryżu, którą odkupili od lekarki, natknęli się na nietypowe pakunki podczas wyrównywania terenu pod remont i natychmiast zaalarmowali służby.
Niedługo później ogłoszono koniec policyjnych poszukiwań po makabrycznym odkryciu w Lutoryżu, podczas których kilkuset funkcjonariuszy metr po metrze przesiewało skażoną ziemię.
W toku tych działań zabezpieczono:
- 34 ludzkie płody (w różnym stadium rozwoju, zakopane w workach)
- odpady medyczne, w tym bloczki parafinowe i szkiełka mikroskopowe
- ślady laboratoryjne, które pomogły zidentyfikować psy tropiące.
Dopiero po użyciu specjalistycznego georadaru prokuratura zdecydowała o zakończeniu przeszukiwania posesji i oddaniu terenu właścicielom. Magdalena H. w trakcie przesłuchań tłumaczyła, że zabierała płody ze szpitali w czasie pandemii COVID-19 w celach badawczych. Eksperci medyczni podchodzą jednak do tych tłumaczeń z ogromnym sceptycyzmem, wskazując, że prywatne laboratoria nie analizują całych płodów w taki sposób.


Finansowy upadek
Magdalena H. przez lata uchodziła za wybitną specjalistkę, doktora nauk medycznych i biegłą sądową z szanowanej rodziny. Jej życie prywatne i zawodowe zaczęło się jednak sypać po wakacyjnym wyjeździe, gdzie poznała młodszego mężczyznę arabskiego pochodzenia. Jak relacjonowali jej bliscy, kobieta „straciła głowę” i zaczęła generować gigantyczne długi. Przestała opłacać czynsz za gabinet i pensje pracowników, co poskutkowało 19 postępowaniami komorniczymi i długiem sięgającym pół miliona złotych. To zmusiło ją do wyprzedaży majątku – w tym nieruchomości w Lutoryżu.
Tragedia ta szybko zyskała również wymiar polityczny, wywołując polityczną burzę i żądania kary śmierci ze strony Konfederacji Korony Polskiej. Politycy tego ugrupowania, z Grzegorzem Braunem na czele, zorganizowali konferencję pod rzeszowskim ratuszem, sugerując działanie „podziemnej kliniki aborcyjnej” i żądając przywrócenia najwyższego wymiaru kary dla „seryjnych dzieciobójców”.
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wyraźnie odcina się jednak od tych teorii, podkreślając, że na obecnym etapie nic nie wskazuje na to, aby lekarka dokonywała nielegalnych aborcji. Niezależnie od ustaleń prokuratury, Rzeszowska Izba Lekarska wszczęła już wobec kobiety postępowanie dyscyplinarne. Magdalenie H. grozi m.in. dożywotnie pozbawienie prawa do wykonywania zawodu. (mob)
Czytaj więcej:
Sekundy od tragedii. Policjantka wyprowadziła 51-latka z płonącego mieszkania
Sprawa, która zelektryzowała opinię publiczną w całym kraju, wchodzi w kolejny etap prawny. Sąd Okręgowy w Rzeszowie utrzymał w mocy tymczasowy areszt dla 57-letniej Magdaleny H.
Ceniona niegdyś patomorfolożka odpowie za zakopanie na terenie swojej posesji ludzkich płodów oraz niebezpiecznych odpadów medycznych. Za kratkami spędzi najbliższe trzy miesiące, a grozi jej znacznie surowsza kara.
Wniosek obrony odrzucony
Zażalenie na decyzję o trzymiesięcznym areszcie wpłynęło do Sądu Okręgowego w Rzeszowie na początku tygodnia, jednak sąd nie przychylił się do argumentów przedstawionych przez obrońców kobiety. Jak informuje TVN24, mecenas Patrycja Chobel zabiegała o zastosowanie środków o charakterze wolnościowym, takich jak zakaz opuszczania kraju oraz dozór policyjny aż pięć razy w tygodniu.
Obrończyni lekarki podkreślała jej dotychczasową postawę i pozycję zawodową: – Moja klientka ma trzydziestoletni staż pracy i nieposzlakowaną opinię – argumentowała przed kamerą TVN24 adwokat Patrycja Chobel.
Sąd pozostał jednak nieugięty i podtrzymał zaskarżone postanowienie w mocy. Oznacza to, że 57-letnia Magdalena H. najbliższe miesiące spędzi w odosobnieniu. Przypomnijmy, że kobieta usłyszała już zarzuty zbezczeszczenia zwłok oraz nielegalnego składowania niebezpiecznych odpadów, za co grozi jej do 12 lat pozbawienia wolności. Podejrzana przyznała się do winy.

Setki policjantów i georadar
Makabryczna sprawa ujrzała światło dzienne podczas rutynowych prac ziemnych. Nowi właściciele działki w Lutoryżu, którą odkupili od lekarki, natknęli się na nietypowe pakunki podczas wyrównywania terenu pod remont i natychmiast zaalarmowali służby.
Niedługo później ogłoszono koniec policyjnych poszukiwań po makabrycznym odkryciu w Lutoryżu, podczas których kilkuset funkcjonariuszy metr po metrze przesiewało skażoną ziemię.
W toku tych działań zabezpieczono:
- 34 ludzkie płody (w różnym stadium rozwoju, zakopane w workach)
- odpady medyczne, w tym bloczki parafinowe i szkiełka mikroskopowe
- ślady laboratoryjne, które pomogły zidentyfikować psy tropiące.
Dopiero po użyciu specjalistycznego georadaru prokuratura zdecydowała o zakończeniu przeszukiwania posesji i oddaniu terenu właścicielom. Magdalena H. w trakcie przesłuchań tłumaczyła, że zabierała płody ze szpitali w czasie pandemii COVID-19 w celach badawczych. Eksperci medyczni podchodzą jednak do tych tłumaczeń z ogromnym sceptycyzmem, wskazując, że prywatne laboratoria nie analizują całych płodów w taki sposób.

Finansowy upadek
Magdalena H. przez lata uchodziła za wybitną specjalistkę, doktora nauk medycznych i biegłą sądową z szanowanej rodziny. Jej życie prywatne i zawodowe zaczęło się jednak sypać po wakacyjnym wyjeździe, gdzie poznała młodszego mężczyznę arabskiego pochodzenia. Jak relacjonowali jej bliscy, kobieta „straciła głowę” i zaczęła generować gigantyczne długi. Przestała opłacać czynsz za gabinet i pensje pracowników, co poskutkowało 19 postępowaniami komorniczymi i długiem sięgającym pół miliona złotych. To zmusiło ją do wyprzedaży majątku – w tym nieruchomości w Lutoryżu.
Tragedia ta szybko zyskała również wymiar polityczny, wywołując polityczną burzę i żądania kary śmierci ze strony Konfederacji Korony Polskiej. Politycy tego ugrupowania, z Grzegorzem Braunem na czele, zorganizowali konferencję pod rzeszowskim ratuszem, sugerując działanie „podziemnej kliniki aborcyjnej” i żądając przywrócenia najwyższego wymiaru kary dla „seryjnych dzieciobójców”.
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wyraźnie odcina się jednak od tych teorii, podkreślając, że na obecnym etapie nic nie wskazuje na to, aby lekarka dokonywała nielegalnych aborcji. Niezależnie od ustaleń prokuratury, Rzeszowska Izba Lekarska wszczęła już wobec kobiety postępowanie dyscyplinarne. Magdalenie H. grozi m.in. dożywotnie pozbawienie prawa do wykonywania zawodu. (mob)
Czytaj więcej:
Sekundy od tragedii. Policjantka wyprowadziła 51-latka z płonącego mieszkania
