Gorąca debata na sesji Rady Miasta Rzeszowa ujawniła głębokie podziały w stolicy Podkarpacia. Choć argumenty o ratowaniu ludzkiego życia i redukcji szkód społecznych związanych ze spożywaniem alkoholu brzmiały dramatycznie, ostateczny wynik głosowania przyniósł gwałtowny zwrot akcji. Miasto stanęło przed fundamentalnym dylematem: w jaki sposób pogodzić wolność gospodarczą przedsiębiorców z narastającym problemem alkoholowym na rzeszowskich ulicach?
Decyzja samorządowców ważyła się do samego końca, budząc olbrzymie emocje u progu kluczowych zmian w przestrzeni publicznej miasta.
Projekt zakazu alkoholu odrzucony
Mimo wielomiesięcznych przygotowań oraz płomiennych przemówień zwolenników restrykcji, rzeszowscy radni podjęli ostateczną decyzję i odrzucili uchwałę głosami większości. Projekt uchwały, którego autorem był radny Andrzej Dec z Koalicji Obywatelskiej upadł po długiej dyskusji.
Wynik starcia pokazał, że rada uznała przepisy za niespójne i rażąco uderzające w lokalny biznes bez gwarancji realnej skuteczności. Sam dokument został określony przez krytyków jako bubel prawny, który mógł nie przetrwać konfrontacji z obowiązującymi przepisami.
Na czym miała polegać prohibicja?
Treść odrzuconego projektu była bezkompromisowa. Zgodnie z zapisami uchwały, we wszystkich punktach handlowych na obszarze Rzeszowa miał obowiązywać rygorystyczny zakaz sprzedaży napojów alkoholowych powyżej 4,5% (z wyjątkiem piwa) w godzinach od 22:00 do 6:00.
Najmocniejszy cios wymierzono jednak bezpośrednio w stacje paliw. Projekt zakładał tam wprowadzenie stałego, całodobowego zakazu sprzedaży, podawania i spożywania jakichkolwiek napojów alkoholowych, co doprowadziłoby do całkowitego wygaszenia zezwoleń sprzedaży w tych punktach.
Alkohol problemem społecznym
Głównym punktem debaty stało się wystąpienie Barbary Łukasik, psychologa klinicznego i specjalistki terapii uzależnień. Ekspertka przedstawiała porażający obraz rzeszowskiej rzeczywistości, apelując o odwagę w ramach polityki redukcji szkód.
Zwróciła uwagę na problem, z którym miasto mierzy się każdego tygodnia na terenach zielonych. – Wystarczy przejście po naszym mieście i wszędzie widać reklamy piwa – na stacji benzynowej alkohol, w Biedronce promocje i tak dalej. Ta dostępność jest bardzo duża. Przejdźcie się po naszych pięknych bulwarach, zobaczcie ile leży „małpek”. co się tam dzieje rano w niedzielę. Pełno pustych butelek – wymieniała.
Terapeutka wprost nazwała alkohol „narkotykiem powszechnym” i skrytykowała obecny system. – To jest łatanie naszych wyrzutów sumienia. Profilaktyka nigdy nie jest w stanie zniwelować skutków alkoholizmu, które są w Polce – dodawała. Jak zaznaczała, alkohol powoduje nie tylko śmiertelnie niebezpieczne uzależnienie, ale też wiele problemów społecznych i dramatów rodzinnych, które nierzadko rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami i nie wychodzą na światło dzienne.
Sprzedaż rośnie
Inicjator uchwały, radny Andrzej Dec, przywoływał twarde dane statystyczne z ostatnich lat, wskazując, że dotychczasowa polityka liberalna doprowadziła do nadmiernej dostępności alkoholu w Rzeszowie.
– W latach 2020 – 2025 nastąpił w Rzeszowie stopniowy wzrost liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Przez te 5-6 lat ten wzrost wyniósł 13 proc., co wskazuje na rozwój rynku oraz zwiększającą się dostępność alkoholu w mieście. Sami to widzimy – argumentował.
Nie brakowało jednak opinii, że zakaz może spowodować mniejsze wpływy do budżetu miasta. Sam radny Dec krytykował takie podejście twierdząc, że jest to “poświęcenie”, którego warto się podjąć w perspektywie ograniczenia dramatycznych skutków nadużywania alkoholu.
Ocalić chociaż kilka wątrób
Rozgoryczenia postawą rady nie ukrywał radny Robert Kultys z Prawa i Sprawiedliwości, który podkreślał, że w tej dyskusji powinno chodzić o proste, ludzkie dramaty, a nie o wielką politykę.
– Każdy zakup alkoholu mniej, to jest może kilka odratowanych wątrób. To jest kilka mniej dzieci nieszczęśliwych tego wieczora. To są bardzo proste życiowe sprawy. Andrzeju, porwałeś się tylko na słońce. Ja bym też poparł uchwałę. Ale widzę, że tutaj nie te argumenty trafiają do wszystkich radnych – mówił.
Mocny głos wsparcia popłynął także ze strony radnej Krystyny Wróblewskiej z PiS, która odrzuciła łatkę „prohibicji”. – Alkohol zabija. Dlatego też każde ograniczenie, najmniejsze ograniczenie, ma pozytywny wpływ na życie człowieka. Uzależniony jest nie tylko jeden człowiek, ale i cała rodzina – podkreślała, wspominając dramaty rodzin, w których choć jedna osoba zmaga się z problemem alkoholowym.
Alkohol wróciłby do “podziemia”?
Zupełnie inny punkt widzenia zaprezentowali przeciwnicy uchwały. Największe kontrowersje wywołało całkowite wyłączenie spod zakazu piwa, co czyniło rzeszowską prohibicję fikcją.
– Uchwała ma zakazywać sprzedaży na stacjach alkoholu, czyli wina wysokoprocentowego powyżej 4,5%, ale zwalnia piwo. Jest troszeczkę brak logiczności przede wszystkim, bo wino ma podobny woltaż i podobne skutki działania. A w praktyce nie będzie można kupić tego wina, ale będzie można kupić mocne piwo jeszcze gazowane, które będzie miało jeszcze gorsze skutki – kwitował Mateusz Maciejczyk z KO.
Matejczyk ostrzegał też przed przeniesieniem handlu do podziemia technologicznego i dostawami przez aplikacje przewozowe. – Ten alkohol i tak zostanie dostarczony na miejsce. Tworzymy mechanizm, w którym że będzie zamawiane nawet więcej alkoholu – stwierdził.
W ferworze dyskusji radna Marta Niewczas z KO zaproponowała ponowne skierowanie projektu uchwały do komisji, aby móc doprecyzować jej założenia. Jak twierdziła, wybiórczość zakazu związana z wykluczeniem z niego piwa, jest znaczącą niekonsekwencją. Dodała, że zakaz powinien być całkowity, lub nie powinno go być w ogóle. Wniosek radnej jednak upadł.
Rzeszów jest bezpieczny?
Radny Witold Walawender z klubu Rozwój Rzeszowa przypomniał z kolei, że oficjalne statystyki Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie w żaden sposób nie uzasadniają wprowadzania tak drastycznych kroków prawnych jak całkowity zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych.
– Komendant miejski policji i miasta w raporcie wskazuje miasto jako bezpieczne, nie mówi o wypadkach powodowanych sprzedażą alkoholu po godzinie 24:00 czy od 6:00. U nas zakaz sprzedaży alkoholu nie jest najlepszym rozwiązaniem. Chcielibyśmy uniknąć nawyków zakupowych, takich jak robienie zapasów przed – mówił.
W podobnym tonie wypowiedział się radny Waldemar Kotula z PiS, porównując sytuację do zakazu handlu w niedzielę i wskazując, że ograniczenia godzinowe nie zmniejszają realnego poziomu konsumpcji, a jedynie zmieniają nawyki zakupowe (zakupy na zapas).
Przedsiębiorcy są przeciwko
Kluczowym momentem sesji było wystąpienie Marcina Kozy, lokalnego przedsiębiorcy prowadzącego sklep monopolowy w rzeszowskim Śródmieściu. Przedstawił on radnym dane z innych miast, udowadniając, że nocne zakazy przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych.
– W Krakowie interwencje straży miejskiej i policji sumarycznie rosły rok do roku. Po wprowadzeniu prohibicji rosły też zgłoszenia mieszkańców ws. interwencji. Szczecin ma prohibicję już prawie rok. Okazało się, że przez wszystkie okresy porównawcze wyjazdy zespołu ratownictwa medycznego do silnego zatrucia alkoholowego wzrosły. Niestety kupowanie alkoholu na zapas przed 22:00 powoduje to, że zazwyczaj się go spożywa. Mało tego, spożywa się go ciepły, a ciepły szkodzi jeszcze bardziej i działa jeszcze szybciej – stwierdził.
Wobec głosów wątpliwości i braku poparcia kluczowych klubów oraz oporu rzeszowskiego biznesu, projekt upadł. Za projektem uchwały zagłosowało 8 radnych (w tym Andrzej Dec, Anna Woźniak-Kunicka, Sławomir Gołąb, Robert Kultys, Mateusz Szpyrka, Krystyna Wróblewska, Andrzej Szlachta i Marcin Wróbel), a przeciw 12 (Jacek Strojny, Mirosław Kwaśniak, Mateusz Maciejczyk, Witold Walawender, Wojciech Jaślar, Marta Niewczas, Robert Walawender, Waldemar Kotula, Piotr Kilar, Aleksander Szala, Rafał Kulig i Elżbieta Niedzielska). Wstrzymali się: Katarzyna Maciechowska, Wiesław Ziemiński i Bogusław Sak.
Czytaj więcej:
Koniec wieloletnich obietnic w Rzeszowie? Są plany na przebudowę ul. Senatorskiej i most na Wisłoku
Gorąca debata na sesji Rady Miasta Rzeszowa ujawniła głębokie podziały w stolicy Podkarpacia. Choć argumenty o ratowaniu ludzkiego życia i redukcji szkód społecznych związanych ze spożywaniem alkoholu brzmiały dramatycznie, ostateczny wynik głosowania przyniósł gwałtowny zwrot akcji. Miasto stanęło przed fundamentalnym dylematem: w jaki sposób pogodzić wolność gospodarczą przedsiębiorców z narastającym problemem alkoholowym na rzeszowskich ulicach?
Decyzja samorządowców ważyła się do samego końca, budząc olbrzymie emocje u progu kluczowych zmian w przestrzeni publicznej miasta.
Projekt zakazu alkoholu odrzucony
Mimo wielomiesięcznych przygotowań oraz płomiennych przemówień zwolenników restrykcji, rzeszowscy radni podjęli ostateczną decyzję i odrzucili uchwałę głosami większości. Projekt uchwały, którego autorem był radny Andrzej Dec z Koalicji Obywatelskiej upadł po długiej dyskusji.
Wynik starcia pokazał, że rada uznała przepisy za niespójne i rażąco uderzające w lokalny biznes bez gwarancji realnej skuteczności. Sam dokument został określony przez krytyków jako bubel prawny, który mógł nie przetrwać konfrontacji z obowiązującymi przepisami.
Na czym miała polegać prohibicja?
Treść odrzuconego projektu była bezkompromisowa. Zgodnie z zapisami uchwały, we wszystkich punktach handlowych na obszarze Rzeszowa miał obowiązywać rygorystyczny zakaz sprzedaży napojów alkoholowych powyżej 4,5% (z wyjątkiem piwa) w godzinach od 22:00 do 6:00.
Najmocniejszy cios wymierzono jednak bezpośrednio w stacje paliw. Projekt zakładał tam wprowadzenie stałego, całodobowego zakazu sprzedaży, podawania i spożywania jakichkolwiek napojów alkoholowych, co doprowadziłoby do całkowitego wygaszenia zezwoleń sprzedaży w tych punktach.
Alkohol problemem społecznym
Głównym punktem debaty stało się wystąpienie Barbary Łukasik, psychologa klinicznego i specjalistki terapii uzależnień. Ekspertka przedstawiała porażający obraz rzeszowskiej rzeczywistości, apelując o odwagę w ramach polityki redukcji szkód.
Zwróciła uwagę na problem, z którym miasto mierzy się każdego tygodnia na terenach zielonych. – Wystarczy przejście po naszym mieście i wszędzie widać reklamy piwa – na stacji benzynowej alkohol, w Biedronce promocje i tak dalej. Ta dostępność jest bardzo duża. Przejdźcie się po naszych pięknych bulwarach, zobaczcie ile leży „małpek”. co się tam dzieje rano w niedzielę. Pełno pustych butelek – wymieniała.
Terapeutka wprost nazwała alkohol „narkotykiem powszechnym” i skrytykowała obecny system. – To jest łatanie naszych wyrzutów sumienia. Profilaktyka nigdy nie jest w stanie zniwelować skutków alkoholizmu, które są w Polce – dodawała. Jak zaznaczała, alkohol powoduje nie tylko śmiertelnie niebezpieczne uzależnienie, ale też wiele problemów społecznych i dramatów rodzinnych, które nierzadko rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami i nie wychodzą na światło dzienne.
Sprzedaż rośnie
Inicjator uchwały, radny Andrzej Dec, przywoływał twarde dane statystyczne z ostatnich lat, wskazując, że dotychczasowa polityka liberalna doprowadziła do nadmiernej dostępności alkoholu w Rzeszowie.
– W latach 2020 – 2025 nastąpił w Rzeszowie stopniowy wzrost liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Przez te 5-6 lat ten wzrost wyniósł 13 proc., co wskazuje na rozwój rynku oraz zwiększającą się dostępność alkoholu w mieście. Sami to widzimy – argumentował.
Nie brakowało jednak opinii, że zakaz może spowodować mniejsze wpływy do budżetu miasta. Sam radny Dec krytykował takie podejście twierdząc, że jest to “poświęcenie”, którego warto się podjąć w perspektywie ograniczenia dramatycznych skutków nadużywania alkoholu.
Ocalić chociaż kilka wątrób
Rozgoryczenia postawą rady nie ukrywał radny Robert Kultys z Prawa i Sprawiedliwości, który podkreślał, że w tej dyskusji powinno chodzić o proste, ludzkie dramaty, a nie o wielką politykę.
– Każdy zakup alkoholu mniej, to jest może kilka odratowanych wątrób. To jest kilka mniej dzieci nieszczęśliwych tego wieczora. To są bardzo proste życiowe sprawy. Andrzeju, porwałeś się tylko na słońce. Ja bym też poparł uchwałę. Ale widzę, że tutaj nie te argumenty trafiają do wszystkich radnych – mówił.
Mocny głos wsparcia popłynął także ze strony radnej Krystyny Wróblewskiej z PiS, która odrzuciła łatkę „prohibicji”. – Alkohol zabija. Dlatego też każde ograniczenie, najmniejsze ograniczenie, ma pozytywny wpływ na życie człowieka. Uzależniony jest nie tylko jeden człowiek, ale i cała rodzina – podkreślała, wspominając dramaty rodzin, w których choć jedna osoba zmaga się z problemem alkoholowym.
Alkohol wróciłby do “podziemia”?
Zupełnie inny punkt widzenia zaprezentowali przeciwnicy uchwały. Największe kontrowersje wywołało całkowite wyłączenie spod zakazu piwa, co czyniło rzeszowską prohibicję fikcją.
– Uchwała ma zakazywać sprzedaży na stacjach alkoholu, czyli wina wysokoprocentowego powyżej 4,5%, ale zwalnia piwo. Jest troszeczkę brak logiczności przede wszystkim, bo wino ma podobny woltaż i podobne skutki działania. A w praktyce nie będzie można kupić tego wina, ale będzie można kupić mocne piwo jeszcze gazowane, które będzie miało jeszcze gorsze skutki – kwitował Mateusz Maciejczyk z KO.
Matejczyk ostrzegał też przed przeniesieniem handlu do podziemia technologicznego i dostawami przez aplikacje przewozowe. – Ten alkohol i tak zostanie dostarczony na miejsce. Tworzymy mechanizm, w którym że będzie zamawiane nawet więcej alkoholu – stwierdził.
W ferworze dyskusji radna Marta Niewczas z KO zaproponowała ponowne skierowanie projektu uchwały do komisji, aby móc doprecyzować jej założenia. Jak twierdziła, wybiórczość zakazu związana z wykluczeniem z niego piwa, jest znaczącą niekonsekwencją. Dodała, że zakaz powinien być całkowity, lub nie powinno go być w ogóle. Wniosek radnej jednak upadł.
Rzeszów jest bezpieczny?
Radny Witold Walawender z klubu Rozwój Rzeszowa przypomniał z kolei, że oficjalne statystyki Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie w żaden sposób nie uzasadniają wprowadzania tak drastycznych kroków prawnych jak całkowity zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych.
– Komendant miejski policji i miasta w raporcie wskazuje miasto jako bezpieczne, nie mówi o wypadkach powodowanych sprzedażą alkoholu po godzinie 24:00 czy od 6:00. U nas zakaz sprzedaży alkoholu nie jest najlepszym rozwiązaniem. Chcielibyśmy uniknąć nawyków zakupowych, takich jak robienie zapasów przed – mówił.
W podobnym tonie wypowiedział się radny Waldemar Kotula z PiS, porównując sytuację do zakazu handlu w niedzielę i wskazując, że ograniczenia godzinowe nie zmniejszają realnego poziomu konsumpcji, a jedynie zmieniają nawyki zakupowe (zakupy na zapas).
Przedsiębiorcy są przeciwko
Kluczowym momentem sesji było wystąpienie Marcina Kozy, lokalnego przedsiębiorcy prowadzącego sklep monopolowy w rzeszowskim Śródmieściu. Przedstawił on radnym dane z innych miast, udowadniając, że nocne zakazy przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych.
– W Krakowie interwencje straży miejskiej i policji sumarycznie rosły rok do roku. Po wprowadzeniu prohibicji rosły też zgłoszenia mieszkańców ws. interwencji. Szczecin ma prohibicję już prawie rok. Okazało się, że przez wszystkie okresy porównawcze wyjazdy zespołu ratownictwa medycznego do silnego zatrucia alkoholowego wzrosły. Niestety kupowanie alkoholu na zapas przed 22:00 powoduje to, że zazwyczaj się go spożywa. Mało tego, spożywa się go ciepły, a ciepły szkodzi jeszcze bardziej i działa jeszcze szybciej – stwierdził.
Wobec głosów wątpliwości i braku poparcia kluczowych klubów oraz oporu rzeszowskiego biznesu, projekt upadł. Za projektem uchwały zagłosowało 8 radnych (w tym Andrzej Dec, Anna Woźniak-Kunicka, Sławomir Gołąb, Robert Kultys, Mateusz Szpyrka, Krystyna Wróblewska, Andrzej Szlachta i Marcin Wróbel), a przeciw 12 (Jacek Strojny, Mirosław Kwaśniak, Mateusz Maciejczyk, Witold Walawender, Wojciech Jaślar, Marta Niewczas, Robert Walawender, Waldemar Kotula, Piotr Kilar, Aleksander Szala, Rafał Kulig i Elżbieta Niedzielska). Wstrzymali się: Katarzyna Maciechowska, Wiesław Ziemiński i Bogusław Sak.
Czytaj więcej:
Koniec wieloletnich obietnic w Rzeszowie? Są plany na przebudowę ul. Senatorskiej i most na Wisłoku
