Tuż po wybuchu pożaru w sortowni odpadów przy ul. 1 Maja w Strzyżowie, który miał miejsce 16 kwietnia po godzinie 16, na teren zakładu skierowano inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie.
Służby ochrony środowiska rozpoczęły rozpoznanie terenu równolegle z trwającą akcją gaśniczą. Ogień, który objął wygrodzone betonowymi blokami składowisko oraz część hali, został opanowany przez strażaków, co pozwoliło uniknąć jeszcze większej skali skażenia. Całość działań gaśniczych dobiegła końca w piątek nad ranem, około godziny 3:00.
Pomiary toksyczności: Mobilne laboratorium w Strzyżowie
Jeszcze w trakcie trwania pożaru do Strzyżowa dotarło Centralne Laboratorium Badawcze GIOŚ z Rzeszowa. Wykorzystano specjalistyczny pojazd wyposażony w aparaturę do błyskawicznej oceny skażeń chemicznych. Badania przeprowadzono w czterech różnych lokalizacjach na terenie miasta, gdzie najbardziej wyczuwalne było zadymienie i zapach spalenizny.
Użycie zaawansowanego detektora pasywnego pozwoliło na wykrycie obecności amoniaku w atmosferze. Jednak precyzyjne pomiary ilościowe wykazały, że jego stężenie było znikome i nie przekraczało poziomu 1 ppm. Eksperci podkreślają, że są to wartości śladowe, które nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia mieszkańców.
Kontrola rzeki Wisłok i wód gaśniczych
Dzień po pożarze, 17 kwietnia, przedstawiciele WIOŚ powrócili do sortowni, aby rozpocząć szczegółową kontrolę zakładu. Jednym z kluczowych aspektów było sprawdzenie, czy woda użyta do gaszenia ognia nie przedostała się do środowiska naturalnego. Inspektorzy potwierdzili, że wody gaśnicze nie trafiły do kanalizacji deszczowej. Przeprowadzono również wizję lokalną przy wylocie kolektorów do rzeki Wisłok – nie stwierdzono tam żadnych zanieczyszczeń ani wypływów substancji chemicznych.
Ustalanie przyczyn i dalsze kroki
Mimo że pierwsze wyniki badań są uspokajające, sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Na miejscu wciąż trwają czynności kontrolne, które mają na celu dokładne ustalenie przebiegu zdarzenia oraz sprawdzenie, czy w zakładzie przestrzegano wszelkich norm ochrony środowiska. Kolejne kroki inspekcji będą zależały od finalnych wyników trwającego obecnie postępowania. (am)
Czytaj więcej:
Pożar restauracji na Podkarpaciu. W środku było kilkadziesiąt osób
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Tuż po wybuchu pożaru w sortowni odpadów przy ul. 1 Maja w Strzyżowie, który miał miejsce 16 kwietnia po godzinie 16, na teren zakładu skierowano inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie.
Służby ochrony środowiska rozpoczęły rozpoznanie terenu równolegle z trwającą akcją gaśniczą. Ogień, który objął wygrodzone betonowymi blokami składowisko oraz część hali, został opanowany przez strażaków, co pozwoliło uniknąć jeszcze większej skali skażenia. Całość działań gaśniczych dobiegła końca w piątek nad ranem, około godziny 3:00.
Pomiary toksyczności: Mobilne laboratorium w Strzyżowie
Jeszcze w trakcie trwania pożaru do Strzyżowa dotarło Centralne Laboratorium Badawcze GIOŚ z Rzeszowa. Wykorzystano specjalistyczny pojazd wyposażony w aparaturę do błyskawicznej oceny skażeń chemicznych. Badania przeprowadzono w czterech różnych lokalizacjach na terenie miasta, gdzie najbardziej wyczuwalne było zadymienie i zapach spalenizny.
Użycie zaawansowanego detektora pasywnego pozwoliło na wykrycie obecności amoniaku w atmosferze. Jednak precyzyjne pomiary ilościowe wykazały, że jego stężenie było znikome i nie przekraczało poziomu 1 ppm. Eksperci podkreślają, że są to wartości śladowe, które nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia mieszkańców.
Kontrola rzeki Wisłok i wód gaśniczych
Dzień po pożarze, 17 kwietnia, przedstawiciele WIOŚ powrócili do sortowni, aby rozpocząć szczegółową kontrolę zakładu. Jednym z kluczowych aspektów było sprawdzenie, czy woda użyta do gaszenia ognia nie przedostała się do środowiska naturalnego. Inspektorzy potwierdzili, że wody gaśnicze nie trafiły do kanalizacji deszczowej. Przeprowadzono również wizję lokalną przy wylocie kolektorów do rzeki Wisłok – nie stwierdzono tam żadnych zanieczyszczeń ani wypływów substancji chemicznych.
Ustalanie przyczyn i dalsze kroki
Mimo że pierwsze wyniki badań są uspokajające, sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Na miejscu wciąż trwają czynności kontrolne, które mają na celu dokładne ustalenie przebiegu zdarzenia oraz sprawdzenie, czy w zakładzie przestrzegano wszelkich norm ochrony środowiska. Kolejne kroki inspekcji będą zależały od finalnych wyników trwającego obecnie postępowania. (am)
Czytaj więcej:
Pożar restauracji na Podkarpaciu. W środku było kilkadziesiąt osób
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
