Dramatyczne sceny rozegrały się na jednej z łąk na Podkarpaciu. Chroniony jastrząb wpadł w zastawioną pułapkę i doznał bardzo poważnych obrażeń. Śledczy nie mają wątpliwości, że doszło do brutalnego znęcania się nad zwierzętami, za które odpowie 57-letni mieszkaniec regionu.
Mężczyzna tłumaczył swoje działanie ochroną przydomowej hodowli drobiu. Efekt okazał się tragiczny zarówno dla drapieżnego ptaka, jak i wykorzystanych jako przynęta gołębi.
Pułapka zastawiona na jastrzębia
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Lubaczowie dotyczy 57-letniego mieszkańca gminy Wielkie Oczy (pow. lubaczowski), który usłyszał zarzuty związane z naruszeniem przepisów o ochronie zwierząt oraz ochronie przyrody.
Jak ustalili śledczy, 21 listopada 2025 roku mężczyzna zastawił na łące w miejscowości Skolin stalowy potrzask w postaci samozatrzaskującej się pułapki kłusowniczej. Obok umieścił klatkę z dwoma wcześniej schwytanymi żywymi gołębiami, które miały pełnić rolę wabika dla drapieżnika.
– Celem jego działania było schwytanie jastrzębia, który jak tłumaczył, czynił mu szkody w przydomowej hodowli drobiu – poinformowała prokurator Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Według ustaleń śledczych mężczyzna świadomie przygotował pułapkę, licząc na schwytanie chronionego ptaka drapieżnego. W efekcie doszło do zdarzenia, które eksperci określają jako wyjątkowo okrutne.
Obrażenia okazały się śmiertelne
Trzy dni później (24 listopada) w zastawiony potrzask wpadł jastrząb zwyczajny. Zwierzę doznało rozległych obrażeń, które praktycznie przekreśliły szanse na jego uratowanie.
– Sprawca złapał jastrzębia zwyczajnego pozostającego pod ochroną gatunkową, jednocześnie powodując u ptaka złamanie otwarte i oderwanie lewej nogi – przekazała prok. prokurator Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz.
Makabrycznego odkrycia dokonała przypadkowa osoba, która zauważyła na łące pułapkę wraz z rannym ptakiem i klatką z gołębiami. Natychmiast powiadomiono policję.
Próbował zatrzeć ślady
Śledczy ustalili, że jeszcze przed przyjazdem policjantów mężczyzna próbował zatrzeć ślady swojego postępowania. – Jeszcze tego samego dnia, podejrzany wypuścił schwytane i przetrzymywane przez siebie trzy ptaki, bez udzielenia pomocy rannemu jastrzębiowi, a wnyki zabrał ze sobą – relacjonuje prok. Taciuch-Kurasiewicz.
Dzięki działaniom służb zwierzę udało się odnaleźć i przewieźć do lecznicy weterynaryjnej w Przemyślu. Lekarze podjęli próbę ratowania drapieżnika, jednak jego stan był krytyczny. Niestety obrażenia ptaka były na tyle poważne i nie rokujące poprawy, że musiał on zostać poddany eutanazji.
Biegły nie miał wątpliwości
W trakcie śledztwa przeprowadzono przeszukanie posesji podejrzanego. Funkcjonariusze zabezpieczyli metalową klatkę oraz trzy metalowe wnyki, które miały służyć do chwytania zwierząt.
Kluczowe znaczenie miała również opinia biegłego z zakresu ochrony środowiska. Ekspert przypomniał, że wszystkie ptaki drapieżne występujące obecnie w Polsce objęte są ścisłą ochroną gatunkową.
– Sprawca chwytając we wnyki i powodując obrażenia ciała u jastrzębia zwyczajnego, skutkujące jego śmiercią, nie tylko znęcał się nad ptakiem, ale także spowodował według kryteriów przyrodniczych istotną szkodę w świecie zwierzęcym – wymienia rzeczniczka przemyskiej prokuratury. – Znęcał się nad ptakami poprzez zadawanie im bólu i cierpień oraz powodując zbędny stres – dodała.
Przyznał się do winy
57-latek przyznał się do przedstawionych mu zarzutów. Postępowanie przygotowawcze znajduje się już na końcowym etapie, a w najbliższym czasie do sądu ma trafić akt oskarżenia.
Mieszkaniec powiatu lubaczowskiego musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Za zarzucane mu czyny grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Oprócz odpowiedzialności karnej, sąd może również orzec nawiązkę na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jej wysokość może wynieść od 10 tysięcy aż do 10 milionów złotych. To jedna z najwyższych sankcji finansowych przewidzianych w sprawach dotyczących ochrony zwierząt i środowiska naturalnego.
Czytaj więcej:
Koszmar pod sklepem. 69-latek podejrzany o molestowanie dziewczynki
Dramatyczne sceny rozegrały się na jednej z łąk na Podkarpaciu. Chroniony jastrząb wpadł w zastawioną pułapkę i doznał bardzo poważnych obrażeń. Śledczy nie mają wątpliwości, że doszło do brutalnego znęcania się nad zwierzętami, za które odpowie 57-letni mieszkaniec regionu.
Mężczyzna tłumaczył swoje działanie ochroną przydomowej hodowli drobiu. Efekt okazał się tragiczny zarówno dla drapieżnego ptaka, jak i wykorzystanych jako przynęta gołębi.
Pułapka zastawiona na jastrzębia
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Lubaczowie dotyczy 57-letniego mieszkańca gminy Wielkie Oczy (pow. lubaczowski), który usłyszał zarzuty związane z naruszeniem przepisów o ochronie zwierząt oraz ochronie przyrody.
Jak ustalili śledczy, 21 listopada 2025 roku mężczyzna zastawił na łące w miejscowości Skolin stalowy potrzask w postaci samozatrzaskującej się pułapki kłusowniczej. Obok umieścił klatkę z dwoma wcześniej schwytanymi żywymi gołębiami, które miały pełnić rolę wabika dla drapieżnika.
– Celem jego działania było schwytanie jastrzębia, który jak tłumaczył, czynił mu szkody w przydomowej hodowli drobiu – poinformowała prokurator Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Według ustaleń śledczych mężczyzna świadomie przygotował pułapkę, licząc na schwytanie chronionego ptaka drapieżnego. W efekcie doszło do zdarzenia, które eksperci określają jako wyjątkowo okrutne.
Obrażenia okazały się śmiertelne
Trzy dni później (24 listopada) w zastawiony potrzask wpadł jastrząb zwyczajny. Zwierzę doznało rozległych obrażeń, które praktycznie przekreśliły szanse na jego uratowanie.
– Sprawca złapał jastrzębia zwyczajnego pozostającego pod ochroną gatunkową, jednocześnie powodując u ptaka złamanie otwarte i oderwanie lewej nogi – przekazała prok. prokurator Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz.
Makabrycznego odkrycia dokonała przypadkowa osoba, która zauważyła na łące pułapkę wraz z rannym ptakiem i klatką z gołębiami. Natychmiast powiadomiono policję.
Próbował zatrzeć ślady
Śledczy ustalili, że jeszcze przed przyjazdem policjantów mężczyzna próbował zatrzeć ślady swojego postępowania. – Jeszcze tego samego dnia, podejrzany wypuścił schwytane i przetrzymywane przez siebie trzy ptaki, bez udzielenia pomocy rannemu jastrzębiowi, a wnyki zabrał ze sobą – relacjonuje prok. Taciuch-Kurasiewicz.
Dzięki działaniom służb zwierzę udało się odnaleźć i przewieźć do lecznicy weterynaryjnej w Przemyślu. Lekarze podjęli próbę ratowania drapieżnika, jednak jego stan był krytyczny. Niestety obrażenia ptaka były na tyle poważne i nie rokujące poprawy, że musiał on zostać poddany eutanazji.
Biegły nie miał wątpliwości
W trakcie śledztwa przeprowadzono przeszukanie posesji podejrzanego. Funkcjonariusze zabezpieczyli metalową klatkę oraz trzy metalowe wnyki, które miały służyć do chwytania zwierząt.
Kluczowe znaczenie miała również opinia biegłego z zakresu ochrony środowiska. Ekspert przypomniał, że wszystkie ptaki drapieżne występujące obecnie w Polsce objęte są ścisłą ochroną gatunkową.
– Sprawca chwytając we wnyki i powodując obrażenia ciała u jastrzębia zwyczajnego, skutkujące jego śmiercią, nie tylko znęcał się nad ptakiem, ale także spowodował według kryteriów przyrodniczych istotną szkodę w świecie zwierzęcym – wymienia rzeczniczka przemyskiej prokuratury. – Znęcał się nad ptakami poprzez zadawanie im bólu i cierpień oraz powodując zbędny stres – dodała.
Przyznał się do winy
57-latek przyznał się do przedstawionych mu zarzutów. Postępowanie przygotowawcze znajduje się już na końcowym etapie, a w najbliższym czasie do sądu ma trafić akt oskarżenia.
Mieszkaniec powiatu lubaczowskiego musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Za zarzucane mu czyny grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Oprócz odpowiedzialności karnej, sąd może również orzec nawiązkę na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jej wysokość może wynieść od 10 tysięcy aż do 10 milionów złotych. To jedna z najwyższych sankcji finansowych przewidzianych w sprawach dotyczących ochrony zwierząt i środowiska naturalnego.
Czytaj więcej:
Koszmar pod sklepem. 69-latek podejrzany o molestowanie dziewczynki
