June 17, 2026
Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie jednego z najgłośniejszych wypadków drogowych w Rzeszowie. W grudniu ubiegłego roku autobus z niemal 50 osobami na pokładzie „przeleciał” przez rondo im. Jacka Kuronia, a skutki tego zdarzenia mogły być tragiczne.

Nowe informacje rzucają światło na to, co działo się w kabinie kierowcy tuż przed katastrofą. Śledztwo wykazało również, z jaką prędkością poruszał się autobus oraz jakie obrażenia odnieśli pasażerowie.

Akt oskarżenia po katastrofie

Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów skierowała do Sądu Rejonowego w Rzeszowie akt oskarżenia przeciwko 35-letniemu Romanowi S. Obywatel Białorusi odpowie za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. Śledczy zakończyli wielomiesięczne postępowanie i uznali, że zgromadzony materiał dowodowy pozwala na skierowanie sprawy do sądu.

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 14 grudnia 2025 roku na rondzie im. Jacka Kuronia w Rzeszowie. Wypadek odbił się szerokim echem nie tylko na Podkarpaciu, ale również poza granicami Polski. Zdjęcia przedstawiające autobus, który przejechał przez środek ronda, błyskawicznie obiegły internet, a skala zdarzenia sprawiła, że sprawą zajęły się służby i prokuratura.

Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Jechał zdecydowanie za szybko

Śledztwo wykazało, że kierowca poruszał się drogą krajową nr 97 w kierunku centrum Rzeszowa, a autobus wykonywał międzynarodowy przewóz osób na trasie Terespol – Budapeszt. W pewnym momencie 34-latek rażąco naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

– Miał poruszać się z prędkością 94 km/h, przekraczając o 44 km/h dopuszczalną administracyjnie prędkość, nie zachować szczególnej ostrożności, nieprawidłowo obserwować drogę oraz zastosować błędną technikę jazdy – wymienia prokurator Krzysztof Ciechanowski.

Jak podkreśla rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, splot tych zaniedbań doprowadził do utraty kontroli nad pojazdem. Autobus nie zatrzymał się przed rondem, lecz przejechał przez jego centralną część, niszcząc znajdującą się tam infrastrukturę.

Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Przeleciał przez rondo

Ustalenia prokuratury pokazują dokładny przebieg katastrofy. Kierowca nie zdołał opanować ważącego wiele ton pojazdu podczas wjazdu na rondo. – W rezultacie kierujący utracił panowanie nad pojazdem podczas wjazdu na rondo, przejechał przez wyspę środkową ronda, drogę dla pieszych i rowerów, uderzył w bariery ochronne, a następnie wjechał na pas zieleni –- relacjonuje prok. Ciechanowski.

W chwili zdarzenia autobusem podróżowało 48 osób, również obywateli Białorusi. Było wśród nich 47 pasażerów oraz drugi kierowca. Śledczy nie mają wątpliwości, że skutki mogły być znacznie poważniejsze. Jak podkreśla prokuratura, Roman S. doprowadził do sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób.

Kilkanaście osób trafiło do szpitali

Po wypadku na miejsce skierowano liczne zastępy służb ratunkowych. Ratownicy medyczni udzielali pomocy pasażerom, którzy doznali obrażeń podczas gwałtownego przejazdu autobusu przez rondo.

– W wyniku zdarzenia 10 pasażerów doznało obrażeń ciała skutkujących naruszeniem czynności narządów ciała lub rozstrojem zdrowia na okres powyżej 7 dni, natomiast 3 pasażerów doznało obrażeń powodujących naruszenie czynności narządów ciała lub rozstrój zdrowia na okres nieprzekraczający 7 dni – poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury.

Bezpośrednio po zdarzeniu 14 pasażerów zostało przewiezionych do rzeszowskich szpitali. Na szczęście żadna z osób poszkodowanych nie znajdowała się w stanie zagrożenia życia.

Zasnął za kierownicą

Jednym z najważniejszych elementów śledztwa były wyjaśnienia samego kierowcy. Badanie wykazało, że w chwili wypadku był trzeźwy, dlatego śledczy analizowali inne możliwe przyczyny utraty kontroli nad pojazdem.

Co najważniejsze, przesłuchany w charakterze podejrzanego Roman S. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. – Wyjaśnił, że podczas jazdy korzystał z tempomatu ustawionego na prędkość około 95 km/h i zasnął za kierownicą. Jak podał, obudził się bezpośrednio przed rondem i podjął próbę wyhamowania pojazdu – ujawnia prok. Ciechanowski.

Kierowca przyznał również, że znał obowiązujące w tym miejscu ograniczenie prędkości, ponieważ wielokrotnie wcześniej pokonywał tę trasę. Jednocześnie zaznaczył, że nie pamięta samego momentu zaśnięcia i nie odczuwał wcześniej żadnych dolegliwości, które mogłyby wskazywać na pogorszenie stanu zdrowia. Nie zażywał również leków lub innych środków, które mogły wpływać na jego koncentrację.

Grozi mu do pięciu lat więzienia

Bezpośrednio po wszczęciu śledztwa wobec podejrzanego zastosowano tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. W marcu tego roku sąd uchylił jednak ten środek i zastąpił go dozorem policji, zakazem opuszczania kraju połączonym z zatrzymaniem paszportu oraz poręczeniem majątkowym w wysokości 30 tysięcy złotych.

Roman S. nie był wcześniej karany. Teraz o jego losie zdecyduje Sąd Rejonowy w Rzeszowie. Za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Proces ma odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu kierowca dokonał uchybień, które doprowadziły do dramatycznych wydarzeń na rondzie im. Kuronia w Rzeszowie.

Czytaj więcej:

Mostostal pozywa GDDKiA po zerwaniu kontraktu na S19 na Podkarpaciu. W grze ponad 152 mln zł

Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie jednego z najgłośniejszych wypadków drogowych w Rzeszowie. W grudniu ubiegłego roku autobus z niemal 50 osobami na pokładzie „przeleciał” przez rondo im. Jacka Kuronia, a skutki tego zdarzenia mogły być tragiczne.

Nowe informacje rzucają światło na to, co działo się w kabinie kierowcy tuż przed katastrofą. Śledztwo wykazało również, z jaką prędkością poruszał się autobus oraz jakie obrażenia odnieśli pasażerowie.

Akt oskarżenia po katastrofie

Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów skierowała do Sądu Rejonowego w Rzeszowie akt oskarżenia przeciwko 35-letniemu Romanowi S. Obywatel Białorusi odpowie za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. Śledczy zakończyli wielomiesięczne postępowanie i uznali, że zgromadzony materiał dowodowy pozwala na skierowanie sprawy do sądu.

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 14 grudnia 2025 roku na rondzie im. Jacka Kuronia w Rzeszowie. Wypadek odbił się szerokim echem nie tylko na Podkarpaciu, ale również poza granicami Polski. Zdjęcia przedstawiające autobus, który przejechał przez środek ronda, błyskawicznie obiegły internet, a skala zdarzenia sprawiła, że sprawą zajęły się służby i prokuratura.

Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Jechał zdecydowanie za szybko

Śledztwo wykazało, że kierowca poruszał się drogą krajową nr 97 w kierunku centrum Rzeszowa, a autobus wykonywał międzynarodowy przewóz osób na trasie Terespol – Budapeszt. W pewnym momencie 34-latek rażąco naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

– Miał poruszać się z prędkością 94 km/h, przekraczając o 44 km/h dopuszczalną administracyjnie prędkość, nie zachować szczególnej ostrożności, nieprawidłowo obserwować drogę oraz zastosować błędną technikę jazdy – wymienia prokurator Krzysztof Ciechanowski.

Jak podkreśla rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, splot tych zaniedbań doprowadził do utraty kontroli nad pojazdem. Autobus nie zatrzymał się przed rondem, lecz przejechał przez jego centralną część, niszcząc znajdującą się tam infrastrukturę.

Zdjęcie: Wypadek autokaru w Rzeszowie (fot. Komenda Miejska Policji w Rzeszowie)

Przeleciał przez rondo

Ustalenia prokuratury pokazują dokładny przebieg katastrofy. Kierowca nie zdołał opanować ważącego wiele ton pojazdu podczas wjazdu na rondo. – W rezultacie kierujący utracił panowanie nad pojazdem podczas wjazdu na rondo, przejechał przez wyspę środkową ronda, drogę dla pieszych i rowerów, uderzył w bariery ochronne, a następnie wjechał na pas zieleni –- relacjonuje prok. Ciechanowski.

W chwili zdarzenia autobusem podróżowało 48 osób, również obywateli Białorusi. Było wśród nich 47 pasażerów oraz drugi kierowca. Śledczy nie mają wątpliwości, że skutki mogły być znacznie poważniejsze. Jak podkreśla prokuratura, Roman S. doprowadził do sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób.

Kilkanaście osób trafiło do szpitali

Po wypadku na miejsce skierowano liczne zastępy służb ratunkowych. Ratownicy medyczni udzielali pomocy pasażerom, którzy doznali obrażeń podczas gwałtownego przejazdu autobusu przez rondo.

– W wyniku zdarzenia 10 pasażerów doznało obrażeń ciała skutkujących naruszeniem czynności narządów ciała lub rozstrojem zdrowia na okres powyżej 7 dni, natomiast 3 pasażerów doznało obrażeń powodujących naruszenie czynności narządów ciała lub rozstrój zdrowia na okres nieprzekraczający 7 dni – poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury.

Bezpośrednio po zdarzeniu 14 pasażerów zostało przewiezionych do rzeszowskich szpitali. Na szczęście żadna z osób poszkodowanych nie znajdowała się w stanie zagrożenia życia.

Zasnął za kierownicą

Jednym z najważniejszych elementów śledztwa były wyjaśnienia samego kierowcy. Badanie wykazało, że w chwili wypadku był trzeźwy, dlatego śledczy analizowali inne możliwe przyczyny utraty kontroli nad pojazdem.

Co najważniejsze, przesłuchany w charakterze podejrzanego Roman S. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. – Wyjaśnił, że podczas jazdy korzystał z tempomatu ustawionego na prędkość około 95 km/h i zasnął za kierownicą. Jak podał, obudził się bezpośrednio przed rondem i podjął próbę wyhamowania pojazdu – ujawnia prok. Ciechanowski.

Kierowca przyznał również, że znał obowiązujące w tym miejscu ograniczenie prędkości, ponieważ wielokrotnie wcześniej pokonywał tę trasę. Jednocześnie zaznaczył, że nie pamięta samego momentu zaśnięcia i nie odczuwał wcześniej żadnych dolegliwości, które mogłyby wskazywać na pogorszenie stanu zdrowia. Nie zażywał również leków lub innych środków, które mogły wpływać na jego koncentrację.

Grozi mu do pięciu lat więzienia

Bezpośrednio po wszczęciu śledztwa wobec podejrzanego zastosowano tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. W marcu tego roku sąd uchylił jednak ten środek i zastąpił go dozorem policji, zakazem opuszczania kraju połączonym z zatrzymaniem paszportu oraz poręczeniem majątkowym w wysokości 30 tysięcy złotych.

Roman S. nie był wcześniej karany. Teraz o jego losie zdecyduje Sąd Rejonowy w Rzeszowie. Za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Proces ma odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu kierowca dokonał uchybień, które doprowadziły do dramatycznych wydarzeń na rondzie im. Kuronia w Rzeszowie.

Czytaj więcej:

Mostostal pozywa GDDKiA po zerwaniu kontraktu na S19 na Podkarpaciu. W grze ponad 152 mln zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *