June 10, 2026
Zdjęcie: Narasta konflikt ws. inwestycji w podkarpacką zbrojeniówkę w ramach programu SAFE (fot. Polska Grupa Zbrojeniowa)

Program SAFE miał stać się jednym z największych impulsów dla polskiego przemysłu obronnego. Do zakładów zbrojeniowych trafiły kontrakty warte około 120 miliardów złotych, ale polityczny spór wokół tych pieniędzy dopiero się rozpędza. Opozycja zarzuca rządowi kreatywną księgowość, podczas gdy Ministerstwo Obrony Narodowej przekonuje, że mechanizm uwalnia środki na kolejne inwestycje w bezpieczeństwo kraju.

Jeszcze kilka dni temu mówiło się głównie o rekordowych zamówieniach dla polskich fabryk, dziś coraz głośniej wybrzmiewają pytania opozycji o to, czy program SAFE rzeczywiście oznacza nowe pieniądze dla przemysłu.

Miliardy dla zbrojeniówki

Pod koniec maja podpisano pierwszą pulę umów w ramach unijnego programu SAFE, który ma wspierać rozwój zdolności obronnych państw członkowskich. W ramach tzw. „single procurement”, czyli zakupów realizowanych wyłącznie na potrzeby własnych sił zbrojnych, do polskich zakładów trafiły kontrakty warte około 120 miliardów złotych.

Wśród największych beneficjentów znalazła się Huta Stalowa Wola, która otrzyma około połowy całej zakontraktowanej kwoty. Umowy obejmują dostawy 146 bojowych wozów piechoty Borsuk, 96 armatohaubic Krab oraz 64 samobieżnych moździerzy Rak. To sprzęt, który ma stanowić fundament przyszłych zdolności bojowych Wojska Polskiego.

Wcześniej informowaliśmy również o innych kontraktach zawartych przez polski przemysł obronny, które przedstawiciele rządu i MON określali jako historyczny impuls rozwojowy dla krajowej zbrojeniówki. Teraz jednak pojawiły się głosy podważające rzeczywisty wpływ programu SAFE na sytuację zakładów.

Posłowie PiS po kontrolach

We wtorek politycy Prawa i Sprawiedliwości przedstawili wyniki kontroli poselskich przeprowadzonych w Fabryce Broni „Łucznik” w Radomiu, Hucie Stalowa Wola oraz Wojskowych Zakładach Lotniczych w Bydgoszczy.

Były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ocenił, że mechanizm SAFE nie stworzył nowych zdolności dla polskiej armii. Jak argumentował, część podpisanych umów nie oznacza nowych zamówień, lecz jedynie zmianę sposobu finansowania wcześniej zawartych kontraktów. – Żadnej nowej zdolności, jeśli chodzi o wyposażenie polskiego wojska – skwitował Błaszczak.

Według polityków PiS szczególnie widoczne ma to być w przypadku Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu. Poseł Marek Suski przekonywał, że przedsiębiorstwo nie otrzymało dodatkowych środków ani nowych zamówień. – Zabranie fabryce broni pieniędzy budżetowych i zastąpienie ich finansowaniem z mechanizmu, który jest uzależniony od kaprysów partnerów z Zachodu – powiedział Marek Suski.

Podobne uwagi dotyczyły Huty Stalowa Wola. Poseł Rafał Weber twierdził, że rzeczywista wartość nowych kontraktów jest niższa od oczekiwanej, a część podpisanych dokumentów ma charakter refinansowania już istniejących umów.

Spór o Hutę Stalowa Wola

Największe emocje budzi właśnie sytuacja Huty Stalowa Wola. Z jednej strony zakład otrzymał kontrakty obejmujące produkcję setek egzemplarzy kluczowego uzbrojenia dla Wojska Polskiego. Mówimy o zamówieniach liczonych w dziesiątkach miliardów złotych, które zapewniają pracę na wiele lat.

Z drugiej strony przedstawiciele PiS twierdzą, że część oczekiwanych zamówień została ograniczona, a niektóre kontrakty jedynie przeniesiono pod finansowanie z SAFE. Według opozycji nie można więc mówić o pełnym napływie nowych pieniędzy do przemysłu.

Ten spór pokazuje różnicę w interpretacji programu. Rząd podkreśla skalę zakontraktowanego sprzętu i długoterminowe zabezpieczenie produkcji. Opozycja wskazuje natomiast, że część środków zastępuje wcześniejsze finansowanie budżetowe, a nie stanowi całkowicie nowych inwestycji.

MON: część umów to refinansowanie

Argumenty PiS znajdują częściowe potwierdzenie w informacjach przekazanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Dotyczy to zwłaszcza Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu, która znalazła się wśród 12 przedsiębiorstw podpisujących aneksy do wcześniejszych kontraktów.

Jak informował resort obrony, w przypadku radomskiej spółki zmieniło się wyłącznie źródło finansowania zamówienia. Oznacza to, że środki budżetowe zostały zastąpione finansowaniem pochodzącym z programu SAFE.

MON podkreślił jednocześnie, że wartość kontraktu nie wzrosła, nie zwiększył się również wolumen dostaw ani termin realizacji umowy. To właśnie na ten przykład najczęściej powołują się politycy PiS, wskazując, że SAFE nie zawsze oznacza nowe zamówienia dla fabryk.

Pieniądze na kolejne potrzeby obronne

Z perspektywy rządu refinansowanie nie jest jednak wadą programu, lecz jedną z jego głównych zalet. Dzięki przejęciu części kosztów przez mechanizm SAFE możliwe staje się odciążenie budżetu krajowego i skierowanie uwolnionych środków na inne zadania związane z bezpieczeństwem państwa.

W praktyce oznacza to, że pieniądze, które wcześniej musiały zostać przeznaczone na już podpisane kontrakty wojskowe, mogą zostać wykorzystane na kolejne inwestycje lub inne potrzeby sektora obronnego. Zwolennicy programu przekonują, że taki mechanizm zwiększa elastyczność finansowania i pozwala szybciej realizować strategiczne cele modernizacyjne.

Program SAFE przewiduje dla Polski około 43,7 miliarda euro w formie europejskich pożyczek przeznaczonych głównie na inwestycje obronne. Do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych wpłynęło już około 6,5 miliarda euro, czyli 15 proc. całej przewidzianej puli.

Opozycja mówi o oszustwie

Najbardziej krytyczną ocenę działań rządu przedstawił poseł PiS Radosław Fogiel, który zarzucił władzom wykorzystywanie programu do łatania problemów budżetowych.

– Mamy do czynienia z kreatywną księgowością, gdzieniegdzie z przesuwaniem środków po to, żeby załatać dziurę budżetową. To nie są dodatkowe środki na armię, jeżeli zastępują finansowanie, które już istniało. Mamy do czynienia z ogromnym oszustwem – powiedział Fogiel.

Tymczasem proces wykorzystania środków SAFE jeszcze się nie zakończył. Przed Polską kolejne etapy programu, obejmujące również wspólne zakupy realizowane z zagranicznymi partnerami. Na takie rozwiązanie liczą między innymi Wojskowe Zakłady Lotnicze w Bydgoszczy, które przygotowały już ofertę dla klienta spoza Polski.

Ostateczna ocena programu SAFE będzie zależeć od tego, czy kolejne transze środków przełożą się na nowe zamówienia, rozwój mocy produkcyjnych i realne zwiększenie potencjału polskiego przemysłu obronnego. Na razie jedno jest pewne – wokół największego programu finansowania zbrojeń w ostatnich latach rozpętała się polityczna wojna, która z pewnością nie zakończy się wraz z podpisaniem pierwszych umów.

(PAP)

Czytaj więcej:

Rewolucja w leczeniu raka na Podkarpaciu. Nie chodzi o szpital w Rzeszowie [WIDEO, ZDJĘCIA]

Zdjęcie: Narasta konflikt ws. inwestycji w podkarpacką zbrojeniówkę w ramach programu SAFE (fot. Polska Grupa Zbrojeniowa)

Program SAFE miał stać się jednym z największych impulsów dla polskiego przemysłu obronnego. Do zakładów zbrojeniowych trafiły kontrakty warte około 120 miliardów złotych, ale polityczny spór wokół tych pieniędzy dopiero się rozpędza. Opozycja zarzuca rządowi kreatywną księgowość, podczas gdy Ministerstwo Obrony Narodowej przekonuje, że mechanizm uwalnia środki na kolejne inwestycje w bezpieczeństwo kraju.

Jeszcze kilka dni temu mówiło się głównie o rekordowych zamówieniach dla polskich fabryk, dziś coraz głośniej wybrzmiewają pytania opozycji o to, czy program SAFE rzeczywiście oznacza nowe pieniądze dla przemysłu.

Miliardy dla zbrojeniówki

Pod koniec maja podpisano pierwszą pulę umów w ramach unijnego programu SAFE, który ma wspierać rozwój zdolności obronnych państw członkowskich. W ramach tzw. „single procurement”, czyli zakupów realizowanych wyłącznie na potrzeby własnych sił zbrojnych, do polskich zakładów trafiły kontrakty warte około 120 miliardów złotych.

Wśród największych beneficjentów znalazła się Huta Stalowa Wola, która otrzyma około połowy całej zakontraktowanej kwoty. Umowy obejmują dostawy 146 bojowych wozów piechoty Borsuk, 96 armatohaubic Krab oraz 64 samobieżnych moździerzy Rak. To sprzęt, który ma stanowić fundament przyszłych zdolności bojowych Wojska Polskiego.

Wcześniej informowaliśmy również o innych kontraktach zawartych przez polski przemysł obronny, które przedstawiciele rządu i MON określali jako historyczny impuls rozwojowy dla krajowej zbrojeniówki. Teraz jednak pojawiły się głosy podważające rzeczywisty wpływ programu SAFE na sytuację zakładów.

Posłowie PiS po kontrolach

We wtorek politycy Prawa i Sprawiedliwości przedstawili wyniki kontroli poselskich przeprowadzonych w Fabryce Broni „Łucznik” w Radomiu, Hucie Stalowa Wola oraz Wojskowych Zakładach Lotniczych w Bydgoszczy.

Były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ocenił, że mechanizm SAFE nie stworzył nowych zdolności dla polskiej armii. Jak argumentował, część podpisanych umów nie oznacza nowych zamówień, lecz jedynie zmianę sposobu finansowania wcześniej zawartych kontraktów. – Żadnej nowej zdolności, jeśli chodzi o wyposażenie polskiego wojska – skwitował Błaszczak.

Według polityków PiS szczególnie widoczne ma to być w przypadku Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu. Poseł Marek Suski przekonywał, że przedsiębiorstwo nie otrzymało dodatkowych środków ani nowych zamówień. – Zabranie fabryce broni pieniędzy budżetowych i zastąpienie ich finansowaniem z mechanizmu, który jest uzależniony od kaprysów partnerów z Zachodu – powiedział Marek Suski.

Podobne uwagi dotyczyły Huty Stalowa Wola. Poseł Rafał Weber twierdził, że rzeczywista wartość nowych kontraktów jest niższa od oczekiwanej, a część podpisanych dokumentów ma charakter refinansowania już istniejących umów.

Spór o Hutę Stalowa Wola

Największe emocje budzi właśnie sytuacja Huty Stalowa Wola. Z jednej strony zakład otrzymał kontrakty obejmujące produkcję setek egzemplarzy kluczowego uzbrojenia dla Wojska Polskiego. Mówimy o zamówieniach liczonych w dziesiątkach miliardów złotych, które zapewniają pracę na wiele lat.

Z drugiej strony przedstawiciele PiS twierdzą, że część oczekiwanych zamówień została ograniczona, a niektóre kontrakty jedynie przeniesiono pod finansowanie z SAFE. Według opozycji nie można więc mówić o pełnym napływie nowych pieniędzy do przemysłu.

Ten spór pokazuje różnicę w interpretacji programu. Rząd podkreśla skalę zakontraktowanego sprzętu i długoterminowe zabezpieczenie produkcji. Opozycja wskazuje natomiast, że część środków zastępuje wcześniejsze finansowanie budżetowe, a nie stanowi całkowicie nowych inwestycji.

MON: część umów to refinansowanie

Argumenty PiS znajdują częściowe potwierdzenie w informacjach przekazanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Dotyczy to zwłaszcza Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu, która znalazła się wśród 12 przedsiębiorstw podpisujących aneksy do wcześniejszych kontraktów.

Jak informował resort obrony, w przypadku radomskiej spółki zmieniło się wyłącznie źródło finansowania zamówienia. Oznacza to, że środki budżetowe zostały zastąpione finansowaniem pochodzącym z programu SAFE.

MON podkreślił jednocześnie, że wartość kontraktu nie wzrosła, nie zwiększył się również wolumen dostaw ani termin realizacji umowy. To właśnie na ten przykład najczęściej powołują się politycy PiS, wskazując, że SAFE nie zawsze oznacza nowe zamówienia dla fabryk.

Pieniądze na kolejne potrzeby obronne

Z perspektywy rządu refinansowanie nie jest jednak wadą programu, lecz jedną z jego głównych zalet. Dzięki przejęciu części kosztów przez mechanizm SAFE możliwe staje się odciążenie budżetu krajowego i skierowanie uwolnionych środków na inne zadania związane z bezpieczeństwem państwa.

W praktyce oznacza to, że pieniądze, które wcześniej musiały zostać przeznaczone na już podpisane kontrakty wojskowe, mogą zostać wykorzystane na kolejne inwestycje lub inne potrzeby sektora obronnego. Zwolennicy programu przekonują, że taki mechanizm zwiększa elastyczność finansowania i pozwala szybciej realizować strategiczne cele modernizacyjne.

Program SAFE przewiduje dla Polski około 43,7 miliarda euro w formie europejskich pożyczek przeznaczonych głównie na inwestycje obronne. Do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych wpłynęło już około 6,5 miliarda euro, czyli 15 proc. całej przewidzianej puli.

Opozycja mówi o oszustwie

Najbardziej krytyczną ocenę działań rządu przedstawił poseł PiS Radosław Fogiel, który zarzucił władzom wykorzystywanie programu do łatania problemów budżetowych.

– Mamy do czynienia z kreatywną księgowością, gdzieniegdzie z przesuwaniem środków po to, żeby załatać dziurę budżetową. To nie są dodatkowe środki na armię, jeżeli zastępują finansowanie, które już istniało. Mamy do czynienia z ogromnym oszustwem – powiedział Fogiel.

Tymczasem proces wykorzystania środków SAFE jeszcze się nie zakończył. Przed Polską kolejne etapy programu, obejmujące również wspólne zakupy realizowane z zagranicznymi partnerami. Na takie rozwiązanie liczą między innymi Wojskowe Zakłady Lotnicze w Bydgoszczy, które przygotowały już ofertę dla klienta spoza Polski.

Ostateczna ocena programu SAFE będzie zależeć od tego, czy kolejne transze środków przełożą się na nowe zamówienia, rozwój mocy produkcyjnych i realne zwiększenie potencjału polskiego przemysłu obronnego. Na razie jedno jest pewne – wokół największego programu finansowania zbrojeń w ostatnich latach rozpętała się polityczna wojna, która z pewnością nie zakończy się wraz z podpisaniem pierwszych umów.

(PAP)

Czytaj więcej:

Rewolucja w leczeniu raka na Podkarpaciu. Nie chodzi o szpital w Rzeszowie [WIDEO, ZDJĘCIA]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *