Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Medyce udaremnili przemyt dwóch imponujących kłów morsa arktycznego. Okazy o długości 52 i 45 cm były przewożone bez wymaganych pozwoleń przez 66-letnią obywatelkę Ukrainy.
Do ujawnienia kontrabandy doszło podczas rutynowej kontroli autokaru wjeżdżającego do Polski z Ukrainy. Funkcjonariusze Oddziału Celnego w Medyce postanowili prześwietlić bagaż podróżnych za pomocą stacjonarnego urządzenia RTG.
Nietypowe, podłużne kształty
Monitor skanera ujawnił nietypowe, podłużne kształty o dużej gęstości strukturalnej, ukryte w torbie jednej z pasażerek. Po otwarciu bagażu okazało się, że są to dwa potężne kły morsa arktycznego.
66-letnia właścicielka bagażu nie zgłosiła okazów do kontroli celnej. Nie posiadała również żadnych zezwoleń wymaganych na mocy Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), która restrykcyjnie reguluje międzynarodowy obrót gatunkami zagrożonymi wyginięciem oraz wyrobami z nich wykonanymi. W efekcie kły zostały zatrzymane, a sprawę przejął Podkarpacki Urząd Celno-Skarbowy w Przemyślu.
Nic nie warte kły czy skarb w bagażu?
Grawerunki pokrywające zatrzymane kły morsa to nie przypadkowe zdobienia, lecz unikalne przykłady tradycyjnego rzemiosła artystycznego północnych ludów. Rdzenni mieszkańcy tych rejonów od stuleci polowali na morsy i wykształcili unikalną technikę grawerowania kłów. Za pomocą rylców wycinano w kości skomplikowane sceny z życia codziennego.
Wszystko wskazuje na to, że zabezpieczone przez funkcjonariuszy KAS okazy to współczesny, ale wyjątkowo wysokiej jakości tzw. scrimshaw. Na powierzchni kłów morsa z precyzją odtworzono wielofigurowe sceny z codziennego życia ludów arktycznych: od postaci w charakterystycznych parkach, przez zaprzęgi psów i reniferów, aż po jurty (tzw. jarangi) wpisane w surowy, lodowy krajobraz Syberii.
Wykorzystanie zaawansowanej techniki barwienia grawerunku jednoznacznie potwierdza, że mamy do czynienia z dziełem nowoczesnej szkoły mistrzów rzeźby w kości.

Czarny rynek i kolekcjonerzy
Na legalnych i nielegalnych rynkach antykwarycznych w Europie Zachodniej, USA czy Azji, ceny autentycznych, grawerowanych kłów morsa z XIX lub XX wieku wahają się od 2 000 do nawet 10 000 euro za sztukę. Wszystko zależy od kunsztu wykonania, stopnia zachowania kości oraz renomy (rozpoznawalności) artysty. Para kłów o długościach 52 cm i 45 cm stanowi wyjątkowo atrakcyjny, kompletny zestaw, który dla kolekcjonerów sztuki arktycznej ma ogromną wartość.
Paradoks polega jednak na tym, że w świetle prawa międzynarodowego legalna wartość handlowa tych przedmiotów na terenie Unii Europejskiej wynosi obecnie zero. Bez odpowiednich certyfikatów CITES potwierdzających, że przedmioty zostały pozyskane legalnie przed objęciem morsa ochroną (tzw. antyki sprzed 1947 r. lub okazy z legalnych, kwotowanych polowań ludności rdzennej), komercyjny obrót nimi jest całkowicie zabroniony. Czyni to z nich klasyczną kontrabandę o charakterze przestępczym.
Surowe konsekwencje
Mors arktyczny (Odobenus rosmarus) znajduje się pod ścisłym nadzorem międzynarodowym. Konwencja Waszyngtońska (CITES) ma na celu ochronę dzikich populacji zwierząt przed wyginięciem wywołanym masową eksploatacją dla zysku. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) regularnie przypomina, że ograniczenia te nie są jedynie formalnością, a ich łamanie jest surowo i bezwzględnie karane.
Przewóz przez granicę bez zgłoszenia i bez wymaganych dokumentów okazów chronionych prawem międzynarodowym – zarówno żywych, jak i wykonanych z nich produktów – jest przestępstwem. Przemytniczce z Ukrainy grozi teraz kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat. O jej dalszym losie zadecyduje sąd, a zatrzymane kły prawdopodobnie zasilą zbiory dydaktyczne Służby Celno-Skarbowej lub trafią do muzeum przyrodniczego.
Niepokojący trend na podkarpackiej granicy
Przypadek z Medyki nie jest odosobniony. Statystyki podkarpackich funkcjonariuszy KAS wskazują na niesłabnący popyt na luksusowe i egzotyczne towary pochodzenia zwierzęcego. Od początku roku na przejściach granicznych w województwie podkarpackim udaremniono już przemyt 30 rażących okazów CITES.
Wśród ujawnionych w tym roku nielegalnych przedmiotów znalazły się m.in. okazałe muszle skrzydelnika olbrzymiego (popularna, choć nielegalna pamiątka z tropików), fragmenty chronionej rafy koralowej, a także luksusowa odzież i galanteria wykonana ze skór chronionych drapieżników – w tym unikalne futro z ocelota.
Służby celne nieustannie apelują do podróżnych o rozwagę i dokładne sprawdzanie przepisów przed transportem przedmiotów wykonanych z kości, skór czy muszli. To, co dla laika wydaje się rodzinną pamiątką lub unikalnym antykiem, w świetle prawa międzynarodowego może stać się powodem poważnych zarzutów prokuratorskich. (mob)
Czytaj więcej:
Tragedia na torach między Rzeszowem a Sędziszowem Małopolskim. Gigantyczne opóźnienia
Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Medyce udaremnili przemyt dwóch imponujących kłów morsa arktycznego. Okazy o długości 52 i 45 cm były przewożone bez wymaganych pozwoleń przez 66-letnią obywatelkę Ukrainy.
Do ujawnienia kontrabandy doszło podczas rutynowej kontroli autokaru wjeżdżającego do Polski z Ukrainy. Funkcjonariusze Oddziału Celnego w Medyce postanowili prześwietlić bagaż podróżnych za pomocą stacjonarnego urządzenia RTG.
Nietypowe, podłużne kształty
Monitor skanera ujawnił nietypowe, podłużne kształty o dużej gęstości strukturalnej, ukryte w torbie jednej z pasażerek. Po otwarciu bagażu okazało się, że są to dwa potężne kły morsa arktycznego.
66-letnia właścicielka bagażu nie zgłosiła okazów do kontroli celnej. Nie posiadała również żadnych zezwoleń wymaganych na mocy Konwencji Waszyngtońskiej (CITES), która restrykcyjnie reguluje międzynarodowy obrót gatunkami zagrożonymi wyginięciem oraz wyrobami z nich wykonanymi. W efekcie kły zostały zatrzymane, a sprawę przejął Podkarpacki Urząd Celno-Skarbowy w Przemyślu.
Nic nie warte kły czy skarb w bagażu?
Grawerunki pokrywające zatrzymane kły morsa to nie przypadkowe zdobienia, lecz unikalne przykłady tradycyjnego rzemiosła artystycznego północnych ludów. Rdzenni mieszkańcy tych rejonów od stuleci polowali na morsy i wykształcili unikalną technikę grawerowania kłów. Za pomocą rylców wycinano w kości skomplikowane sceny z życia codziennego.
Wszystko wskazuje na to, że zabezpieczone przez funkcjonariuszy KAS okazy to współczesny, ale wyjątkowo wysokiej jakości tzw. scrimshaw. Na powierzchni kłów morsa z precyzją odtworzono wielofigurowe sceny z codziennego życia ludów arktycznych: od postaci w charakterystycznych parkach, przez zaprzęgi psów i reniferów, aż po jurty (tzw. jarangi) wpisane w surowy, lodowy krajobraz Syberii.
Wykorzystanie zaawansowanej techniki barwienia grawerunku jednoznacznie potwierdza, że mamy do czynienia z dziełem nowoczesnej szkoły mistrzów rzeźby w kości.

Czarny rynek i kolekcjonerzy
Na legalnych i nielegalnych rynkach antykwarycznych w Europie Zachodniej, USA czy Azji, ceny autentycznych, grawerowanych kłów morsa z XIX lub XX wieku wahają się od 2 000 do nawet 10 000 euro za sztukę. Wszystko zależy od kunsztu wykonania, stopnia zachowania kości oraz renomy (rozpoznawalności) artysty. Para kłów o długościach 52 cm i 45 cm stanowi wyjątkowo atrakcyjny, kompletny zestaw, który dla kolekcjonerów sztuki arktycznej ma ogromną wartość.
Paradoks polega jednak na tym, że w świetle prawa międzynarodowego legalna wartość handlowa tych przedmiotów na terenie Unii Europejskiej wynosi obecnie zero. Bez odpowiednich certyfikatów CITES potwierdzających, że przedmioty zostały pozyskane legalnie przed objęciem morsa ochroną (tzw. antyki sprzed 1947 r. lub okazy z legalnych, kwotowanych polowań ludności rdzennej), komercyjny obrót nimi jest całkowicie zabroniony. Czyni to z nich klasyczną kontrabandę o charakterze przestępczym.
Surowe konsekwencje
Mors arktyczny (Odobenus rosmarus) znajduje się pod ścisłym nadzorem międzynarodowym. Konwencja Waszyngtońska (CITES) ma na celu ochronę dzikich populacji zwierząt przed wyginięciem wywołanym masową eksploatacją dla zysku. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) regularnie przypomina, że ograniczenia te nie są jedynie formalnością, a ich łamanie jest surowo i bezwzględnie karane.
Przewóz przez granicę bez zgłoszenia i bez wymaganych dokumentów okazów chronionych prawem międzynarodowym – zarówno żywych, jak i wykonanych z nich produktów – jest przestępstwem. Przemytniczce z Ukrainy grozi teraz kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat. O jej dalszym losie zadecyduje sąd, a zatrzymane kły prawdopodobnie zasilą zbiory dydaktyczne Służby Celno-Skarbowej lub trafią do muzeum przyrodniczego.
Niepokojący trend na podkarpackiej granicy
Przypadek z Medyki nie jest odosobniony. Statystyki podkarpackich funkcjonariuszy KAS wskazują na niesłabnący popyt na luksusowe i egzotyczne towary pochodzenia zwierzęcego. Od początku roku na przejściach granicznych w województwie podkarpackim udaremniono już przemyt 30 rażących okazów CITES.
Wśród ujawnionych w tym roku nielegalnych przedmiotów znalazły się m.in. okazałe muszle skrzydelnika olbrzymiego (popularna, choć nielegalna pamiątka z tropików), fragmenty chronionej rafy koralowej, a także luksusowa odzież i galanteria wykonana ze skór chronionych drapieżników – w tym unikalne futro z ocelota.
Służby celne nieustannie apelują do podróżnych o rozwagę i dokładne sprawdzanie przepisów przed transportem przedmiotów wykonanych z kości, skór czy muszli. To, co dla laika wydaje się rodzinną pamiątką lub unikalnym antykiem, w świetle prawa międzynarodowego może stać się powodem poważnych zarzutów prokuratorskich. (mob)
Czytaj więcej:
Tragedia na torach między Rzeszowem a Sędziszowem Małopolskim. Gigantyczne opóźnienia
