Zamiast beztroskiego wypoczynku pod palmami, dwie rzeszowskie rodziny przeżywają w Dubaju chwile grozy. Wybuchy w oddali, huk silników odrzutowych i strach o to, co przyniesie kolejna noc – tak wygląda obecnie rzeczywistość Polaków uwięzionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Kuba, mieszkaniec Rzeszowa, który wraz z bliskimi utknął w samym sercu kryzysu, alarmuje redakcję Rzeszów News o trudnej sytuacji i braku realnego wsparcia ze strony polskich służb dyplomatycznych.
Nocne alarmy i wybuchy pod Burj Khalifa
Sytuacja w regionie gwałtownie zaogniła się w ostatnich dniach, doprowadzając do całkowitego paraliżu nieba nad Emiratami. Choć od wtorku, 3 marca 2026 r., ruch lotniczy jest stopniowo przywracany, turyści na miejscu wciąż czują się jak w strefie działań wojennych.
Kuba relacjonuje, że w nocy z soboty na niedzielę we wszystkich telefonach w mieście rozległ się przeraźliwy sygnał alarmowy, który brzmiał tak, jakby ktoś zhakował sieć. Komunikaty wzywały do natychmiastowego odejścia od okien i znalezienia schronienia. Dla rodziny przebywającej na 41. piętrze jednego z hoteli była to chwila traumatyczna, której nie zapomną do końca życia.
Z powodu sytuacji zamykane są atrakcje turystyczne, np. Global Village, absolutnie kluczowa atrakcja, swego rodzaju „świat w miniaturze”, w którym można zwiedzać różne zakątki globu bez opuszczania Dubaju. Odwoływane są turystyczne rejsy statkami z obawy o potencjalne skutki upadku dronów czy ich szczątków na nieosłonięte niczym tereny.

Jak w grze komputerowej
Kolejne dni przyniosły jeszcze większy niepokój. W poniedziałek po południu potężny wybuch był słyszalny w bezpośrednim sąsiedztwie Dubai Mall i słynnej wieży Burj Khalifa, co wywołało panikę wśród tłumów turystów i mieszkańców.
W popłochu opuszczano to największe centrum handlowo-rozrywkowe na świecie; przynajmniej pod względem powierzchni (ponad 1,1 mln mkw.). W obiekcie znajduje się ponad 1200 sklepów, gigantyczne akwarium z podwodnym zoo, lodowisko olimpijskie (tak!), liczne kina oraz wodospady.
Rzeszowianin opisuje, że trudne są noce, ponieważ nad miastem nieustannie słychać przelatujące z ponaddźwiękową prędkością odrzutowce. Dźwięki te, przypominające efekty z gry komputerowej, budzą lęk.
System Odysseusz
Największy żal turyści mają jednak do polskiego państwa. Kuba podkreśla, że choć zarejestrowali się w systemie Odysseusz, otrzymywane stamtąd informacje są lakoniczne i nie wnoszą nic do ich sytuacji. Polacy czują się zlekceważeni przez ambasadę w Abu Zabi, która według ich relacji powiela jedynie ogólnodostępne komunikaty linii lotniczych.
Poczucie osamotnienia potęguje porównanie do działań innych państw. Rzeszowianin wspomina o doniesieniach, według których Wielka Brytania przygotowuje ogromną operację ewakuacyjną dla dziesiątek tysięcy swoich obywateli. Tymczasem Polacy w Dubaju są skazani na własną zaradność i topniejące zapasy gotówki.
Kuba przyznaje, że już w niedzielę wypłacili z bankomatu pieniądze, obawiając się, że w obliczu potencjalnego chaosu będą musieli liczyć się z koniecznością opłacania łapówek lub horrendalnie drogich taksówek, by wydostać się z zamkniętych stref.
Ambasada nie przygotowana na takie zdarzenie
Mieszkaniec Rzeszowa wytyka dyplomatom brak nowoczesnych kanałów komunikacji, takich jak WhatsApp.
Przy ogromnych kosztach połączeń międzynarodowych w tej części świata kwestia telekomunikacji może być realną barierą. Czasem nie do przeskoczenia dla wielu osób potrzebujących pomocy, którym skończą się pieniądze.

Co na to pracodawcy?
Do problemów na miejscu dochodzi lęk o sytuację zawodową w Polsce. Przymusowe przedłużenie urlopu wiąże się z koniecznością brania urlopów bezpłatnych, na co nie każdy pracodawca musi wyrazić zgodę.
Kuba apeluje o zmiany w prawie pracy, które chroniłyby obywateli w takich nieprzewidzianych, niebezpiecznych sytuacjach.
– Pracodawcy powinni jakoś wychodzić do ludzi i starać się pomóc, bo to jest trudna sytuacja – tłumaczy Kuba. – Akurat ja jestem wyjątkiem, mam komfortową sytuację, bo pracodawca jest w porządku. Ale inni bardzo się tym stresują, co dalej z pracą i tak dalej.
Hejt w Internecie
Na koniec rzeszowianin dzieli się jeszcze jedną, gorzką refleksją na temat reakcji rodaków w internecie. Przyznaje, że zamiast wsparcia, turyści mierzą się z falą hejtu i jadu ze strony osób, które uważają, że „burżuje w Dubaju mają to, na co zasłużyli”. Jak podkreśla, nikt nie planował wakacji w strefie zagrożenia, a Dubaj w momencie ich wylotu uchodził za jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie.
Obecnie rodziny z Rzeszowa pozostają w zawieszeniu, czekając na konkretne działania polskiego rządu. Ich jedynym marzeniem jest teraz bezpieczny powrót do domu, z dala od huku odrzutowców i nieustannego lęku o bezpieczeństwo swoich dzieci.
Finansowy i społeczny koszt uwięzienia
Logistyka powrotu do kraju stała się wielką niewiadomą. Linie Fly Dubai skasowały lot rzeszowskim rodzinom planowany na 7 marca, oferując najbliższy możliwy termin dopiero trzy dni później. Dla wielu turystów oznacza to potężne koszty dodatkowe.
Choć ceny hoteli w Dubaju drastycznie spadły z powodu braku nowych przylotów – z 1300 złotych za dobę do zaledwie 300 złotych – uwięzieni Polacy i tak muszą finansować przedłużony pobyt z własnej kieszeni. Kuba spotkał osoby, którym biura podróży opłaciły jedynie trzy dodatkowe noclegi, pozostawiając je bez środków na dalsze dni.
Utknęli w Dubaju także Polacy powracający z Azji, np. z Wietnamu. W Dubaju mieli tylko międzylądowanie, ale przymusowo zostali w tym mieście. Nie jest jasne, kiedy wrócą do Polski.
Kuba podkreśla, że nie spotkał się z tym, aby biura podróży czy Polski rząd informowały o tym, żeby nie jechać do Arabii Saudyjskiej. Sprawdzał przed wyjazdem, na wszelki wypadek, ponieważ – jak podkreśla – jest bardzo przezorny. MSZ twierdzi inaczej.
Rząd reaguje na sytuację Polaków w regionie Bliskiego Wschodu
Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że rodacy utknęli w portach lotniczych regionu. Resort zapewnia, że obecnie obywatele są bezpieczni, ale apeluje o traktowanie ostrzeżeń z najwyższą powagą.
Minister spraw zagranicznych zaznaczył, że za osoby przebywające na lotniskach odpowiadają obecnie linie lotnicze, jednak polska dyplomacja podejmuje aktywne działania.
– Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie – wskazał Sikorski, dodając, że polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć.
Pytany o to, czy Polacy przebywający na miejscu są bezpieczni, odpowiedział: „Póki co, dzięki Bogu, tak”.
Szef MSZ przypomniał, że rząd od dawna odradzał wyjazdy w ten rejon świata.
– Mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie – podkreślił minister.
Sytuacja w regionie pozostaje nieprzewidywalna. Według relacji szefa dyplomacji, obecnie loty odbywają się jeszcze z Jordanii i Arabii Saudyjskiej, a bezpiecznym kierunkiem pozostaje Egipt, choć „sytuacja zmienia się co chwila”.
Minister zasugerował również zmianę planów podróżnych.
– Wydaje się, że najbezpieczniejsza droga wyjazdu, to już w tej chwili droga lądowa – ocenił Radosław Sikorski. (MO / AM / PAP)
Czytaj więcej:
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Zamiast beztroskiego wypoczynku pod palmami, dwie rzeszowskie rodziny przeżywają w Dubaju chwile grozy. Wybuchy w oddali, huk silników odrzutowych i strach o to, co przyniesie kolejna noc – tak wygląda obecnie rzeczywistość Polaków uwięzionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Kuba, mieszkaniec Rzeszowa, który wraz z bliskimi utknął w samym sercu kryzysu, alarmuje redakcję Rzeszów News o trudnej sytuacji i braku realnego wsparcia ze strony polskich służb dyplomatycznych.
Nocne alarmy i wybuchy pod Burj Khalifa
Sytuacja w regionie gwałtownie zaogniła się w ostatnich dniach, doprowadzając do całkowitego paraliżu nieba nad Emiratami. Choć od wtorku, 3 marca 2026 r., ruch lotniczy jest stopniowo przywracany, turyści na miejscu wciąż czują się jak w strefie działań wojennych.
Kuba relacjonuje, że w nocy z soboty na niedzielę we wszystkich telefonach w mieście rozległ się przeraźliwy sygnał alarmowy, który brzmiał tak, jakby ktoś zhakował sieć. Komunikaty wzywały do natychmiastowego odejścia od okien i znalezienia schronienia. Dla rodziny przebywającej na 41. piętrze jednego z hoteli była to chwila traumatyczna, której nie zapomną do końca życia.
Z powodu sytuacji zamykane są atrakcje turystyczne, np. Global Village, absolutnie kluczowa atrakcja, swego rodzaju „świat w miniaturze”, w którym można zwiedzać różne zakątki globu bez opuszczania Dubaju. Odwoływane są turystyczne rejsy statkami z obawy o potencjalne skutki upadku dronów czy ich szczątków na nieosłonięte niczym tereny.

Jak w grze komputerowej
Kolejne dni przyniosły jeszcze większy niepokój. W poniedziałek po południu potężny wybuch był słyszalny w bezpośrednim sąsiedztwie Dubai Mall i słynnej wieży Burj Khalifa, co wywołało panikę wśród tłumów turystów i mieszkańców.
W popłochu opuszczano to największe centrum handlowo-rozrywkowe na świecie; przynajmniej pod względem powierzchni (ponad 1,1 mln mkw.). W obiekcie znajduje się ponad 1200 sklepów, gigantyczne akwarium z podwodnym zoo, lodowisko olimpijskie (tak!), liczne kina oraz wodospady.
Rzeszowianin opisuje, że trudne są noce, ponieważ nad miastem nieustannie słychać przelatujące z ponaddźwiękową prędkością odrzutowce. Dźwięki te, przypominające efekty z gry komputerowej, budzą lęk.
System Odysseusz
Największy żal turyści mają jednak do polskiego państwa. Kuba podkreśla, że choć zarejestrowali się w systemie Odysseusz, otrzymywane stamtąd informacje są lakoniczne i nie wnoszą nic do ich sytuacji. Polacy czują się zlekceważeni przez ambasadę w Abu Zabi, która według ich relacji powiela jedynie ogólnodostępne komunikaty linii lotniczych.
Poczucie osamotnienia potęguje porównanie do działań innych państw. Rzeszowianin wspomina o doniesieniach, według których Wielka Brytania przygotowuje ogromną operację ewakuacyjną dla dziesiątek tysięcy swoich obywateli. Tymczasem Polacy w Dubaju są skazani na własną zaradność i topniejące zapasy gotówki.
Kuba przyznaje, że już w niedzielę wypłacili z bankomatu pieniądze, obawiając się, że w obliczu potencjalnego chaosu będą musieli liczyć się z koniecznością opłacania łapówek lub horrendalnie drogich taksówek, by wydostać się z zamkniętych stref.
Ambasada nie przygotowana na takie zdarzenie
Mieszkaniec Rzeszowa wytyka dyplomatom brak nowoczesnych kanałów komunikacji, takich jak WhatsApp.
Przy ogromnych kosztach połączeń międzynarodowych w tej części świata kwestia telekomunikacji może być realną barierą. Czasem nie do przeskoczenia dla wielu osób potrzebujących pomocy, którym skończą się pieniądze.

Co na to pracodawcy?
Do problemów na miejscu dochodzi lęk o sytuację zawodową w Polsce. Przymusowe przedłużenie urlopu wiąże się z koniecznością brania urlopów bezpłatnych, na co nie każdy pracodawca musi wyrazić zgodę.
Kuba apeluje o zmiany w prawie pracy, które chroniłyby obywateli w takich nieprzewidzianych, niebezpiecznych sytuacjach.
– Pracodawcy powinni jakoś wychodzić do ludzi i starać się pomóc, bo to jest trudna sytuacja – tłumaczy Kuba. – Akurat ja jestem wyjątkiem, mam komfortową sytuację, bo pracodawca jest w porządku. Ale inni bardzo się tym stresują, co dalej z pracą i tak dalej.
Hejt w Internecie
Na koniec rzeszowianin dzieli się jeszcze jedną, gorzką refleksją na temat reakcji rodaków w internecie. Przyznaje, że zamiast wsparcia, turyści mierzą się z falą hejtu i jadu ze strony osób, które uważają, że „burżuje w Dubaju mają to, na co zasłużyli”. Jak podkreśla, nikt nie planował wakacji w strefie zagrożenia, a Dubaj w momencie ich wylotu uchodził za jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie.
Obecnie rodziny z Rzeszowa pozostają w zawieszeniu, czekając na konkretne działania polskiego rządu. Ich jedynym marzeniem jest teraz bezpieczny powrót do domu, z dala od huku odrzutowców i nieustannego lęku o bezpieczeństwo swoich dzieci.
Finansowy i społeczny koszt uwięzienia
Logistyka powrotu do kraju stała się wielką niewiadomą. Linie Fly Dubai skasowały lot rzeszowskim rodzinom planowany na 7 marca, oferując najbliższy możliwy termin dopiero trzy dni później. Dla wielu turystów oznacza to potężne koszty dodatkowe.
Choć ceny hoteli w Dubaju drastycznie spadły z powodu braku nowych przylotów – z 1300 złotych za dobę do zaledwie 300 złotych – uwięzieni Polacy i tak muszą finansować przedłużony pobyt z własnej kieszeni. Kuba spotkał osoby, którym biura podróży opłaciły jedynie trzy dodatkowe noclegi, pozostawiając je bez środków na dalsze dni.
Utknęli w Dubaju także Polacy powracający z Azji, np. z Wietnamu. W Dubaju mieli tylko międzylądowanie, ale przymusowo zostali w tym mieście. Nie jest jasne, kiedy wrócą do Polski.
Kuba podkreśla, że nie spotkał się z tym, aby biura podróży czy Polski rząd informowały o tym, żeby nie jechać do Arabii Saudyjskiej. Sprawdzał przed wyjazdem, na wszelki wypadek, ponieważ – jak podkreśla – jest bardzo przezorny. MSZ twierdzi inaczej.
Rząd reaguje na sytuację Polaków w regionie Bliskiego Wschodu
Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że rodacy utknęli w portach lotniczych regionu. Resort zapewnia, że obecnie obywatele są bezpieczni, ale apeluje o traktowanie ostrzeżeń z najwyższą powagą.
Minister spraw zagranicznych zaznaczył, że za osoby przebywające na lotniskach odpowiadają obecnie linie lotnicze, jednak polska dyplomacja podejmuje aktywne działania.
– Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie – wskazał Sikorski, dodając, że polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć.
Pytany o to, czy Polacy przebywający na miejscu są bezpieczni, odpowiedział: „Póki co, dzięki Bogu, tak”.
Szef MSZ przypomniał, że rząd od dawna odradzał wyjazdy w ten rejon świata.
– Mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie – podkreślił minister.
Sytuacja w regionie pozostaje nieprzewidywalna. Według relacji szefa dyplomacji, obecnie loty odbywają się jeszcze z Jordanii i Arabii Saudyjskiej, a bezpiecznym kierunkiem pozostaje Egipt, choć „sytuacja zmienia się co chwila”.
Minister zasugerował również zmianę planów podróżnych.
– Wydaje się, że najbezpieczniejsza droga wyjazdu, to już w tej chwili droga lądowa – ocenił Radosław Sikorski. (MO / AM / PAP)
Czytaj więcej:
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

