March 4, 2026
dubaj-pustki-po-ataku-irańskich-dronów
Zdjęcie: czytelnik Rzeszów News, pustki na plaży, turyści siedzą w hotelach

Reklama

Zamiast beztroskiego wypoczynku pod palmami, dwie rzeszowskie rodziny przeżywają w Dubaju chwile grozy. Wybuchy w oddali, huk silników odrzutowych i strach o to, co przyniesie kolejna noc – tak wygląda obecnie rzeczywistość Polaków uwięzionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Kuba, mieszkaniec Rzeszowa, który wraz z bliskimi utknął w samym sercu kryzysu, alarmuje redakcję Rzeszów News o trudnej sytuacji i braku realnego wsparcia ze strony polskich służb dyplomatycznych.

Nocne alarmy i wybuchy pod Burj Khalifa

Sytuacja w regionie gwałtownie zaogniła się w ostatnich dniach, doprowadzając do całkowitego paraliżu nieba nad Emiratami. Choć od wtorku, 3 marca 2026 r., ruch lotniczy jest stopniowo przywracany, turyści na miejscu wciąż czują się jak w strefie działań wojennych.

Kuba relacjonuje, że w nocy z soboty na niedzielę we wszystkich telefonach w mieście rozległ się przeraźliwy sygnał alarmowy, który brzmiał tak, jakby ktoś zhakował sieć. Komunikaty wzywały do natychmiastowego odejścia od okien i znalezienia schronienia. Dla rodziny przebywającej na 41. piętrze jednego z hoteli była to chwila traumatyczna, której nie zapomną do końca życia. 

Z powodu sytuacji zamykane są atrakcje turystyczne, np. Global Village, absolutnie kluczowa atrakcja, swego rodzaju „świat w miniaturze”, w którym można zwiedzać różne zakątki globu bez opuszczania Dubaju. Odwoływane są turystyczne rejsy statkami z obawy o potencjalne skutki upadku dronów czy ich szczątków na nieosłonięte niczym tereny.   

dubaj-efekt-ataków-Iranu
Zdjęcia: czytelnik Rzeszów News, opustoszałe ulice w Dubaju w poniedziałek; mieszkańcy uciekli w popłochu po alarmie

Jak w grze komputerowej

Kolejne dni przyniosły jeszcze większy niepokój. W poniedziałek po południu potężny wybuch był słyszalny w bezpośrednim sąsiedztwie Dubai Mall i słynnej wieży Burj Khalifa, co wywołało panikę wśród tłumów turystów i mieszkańców.

W popłochu opuszczano to największe centrum handlowo-rozrywkowe na świecie; przynajmniej pod względem powierzchni (ponad 1,1 mln mkw.). W obiekcie znajduje się ponad 1200 sklepów, gigantyczne akwarium z podwodnym zoo, lodowisko olimpijskie (tak!), liczne kina oraz wodospady. 

Rzeszowianin opisuje, że trudne są noce, ponieważ nad miastem nieustannie słychać przelatujące z ponaddźwiękową prędkością odrzutowce. Dźwięki te, przypominające efekty z gry komputerowej, budzą lęk. 

System Odysseusz 

Największy żal turyści mają jednak do polskiego państwa. Kuba podkreśla, że choć zarejestrowali się w systemie Odysseusz, otrzymywane stamtąd informacje są lakoniczne i nie wnoszą nic do ich sytuacji. Polacy czują się zlekceważeni przez ambasadę w Abu Zabi, która według ich relacji powiela jedynie ogólnodostępne komunikaty linii lotniczych.

Poczucie osamotnienia potęguje porównanie do działań innych państw. Rzeszowianin wspomina o doniesieniach, według których Wielka Brytania przygotowuje ogromną operację ewakuacyjną dla dziesiątek tysięcy swoich obywateli. Tymczasem Polacy w Dubaju są skazani na własną zaradność i topniejące zapasy gotówki.

Kuba przyznaje, że już w niedzielę wypłacili z bankomatu pieniądze, obawiając się, że w obliczu potencjalnego chaosu będą musieli liczyć się z koniecznością opłacania łapówek lub horrendalnie drogich taksówek, by wydostać się z zamkniętych stref.

Ambasada nie przygotowana na takie zdarzenie

Mieszkaniec Rzeszowa wytyka dyplomatom brak nowoczesnych kanałów komunikacji, takich jak WhatsApp.

Przy ogromnych kosztach połączeń międzynarodowych w tej części świata kwestia telekomunikacji może być realną barierą. Czasem nie do przeskoczenia dla wielu osób potrzebujących pomocy, którym skończą się pieniądze. 

dubaj-pustki-po-ataku-irańskich-dronów
Zdjęcie: czytelnik Rzeszów News; surrealistyczna pustka na plaży w arabskim raju; parę dni temu kłębił się tu tłum 

Co na to pracodawcy?

Do problemów na miejscu dochodzi lęk o sytuację zawodową w Polsce. Przymusowe przedłużenie urlopu wiąże się z koniecznością brania urlopów bezpłatnych, na co nie każdy pracodawca musi wyrazić zgodę.

Kuba apeluje o zmiany w prawie pracy, które chroniłyby obywateli w takich nieprzewidzianych, niebezpiecznych sytuacjach. 

– Pracodawcy powinni jakoś wychodzić do ludzi i starać się pomóc, bo to jest trudna sytuacja – tłumaczy Kuba. – Akurat ja jestem wyjątkiem, mam komfortową sytuację, bo pracodawca jest w porządku. Ale inni bardzo się tym stresują, co dalej z pracą i tak dalej. 

Reklama

Hejt w Internecie

Na koniec rzeszowianin dzieli się jeszcze jedną, gorzką refleksją na temat reakcji rodaków w internecie. Przyznaje, że zamiast wsparcia, turyści mierzą się z falą hejtu i jadu ze strony osób, które uważają, że „burżuje w Dubaju mają to, na co zasłużyli”. Jak podkreśla, nikt nie planował wakacji w strefie zagrożenia, a Dubaj w momencie ich wylotu uchodził za jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie.

Obecnie rodziny z Rzeszowa pozostają w zawieszeniu, czekając na konkretne działania polskiego rządu. Ich jedynym marzeniem jest teraz bezpieczny powrót do domu, z dala od huku odrzutowców i nieustannego lęku o bezpieczeństwo swoich dzieci. 

Finansowy i społeczny koszt uwięzienia

Logistyka powrotu do kraju stała się wielką niewiadomą. Linie Fly Dubai skasowały lot rzeszowskim rodzinom planowany na 7 marca, oferując najbliższy możliwy termin dopiero trzy dni później. Dla wielu turystów oznacza to potężne koszty dodatkowe.

Choć ceny hoteli w Dubaju drastycznie spadły z powodu braku nowych przylotów – z 1300 złotych za dobę do zaledwie 300 złotych – uwięzieni Polacy i tak muszą finansować przedłużony pobyt z własnej kieszeni. Kuba spotkał osoby, którym biura podróży opłaciły jedynie trzy dodatkowe noclegi, pozostawiając je bez środków na dalsze dni.

Utknęli w Dubaju także Polacy powracający z Azji, np. z Wietnamu. W Dubaju mieli tylko międzylądowanie, ale przymusowo zostali w tym mieście. Nie jest jasne, kiedy wrócą do Polski.  

Kuba podkreśla, że nie spotkał się z tym, aby biura podróży czy Polski rząd informowały o tym, żeby nie jechać do Arabii Saudyjskiej. Sprawdzał przed wyjazdem, na wszelki wypadek, ponieważ – jak podkreśla – jest bardzo przezorny. MSZ twierdzi inaczej. 

Rząd reaguje na sytuację Polaków w regionie Bliskiego Wschodu

Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że rodacy utknęli w portach lotniczych regionu. Resort zapewnia, że obecnie obywatele są bezpieczni, ale apeluje o traktowanie ostrzeżeń z najwyższą powagą.

Minister spraw zagranicznych zaznaczył, że za osoby przebywające na lotniskach odpowiadają obecnie linie lotnicze, jednak polska dyplomacja podejmuje aktywne działania.

– Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie – wskazał Sikorski, dodając, że polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć.

Pytany o to, czy Polacy przebywający na miejscu są bezpieczni, odpowiedział: „Póki co, dzięki Bogu, tak”.

Szef MSZ przypomniał, że rząd od dawna odradzał wyjazdy w ten rejon świata.

– Mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie – podkreślił minister.

Sytuacja w regionie pozostaje nieprzewidywalna. Według relacji szefa dyplomacji, obecnie loty odbywają się jeszcze z Jordanii i Arabii Saudyjskiej, a bezpiecznym kierunkiem pozostaje Egipt, choć „sytuacja zmienia się co chwila”.

Minister zasugerował również zmianę planów podróżnych.

– Wydaje się, że najbezpieczniejsza droga wyjazdu, to już w tej chwili droga lądowa – ocenił Radosław Sikorski. (MO / AM / PAP)

Czytaj więcej:

Tanie loty do Dubaju – gdzie ich szukać?

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

dubaj-pustki-po-ataku-irańskich-dronów
Zdjęcie: czytelnik Rzeszów News, pustki na plaży, turyści siedzą w hotelach

Reklama

Zamiast beztroskiego wypoczynku pod palmami, dwie rzeszowskie rodziny przeżywają w Dubaju chwile grozy. Wybuchy w oddali, huk silników odrzutowych i strach o to, co przyniesie kolejna noc – tak wygląda obecnie rzeczywistość Polaków uwięzionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Kuba, mieszkaniec Rzeszowa, który wraz z bliskimi utknął w samym sercu kryzysu, alarmuje redakcję Rzeszów News o trudnej sytuacji i braku realnego wsparcia ze strony polskich służb dyplomatycznych.

Nocne alarmy i wybuchy pod Burj Khalifa

Sytuacja w regionie gwałtownie zaogniła się w ostatnich dniach, doprowadzając do całkowitego paraliżu nieba nad Emiratami. Choć od wtorku, 3 marca 2026 r., ruch lotniczy jest stopniowo przywracany, turyści na miejscu wciąż czują się jak w strefie działań wojennych.

Kuba relacjonuje, że w nocy z soboty na niedzielę we wszystkich telefonach w mieście rozległ się przeraźliwy sygnał alarmowy, który brzmiał tak, jakby ktoś zhakował sieć. Komunikaty wzywały do natychmiastowego odejścia od okien i znalezienia schronienia. Dla rodziny przebywającej na 41. piętrze jednego z hoteli była to chwila traumatyczna, której nie zapomną do końca życia. 

Z powodu sytuacji zamykane są atrakcje turystyczne, np. Global Village, absolutnie kluczowa atrakcja, swego rodzaju „świat w miniaturze”, w którym można zwiedzać różne zakątki globu bez opuszczania Dubaju. Odwoływane są turystyczne rejsy statkami z obawy o potencjalne skutki upadku dronów czy ich szczątków na nieosłonięte niczym tereny.   

dubaj-efekt-ataków-Iranu
Zdjęcia: czytelnik Rzeszów News, opustoszałe ulice w Dubaju w poniedziałek; mieszkańcy uciekli w popłochu po alarmie

Jak w grze komputerowej

Kolejne dni przyniosły jeszcze większy niepokój. W poniedziałek po południu potężny wybuch był słyszalny w bezpośrednim sąsiedztwie Dubai Mall i słynnej wieży Burj Khalifa, co wywołało panikę wśród tłumów turystów i mieszkańców.

W popłochu opuszczano to największe centrum handlowo-rozrywkowe na świecie; przynajmniej pod względem powierzchni (ponad 1,1 mln mkw.). W obiekcie znajduje się ponad 1200 sklepów, gigantyczne akwarium z podwodnym zoo, lodowisko olimpijskie (tak!), liczne kina oraz wodospady. 

Rzeszowianin opisuje, że trudne są noce, ponieważ nad miastem nieustannie słychać przelatujące z ponaddźwiękową prędkością odrzutowce. Dźwięki te, przypominające efekty z gry komputerowej, budzą lęk. 

System Odysseusz 

Największy żal turyści mają jednak do polskiego państwa. Kuba podkreśla, że choć zarejestrowali się w systemie Odysseusz, otrzymywane stamtąd informacje są lakoniczne i nie wnoszą nic do ich sytuacji. Polacy czują się zlekceważeni przez ambasadę w Abu Zabi, która według ich relacji powiela jedynie ogólnodostępne komunikaty linii lotniczych.

Poczucie osamotnienia potęguje porównanie do działań innych państw. Rzeszowianin wspomina o doniesieniach, według których Wielka Brytania przygotowuje ogromną operację ewakuacyjną dla dziesiątek tysięcy swoich obywateli. Tymczasem Polacy w Dubaju są skazani na własną zaradność i topniejące zapasy gotówki.

Kuba przyznaje, że już w niedzielę wypłacili z bankomatu pieniądze, obawiając się, że w obliczu potencjalnego chaosu będą musieli liczyć się z koniecznością opłacania łapówek lub horrendalnie drogich taksówek, by wydostać się z zamkniętych stref.

Ambasada nie przygotowana na takie zdarzenie

Mieszkaniec Rzeszowa wytyka dyplomatom brak nowoczesnych kanałów komunikacji, takich jak WhatsApp.

Przy ogromnych kosztach połączeń międzynarodowych w tej części świata kwestia telekomunikacji może być realną barierą. Czasem nie do przeskoczenia dla wielu osób potrzebujących pomocy, którym skończą się pieniądze. 

dubaj-pustki-po-ataku-irańskich-dronów
Zdjęcie: czytelnik Rzeszów News; surrealistyczna pustka na plaży w arabskim raju; parę dni temu kłębił się tu tłum 

Co na to pracodawcy?

Do problemów na miejscu dochodzi lęk o sytuację zawodową w Polsce. Przymusowe przedłużenie urlopu wiąże się z koniecznością brania urlopów bezpłatnych, na co nie każdy pracodawca musi wyrazić zgodę.

Kuba apeluje o zmiany w prawie pracy, które chroniłyby obywateli w takich nieprzewidzianych, niebezpiecznych sytuacjach. 

– Pracodawcy powinni jakoś wychodzić do ludzi i starać się pomóc, bo to jest trudna sytuacja – tłumaczy Kuba. – Akurat ja jestem wyjątkiem, mam komfortową sytuację, bo pracodawca jest w porządku. Ale inni bardzo się tym stresują, co dalej z pracą i tak dalej. 

Reklama

Hejt w Internecie

Na koniec rzeszowianin dzieli się jeszcze jedną, gorzką refleksją na temat reakcji rodaków w internecie. Przyznaje, że zamiast wsparcia, turyści mierzą się z falą hejtu i jadu ze strony osób, które uważają, że „burżuje w Dubaju mają to, na co zasłużyli”. Jak podkreśla, nikt nie planował wakacji w strefie zagrożenia, a Dubaj w momencie ich wylotu uchodził za jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie.

Obecnie rodziny z Rzeszowa pozostają w zawieszeniu, czekając na konkretne działania polskiego rządu. Ich jedynym marzeniem jest teraz bezpieczny powrót do domu, z dala od huku odrzutowców i nieustannego lęku o bezpieczeństwo swoich dzieci. 

Finansowy i społeczny koszt uwięzienia

Logistyka powrotu do kraju stała się wielką niewiadomą. Linie Fly Dubai skasowały lot rzeszowskim rodzinom planowany na 7 marca, oferując najbliższy możliwy termin dopiero trzy dni później. Dla wielu turystów oznacza to potężne koszty dodatkowe.

Choć ceny hoteli w Dubaju drastycznie spadły z powodu braku nowych przylotów – z 1300 złotych za dobę do zaledwie 300 złotych – uwięzieni Polacy i tak muszą finansować przedłużony pobyt z własnej kieszeni. Kuba spotkał osoby, którym biura podróży opłaciły jedynie trzy dodatkowe noclegi, pozostawiając je bez środków na dalsze dni.

Utknęli w Dubaju także Polacy powracający z Azji, np. z Wietnamu. W Dubaju mieli tylko międzylądowanie, ale przymusowo zostali w tym mieście. Nie jest jasne, kiedy wrócą do Polski.  

Kuba podkreśla, że nie spotkał się z tym, aby biura podróży czy Polski rząd informowały o tym, żeby nie jechać do Arabii Saudyjskiej. Sprawdzał przed wyjazdem, na wszelki wypadek, ponieważ – jak podkreśla – jest bardzo przezorny. MSZ twierdzi inaczej. 

Rząd reaguje na sytuację Polaków w regionie Bliskiego Wschodu

Szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że rodacy utknęli w portach lotniczych regionu. Resort zapewnia, że obecnie obywatele są bezpieczni, ale apeluje o traktowanie ostrzeżeń z najwyższą powagą.

Minister spraw zagranicznych zaznaczył, że za osoby przebywające na lotniskach odpowiadają obecnie linie lotnicze, jednak polska dyplomacja podejmuje aktywne działania.

– Pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie – wskazał Sikorski, dodając, że polscy konsulowie starają się do nich dotrzeć.

Pytany o to, czy Polacy przebywający na miejscu są bezpieczni, odpowiedział: „Póki co, dzięki Bogu, tak”.

Szef MSZ przypomniał, że rząd od dawna odradzał wyjazdy w ten rejon świata.

– Mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie – podkreślił minister.

Sytuacja w regionie pozostaje nieprzewidywalna. Według relacji szefa dyplomacji, obecnie loty odbywają się jeszcze z Jordanii i Arabii Saudyjskiej, a bezpiecznym kierunkiem pozostaje Egipt, choć „sytuacja zmienia się co chwila”.

Minister zasugerował również zmianę planów podróżnych.

– Wydaje się, że najbezpieczniejsza droga wyjazdu, to już w tej chwili droga lądowa – ocenił Radosław Sikorski. (MO / AM / PAP)

Czytaj więcej:

Tanie loty do Dubaju – gdzie ich szukać?

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *