Wokół kultowego targowiska przy placu Balcerowicza w Rzeszowie znów zawrzało. Informacje o zamianie działek i planowanych przenosinach handlu na parking przy ul. Pułaskiego podzieliły nie tylko radnych, ale przede wszystkim tych, dla których plac to całe życie. Sprawdziliśmy, co o zmianach myślą kupcy i stali klienci. Choć emocje są skrajne, jedno wybrzmiewa głośno: „Balcerek” wciąż tu jest i nigdzie się jeszcze nie wyprowadził.
To serduszko bije coraz słabiej
Dla wielu rzeszowian „Balcerek” to relikt lat 90. Dla kupców – „perełka miasta”, która oferuje to, czego nie ma w sieciówkach: polskie swetry, rzemieślnicze buty, swojski nabiał i warzywa „bez chemii”. Jednak spacer po placu pokazuje smutną prawdę o infrastrukturze.
– Wystarczy spojrzeć na asfalt, który pęka, na te chodniki – mówi jeden z handlowców. – Miasto ma na to wpływ, ale zostawiło nas samych sobie. Degradacja postępuje, a wtedy najłatwiej rozłożyć ręce i powiedzieć: „zobaczcie, jakie to brzydkie, trzeba coś z tym zrobić”.
Kupcy czują się zakładnikami niepewności. Wielu z nich chciałoby zainwestować we własne stoiska, ale od lat słyszą o planach likwidacji. – Jak nas trzymają w takim zawieszeniu, to szkoda ładować poważne pieniądze. Gdybym miał pewność, sam za własne pieniądze położyłbym tu bruk – dodaje inny przedsiębiorca.
Głos klientów: „To coś więcej niż handel, to lekcja od babci”
Perspektywa kupujących wnosi do dyskusji jeszcze jeden ważny wątek: zaufanie do produktu i sentyment. Dla wielu młodszych mieszkańców Balcerek to miejsce, do którego przychodzi się specjalnie, a nie tylko „przy okazji”. Klientka, którą spotkaliśmy na placu, podkreśla, że jakość produktów z lokalnych źródeł jest nie do podrobienia w marketach.
Dla niej Balcerek to miejsce z duszą, kojarzące się z rodzinną tradycją.
– Coś więcej niż targowisko? Tak, moja babcia mnie tam zabierała, pokazywała mi, jakie produkty mamy wybierać i na co patrzeć. Mam ogromny sentyment do tego miejsca. Chciałabym, żeby zostało tu, gdzie jest – ze względu na mieszkańców i starsze osoby, które tu zaglądają. Chcemy jeść to, co widzimy i wiedzieć, z jakich źródeł to pochodzi – mówi stała klientka targu.
Pułaskiego: Szansa czy „ślepy zaułek”?
Planowana przeprowadzka na ul. Pułaskiego budzi skrajne opinie. Część kupców patrzy na to rozwiązanie z nadzieją. Liczą na wyższy standard i nową grupę klientów z pobliskich osiedli. Ich zdaniem 300–400 metrów różnicy nie odstraszy wiernych klientów. – Skręcą na Cieplińskiego w lewo zamiast w prawo. To tylko 3 minuty spaceru przez park – argumentują optymiści.
Zgoła inaczej widzą to handlarze branży przemysłowej. Dla nich „Balcerek” to „rynek przejściowy” – miejsce, gdzie zagląda się w drodze z urzędu czy banku.
– Mój asortyment: portfele, skarpetki, pantofle – tam nie będzie miał racji bytu. Pułaskiego jest na uboczu. Ludzie z okolicznych bloków przyjdą po marchewkę, ale nie po buty – alarmuje jeden z rozmówców, przypominając los targowiska na osiedlu Wyspiańskiego, które zniknęło po trzech miesiącach z braku klientów.
Walka z „fake newsami”
Największy żal kupcy mają jednak do mediów i miejskich plotek. Krzykliwe nagłówki o „Końcu Balcerka” uderzają w ich portfele już teraz.
– Ludzie nie czytają znaków zapytania w artykułach. Widzą „Koniec” i przestają przychodzić, bo myślą, że już nas nie ma – żali się pani Halina, handlująca tu od trzech dekad. – Jesteśmy otwarci! Zapraszamy! To nie jest tak, że tu nic nie ma. Można tu kupić wszystko od A do Z.
Co dalej?
Kupcy są podzieleni, a klienci pełni obaw o dostępność swoich ulubionych dostawców. Jedni liczą na to, że przenosiny będą tymczasowe, inni boją się nieodwracalnej zmiany nawyków mieszkańców. Wszyscy jednak czekają na konkrety: wiążące decyzje, harmonogram i zapewnienie, że miasto potraktuje ich po partnersku.
Póki co, „Balcerek” walczy o każdego klienta. Pomimo zardzewiałych budek i pękającego asfaltu, wciąż można tu spotkać młodych ludzi szukających zdrowej żywności i starszych rzeszowian przywiązanych do swoich sprzedawców. Bo choć polityka i deweloperzy mają swoje plany, dla wielu rzeszowian to miejsce to serce miasta, które mimo wszystko wciąż bije przy placu Balcerowicza.
(AM)
Czytaj więcej:
Koniec “Balcerka”? Miasto i inwestor odkrywają karty przed kupcami
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Wokół kultowego targowiska przy placu Balcerowicza w Rzeszowie znów zawrzało. Informacje o zamianie działek i planowanych przenosinach handlu na parking przy ul. Pułaskiego podzieliły nie tylko radnych, ale przede wszystkim tych, dla których plac to całe życie. Sprawdziliśmy, co o zmianach myślą kupcy i stali klienci. Choć emocje są skrajne, jedno wybrzmiewa głośno: „Balcerek” wciąż tu jest i nigdzie się jeszcze nie wyprowadził.
To serduszko bije coraz słabiej
Dla wielu rzeszowian „Balcerek” to relikt lat 90. Dla kupców – „perełka miasta”, która oferuje to, czego nie ma w sieciówkach: polskie swetry, rzemieślnicze buty, swojski nabiał i warzywa „bez chemii”. Jednak spacer po placu pokazuje smutną prawdę o infrastrukturze.
– Wystarczy spojrzeć na asfalt, który pęka, na te chodniki – mówi jeden z handlowców. – Miasto ma na to wpływ, ale zostawiło nas samych sobie. Degradacja postępuje, a wtedy najłatwiej rozłożyć ręce i powiedzieć: „zobaczcie, jakie to brzydkie, trzeba coś z tym zrobić”.
Kupcy czują się zakładnikami niepewności. Wielu z nich chciałoby zainwestować we własne stoiska, ale od lat słyszą o planach likwidacji. – Jak nas trzymają w takim zawieszeniu, to szkoda ładować poważne pieniądze. Gdybym miał pewność, sam za własne pieniądze położyłbym tu bruk – dodaje inny przedsiębiorca.
Głos klientów: „To coś więcej niż handel, to lekcja od babci”
Perspektywa kupujących wnosi do dyskusji jeszcze jeden ważny wątek: zaufanie do produktu i sentyment. Dla wielu młodszych mieszkańców Balcerek to miejsce, do którego przychodzi się specjalnie, a nie tylko „przy okazji”. Klientka, którą spotkaliśmy na placu, podkreśla, że jakość produktów z lokalnych źródeł jest nie do podrobienia w marketach.
Dla niej Balcerek to miejsce z duszą, kojarzące się z rodzinną tradycją.
– Coś więcej niż targowisko? Tak, moja babcia mnie tam zabierała, pokazywała mi, jakie produkty mamy wybierać i na co patrzeć. Mam ogromny sentyment do tego miejsca. Chciałabym, żeby zostało tu, gdzie jest – ze względu na mieszkańców i starsze osoby, które tu zaglądają. Chcemy jeść to, co widzimy i wiedzieć, z jakich źródeł to pochodzi – mówi stała klientka targu.
Pułaskiego: Szansa czy „ślepy zaułek”?
Planowana przeprowadzka na ul. Pułaskiego budzi skrajne opinie. Część kupców patrzy na to rozwiązanie z nadzieją. Liczą na wyższy standard i nową grupę klientów z pobliskich osiedli. Ich zdaniem 300–400 metrów różnicy nie odstraszy wiernych klientów. – Skręcą na Cieplińskiego w lewo zamiast w prawo. To tylko 3 minuty spaceru przez park – argumentują optymiści.
Zgoła inaczej widzą to handlarze branży przemysłowej. Dla nich „Balcerek” to „rynek przejściowy” – miejsce, gdzie zagląda się w drodze z urzędu czy banku.
– Mój asortyment: portfele, skarpetki, pantofle – tam nie będzie miał racji bytu. Pułaskiego jest na uboczu. Ludzie z okolicznych bloków przyjdą po marchewkę, ale nie po buty – alarmuje jeden z rozmówców, przypominając los targowiska na osiedlu Wyspiańskiego, które zniknęło po trzech miesiącach z braku klientów.
Walka z „fake newsami”
Największy żal kupcy mają jednak do mediów i miejskich plotek. Krzykliwe nagłówki o „Końcu Balcerka” uderzają w ich portfele już teraz.
– Ludzie nie czytają znaków zapytania w artykułach. Widzą „Koniec” i przestają przychodzić, bo myślą, że już nas nie ma – żali się pani Halina, handlująca tu od trzech dekad. – Jesteśmy otwarci! Zapraszamy! To nie jest tak, że tu nic nie ma. Można tu kupić wszystko od A do Z.
Co dalej?
Kupcy są podzieleni, a klienci pełni obaw o dostępność swoich ulubionych dostawców. Jedni liczą na to, że przenosiny będą tymczasowe, inni boją się nieodwracalnej zmiany nawyków mieszkańców. Wszyscy jednak czekają na konkrety: wiążące decyzje, harmonogram i zapewnienie, że miasto potraktuje ich po partnersku.
Póki co, „Balcerek” walczy o każdego klienta. Pomimo zardzewiałych budek i pękającego asfaltu, wciąż można tu spotkać młodych ludzi szukających zdrowej żywności i starszych rzeszowian przywiązanych do swoich sprzedawców. Bo choć polityka i deweloperzy mają swoje plany, dla wielu rzeszowian to miejsce to serce miasta, które mimo wszystko wciąż bije przy placu Balcerowicza.
(AM)
Czytaj więcej:
Koniec “Balcerka”? Miasto i inwestor odkrywają karty przed kupcami
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
