
Nie żyje Adam Sandurski, wybitny polski zapaśnik, brązowy medalista olimpijski z Moskwy i legenda Stali Rzeszów. Miał 73 lata. O jego śmierci poinformował Polski Związek Zapaśniczy, żegnając sportowca jako „Olbrzyma z Rzeszowa” i człowieka wielkiego serca.
Jedna z największych postaci w historii polskich zapasów w stylu wolnym odeszła 21 lutego.
Brąz, który przeszedł do historii
Największy sukces w karierze Adam Sandurski odniósł podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. W wadze superciężkiej w stylu wolnym wywalczył brązowy medal, zapisując się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. Droga do podium była imponująca, wygrywał kolejne walki przed czasem, pokonując rywali z Kuby, Wielkiej Brytanii, Peru i Rumunii.
W półfinale uległ legendarnemu Sosłanowi Andijewowi z ZSRR, a remis z węgierskim zapaśnikiem Jánosem Ballą przesądził o trzecim miejscu w turnieju. Jak podkreślał trener kadry Eugeniusz Najmarek, Sandurski był w Moskwie o krok od jeszcze większego sukcesu. Osiągnięcie to do dziś pozostaje jednym z najważniejszych momentów w dziejach polskich zapasów.
Osiem lat później reprezentował Polskę także na igrzyskach w Seulu, gdzie zajął siódme miejsce, potwierdzając przynależność do światowej czołówki w najcięższej kategorii wagowej.
„Olbrzym z Rzeszowa”
Adam Sandurski urodził się 8 lutego 1953 roku w Zarzeczu w ówczesnym województwie rzeszowskim. W trakcie swoich największych sportowych sukcesów mierzył 214 centymetrów wzrostu i ważył około 135 kilogramów, co czyniło go jednym z najbardziej charakterystycznych zawodników na światowych matach. Przydomek „Olbrzym z Rzeszowa” nie był przesadą. Sandurski budził respekt nie tylko gabarytami, ale i nieprzeciętną siłą.
Jego droga do wielkiego sportu nie była jednak oczywista. W młodości nie trenował wyczynowo, a krzepę budował ciężką pracą fizyczną – na roli, w zakładzie przewijającym silniki elektryczne i w żwirowni. Do zapasów trafił przypadkiem, po gwałtownym skoku wzrostu przed dwudziestym rokiem życia. Choć początkowo próbowano skierować go do koszykówki, to właśnie mata stała się miejscem, gdzie w pełni wykorzystał swoją niezwykłą siłę.
Duma Stali Rzeszów
Przez dwie dekady, w latach 1973 – 1993, Adam Sandurski reprezentował barwy Stali Rzeszów. Z klubem związany był przez niemal całą sportową karierę, stając się jedną z jego największych legend. Trenował pod okiem Jana Małka i Bronisława Ginalskiego, a w kadrze narodowej współpracował z Eugeniuszem Najmarkiem.
Był ośmiokrotnym mistrzem Polski w wadze superciężkiej, wielokrotnym medalistą mistrzostw świata i Europy. Dwukrotnie zdobył srebro światowego czempionatu (Edmonton 1982, Kijów 1983), sięgnął także po brąz (Skopje 1981). został też wicemistrzem Europy (Jönköping 1984) i aż pięć razy stawał na trzecim stopniu podium mistrzostw Starego Kontynentu (Bukareszt 1979, Prievidza 1980, Łódź 1981, Warna 1982, Pireus 1986). Przez lata należał do ścisłej światowej elity w swojej kategorii wagowej.
Dobry duch reprezentacji
Choć imponował warunkami fizycznymi i sportowymi sukcesami, w środowisku zapasów uchodził za człowieka niezwykle skromnego i życzliwego. Koledzy z reprezentacji wspominają go jako „dobrego ducha” kadry, zawsze gotowego do wsparcia, lojalnego wobec drużyny i oddanego dyscyplinie.
Sport traktował jako życiową szansę, którą chciał w pełni wykorzystać. Z ogromnym szacunkiem mówił o trenerach i współzawodnikach, podkreślając, że jego sukcesy są efektem wspólnej pracy. Za swoje osiągnięcia był wielokrotnie odznaczany, m.in. srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.
Po zakończeniu kariery wyprowadził się do Niemiec, gdzie spędził ostatnie lata życia. Zmarł 21 lutego 2026 roku w wieku 73 lat.
Śmierć Adama Sandurskiego to ogromna strata dla polskich zapasów i całego środowiska sportowego Podkarpacia. Pozostanie w pamięci jako olimpijczyk, mistrz, legenda Stali Rzeszów i człowiek, który z siły uczynił swoją wizytówkę, a z pokory – znak rozpoznawczy.
Czytaj więcej:
Nowoczesny kompleks sportowy w Rzeszowie. W marcu rusza budowa [WIZUALIZACJE]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:

Nie żyje Adam Sandurski, wybitny polski zapaśnik, brązowy medalista olimpijski z Moskwy i legenda Stali Rzeszów. Miał 73 lata. O jego śmierci poinformował Polski Związek Zapaśniczy, żegnając sportowca jako „Olbrzyma z Rzeszowa” i człowieka wielkiego serca.
Jedna z największych postaci w historii polskich zapasów w stylu wolnym odeszła 21 lutego.
Brąz, który przeszedł do historii
Największy sukces w karierze Adam Sandurski odniósł podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. W wadze superciężkiej w stylu wolnym wywalczył brązowy medal, zapisując się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. Droga do podium była imponująca, wygrywał kolejne walki przed czasem, pokonując rywali z Kuby, Wielkiej Brytanii, Peru i Rumunii.
W półfinale uległ legendarnemu Sosłanowi Andijewowi z ZSRR, a remis z węgierskim zapaśnikiem Jánosem Ballą przesądził o trzecim miejscu w turnieju. Jak podkreślał trener kadry Eugeniusz Najmarek, Sandurski był w Moskwie o krok od jeszcze większego sukcesu. Osiągnięcie to do dziś pozostaje jednym z najważniejszych momentów w dziejach polskich zapasów.
Osiem lat później reprezentował Polskę także na igrzyskach w Seulu, gdzie zajął siódme miejsce, potwierdzając przynależność do światowej czołówki w najcięższej kategorii wagowej.
„Olbrzym z Rzeszowa”
Adam Sandurski urodził się 8 lutego 1953 roku w Zarzeczu w ówczesnym województwie rzeszowskim. W trakcie swoich największych sportowych sukcesów mierzył 214 centymetrów wzrostu i ważył około 135 kilogramów, co czyniło go jednym z najbardziej charakterystycznych zawodników na światowych matach. Przydomek „Olbrzym z Rzeszowa” nie był przesadą. Sandurski budził respekt nie tylko gabarytami, ale i nieprzeciętną siłą.
Jego droga do wielkiego sportu nie była jednak oczywista. W młodości nie trenował wyczynowo, a krzepę budował ciężką pracą fizyczną – na roli, w zakładzie przewijającym silniki elektryczne i w żwirowni. Do zapasów trafił przypadkiem, po gwałtownym skoku wzrostu przed dwudziestym rokiem życia. Choć początkowo próbowano skierować go do koszykówki, to właśnie mata stała się miejscem, gdzie w pełni wykorzystał swoją niezwykłą siłę.
Duma Stali Rzeszów
Przez dwie dekady, w latach 1973 – 1993, Adam Sandurski reprezentował barwy Stali Rzeszów. Z klubem związany był przez niemal całą sportową karierę, stając się jedną z jego największych legend. Trenował pod okiem Jana Małka i Bronisława Ginalskiego, a w kadrze narodowej współpracował z Eugeniuszem Najmarkiem.
Był ośmiokrotnym mistrzem Polski w wadze superciężkiej, wielokrotnym medalistą mistrzostw świata i Europy. Dwukrotnie zdobył srebro światowego czempionatu (Edmonton 1982, Kijów 1983), sięgnął także po brąz (Skopje 1981). został też wicemistrzem Europy (Jönköping 1984) i aż pięć razy stawał na trzecim stopniu podium mistrzostw Starego Kontynentu (Bukareszt 1979, Prievidza 1980, Łódź 1981, Warna 1982, Pireus 1986). Przez lata należał do ścisłej światowej elity w swojej kategorii wagowej.
Dobry duch reprezentacji
Choć imponował warunkami fizycznymi i sportowymi sukcesami, w środowisku zapasów uchodził za człowieka niezwykle skromnego i życzliwego. Koledzy z reprezentacji wspominają go jako „dobrego ducha” kadry, zawsze gotowego do wsparcia, lojalnego wobec drużyny i oddanego dyscyplinie.
Sport traktował jako życiową szansę, którą chciał w pełni wykorzystać. Z ogromnym szacunkiem mówił o trenerach i współzawodnikach, podkreślając, że jego sukcesy są efektem wspólnej pracy. Za swoje osiągnięcia był wielokrotnie odznaczany, m.in. srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.
Po zakończeniu kariery wyprowadził się do Niemiec, gdzie spędził ostatnie lata życia. Zmarł 21 lutego 2026 roku w wieku 73 lat.
Śmierć Adama Sandurskiego to ogromna strata dla polskich zapasów i całego środowiska sportowego Podkarpacia. Pozostanie w pamięci jako olimpijczyk, mistrz, legenda Stali Rzeszów i człowiek, który z siły uczynił swoją wizytówkę, a z pokory – znak rozpoznawczy.
Czytaj więcej:
Nowoczesny kompleks sportowy w Rzeszowie. W marcu rusza budowa [WIZUALIZACJE]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.