„Przygarnięcie” kota to miły gest, ale w tym przypadku skończyło się wizytą policji. Pewien 33-latek zamiast mruczenia kota może usłyszeć zarzuty prokuratorskie.
Prawo nie jest łaskawe dla osób lubiących koty tak bardzo, że zabierają je z czyjegoś podwórka.
Czy Mruczek to „rzecz”?
W sobotę, 29 listopada br., obiegła Polskę historia kota, który został zabrany z podwórka w miejscowości Grójec. Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi jasno, że zwierzę nie jest rzeczą, ale w przypadku kradzieży przepisy stosuje się odpowiednio jak do mienia. Oznacza to, że zabranie cudzego zwierzęcia to… kradzież.
Kluczowa jest tutaj wartość zwierzęcia:
-
Jeżeli wartość kota nie przekracza 800 zł (zgodnie z obecnym stanem prawnym dotyczącym progu kradzieży), mamy do czynienia z wykroczeniem. Grozi za to areszt, ograniczenie wolności lub grzywna.
-
Jeżeli jednak wartość zwierzęcia przekracza tę kwotę – wchodzimy na grunt przestępstwa z art. 278 Kodeksu Karnego. Tutaj żarty się kończą, a zaczyna groźba od 3 miesięcy do nawet 5 lat więzienia.
W przypadku zwykłego dachowca wartość rynkowa jest zazwyczaj niska, co kwalifikuje czyn jako wykroczenie. Chyba, że właściciel udowodni, że ten „zwykły” kot był np. specjalnie przeszkolony 🙂 lub służy do felinoterapii. Wtedy jego wartość może poszybować w górę.
Futrzasta ruchomość za 12 tysięcy złotych
Wspomniany na początku 33-latek z okolic Grójca (woj. mazowieckie) miał pecha lub, mówiąc inaczej, wykazał się brakiem wyobraźni. Zabrał z podwórka arystokratę w świecie kotów – kota rasy Maine Coon.
Właściciel czworonoga zgłosił się na komendę. Jego pupil, jak to miał w zwyczaju, przechadzał się po ogrodzonej posesji i jej okolicach. Kiedy kot nie wrócił na kolację, właściciel wiedział, że coś jest nie tak. Maine Coony to koty o dużych gabarytach i (zazwyczaj) wielkim przywiązaniu do domu. Samowolna ucieczka nie wchodziła w grę. Co więcej, nie był to zwykły „podwórkowiec”, ale okaz wyceniany na 12 tysięcy złotych (!).
Monitoring prawdę ci powie
Policjanci, zamiast szukać wiatru w polu, zajrzeli w „szklane oko” monitoringu. Nagranie nie pozostawiało złudzeń. Widać na nim było, jak kierowca przejeżdżającego samochodu zatrzymuje się, wysiada i bez zbędnych ceregieli zabiera spacerującego kota do auta.
Funkcjonariusze szybko namierzyli pojazd, a następnie jego kierowcę.
Do 5 lat odsiadki
Policjanci znaleźli zgubę w domu 33-latka. Zwierzakowi na szczęście nic się nie stało, choć pewnie był zdziwiony nagłą zmianą adresu i standardu obsługi. Maine Coon wrócił już na swoje luksusowe legowisko.
Gorzej sytuacja wygląda dla porywacza. Mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży. Ze względu na wysoką wartość zwierzęcia, nie skończy się na mandacie. Zgodnie z kodeksem, za ten czyn grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Wniosek? Jeśli widzisz ładnego kota na ulicy, zrób mu zdjęcie. To tańsze, bezpieczniejsze i zdecydowanie bardziej legalne rozwiązanie, niż zabranie kota do domu.
Czytaj więcej:
Katastrofa śmigłowca koło Rzeszowa. Dwie osoby zginęły [AKTUALIZACJA]
„Przygarnięcie” kota to miły gest, ale w tym przypadku skończyło się wizytą policji. Pewien 33-latek zamiast mruczenia kota może usłyszeć zarzuty prokuratorskie.
Prawo nie jest łaskawe dla osób lubiących koty tak bardzo, że zabierają je z czyjegoś podwórka.
Czy Mruczek to „rzecz”?
W sobotę, 29 listopada br., obiegła Polskę historia kota, który został zabrany z podwórka w miejscowości Grójec. Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi jasno, że zwierzę nie jest rzeczą, ale w przypadku kradzieży przepisy stosuje się odpowiednio jak do mienia. Oznacza to, że zabranie cudzego zwierzęcia to… kradzież.
Kluczowa jest tutaj wartość zwierzęcia:
-
Jeżeli wartość kota nie przekracza 800 zł (zgodnie z obecnym stanem prawnym dotyczącym progu kradzieży), mamy do czynienia z wykroczeniem. Grozi za to areszt, ograniczenie wolności lub grzywna.
-
Jeżeli jednak wartość zwierzęcia przekracza tę kwotę – wchodzimy na grunt przestępstwa z art. 278 Kodeksu Karnego. Tutaj żarty się kończą, a zaczyna groźba od 3 miesięcy do nawet 5 lat więzienia.
W przypadku zwykłego dachowca wartość rynkowa jest zazwyczaj niska, co kwalifikuje czyn jako wykroczenie. Chyba, że właściciel udowodni, że ten „zwykły” kot był np. specjalnie przeszkolony 🙂 lub służy do felinoterapii. Wtedy jego wartość może poszybować w górę.
Futrzasta ruchomość za 12 tysięcy złotych
Wspomniany na początku 33-latek z okolic Grójca (woj. mazowieckie) miał pecha lub, mówiąc inaczej, wykazał się brakiem wyobraźni. Zabrał z podwórka arystokratę w świecie kotów – kota rasy Maine Coon.
Właściciel czworonoga zgłosił się na komendę. Jego pupil, jak to miał w zwyczaju, przechadzał się po ogrodzonej posesji i jej okolicach. Kiedy kot nie wrócił na kolację, właściciel wiedział, że coś jest nie tak. Maine Coony to koty o dużych gabarytach i (zazwyczaj) wielkim przywiązaniu do domu. Samowolna ucieczka nie wchodziła w grę. Co więcej, nie był to zwykły „podwórkowiec”, ale okaz wyceniany na 12 tysięcy złotych (!).
Monitoring prawdę ci powie
Policjanci, zamiast szukać wiatru w polu, zajrzeli w „szklane oko” monitoringu. Nagranie nie pozostawiało złudzeń. Widać na nim było, jak kierowca przejeżdżającego samochodu zatrzymuje się, wysiada i bez zbędnych ceregieli zabiera spacerującego kota do auta.
Funkcjonariusze szybko namierzyli pojazd, a następnie jego kierowcę.
Do 5 lat odsiadki
Policjanci znaleźli zgubę w domu 33-latka. Zwierzakowi na szczęście nic się nie stało, choć pewnie był zdziwiony nagłą zmianą adresu i standardu obsługi. Maine Coon wrócił już na swoje luksusowe legowisko.
Gorzej sytuacja wygląda dla porywacza. Mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży. Ze względu na wysoką wartość zwierzęcia, nie skończy się na mandacie. Zgodnie z kodeksem, za ten czyn grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Wniosek? Jeśli widzisz ładnego kota na ulicy, zrób mu zdjęcie. To tańsze, bezpieczniejsze i zdecydowanie bardziej legalne rozwiązanie, niż zabranie kota do domu.
Czytaj więcej:
Katastrofa śmigłowca koło Rzeszowa. Dwie osoby zginęły [AKTUALIZACJA]
