Na Podkarpaciu tradycja zdobienia pisanek, przez pokolenia zarezerwowana wyłącznie dla kobiet, przestała być domeną jednej płci. Do wspólnego stołu z woskiem i nożykiem coraz śmielej zasiadają mężczyźni, a ich prace – zdaniem ekspertów – stają się równie dobre jak dzieła mistrzyń rękodzieła.
Przez lata tradycyjny podział ról był jasny i oczywisty. Jak przypomina etnolożka Justyna Niepokój-Gil, na podkarpackiej wsi pisanki zwykle robiły panny, często w ukryciu przed chłopcami. Ozdobione jajka dawały później kawalerom za symboliczne oblanie wodą w Lany Poniedziałek. Natomiast mężczyzna – gospodarz – miał inne zadania obrzędowe: kropił święconą wodą pola i zakopywał jajko w ziemi, co miało zagwarantować płodność i urodzaj na cały nadchodzący rok.
Taki sztywny porządek przestał już obowiązywać. – Panowie uczą się pisać pisanki, najczęściej od mam i babć, choć zdarzają się też przypadki przekazywania tradycji w linii męskiej – wyjaśnia etnolożka i jednocześnie przewodnicząca jury tegorocznego konkursu na tradycyjną pisankę organizowanego przez Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie.
Ręka mistrza czy mistrzyni? Trudno odróżnić
Ewolucję tego zwyczaju najłatwiej zobaczyć właśnie podczas oceny prac. Eksperci często przyznają, że bez wglądu w nazwisko autora trudno rozpoznać, kto wykonał pisankę. Zwłaszcza w technice batikowej prace mężczyzn są niemal identyczne z tymi wykonanymi kobiecą ręką.
“Jeśli nie byłoby nazwiska, nie wiedzielibyśmy, kto tak naprawdę stworzył daną pisankę – zauważa Niepokój-Gil”. – Mężczyźni mają cierpliwość i talent artystyczny, który pozwala im swobodnie wejść w ten świat.
Choć zmiana nie ma jeszcze charakteru masowego, jest wyraźna i konsekwentna. W tegorocznym konkursie w Rzeszowie wśród 46 uczestników znalazło się trzech mężczyzn. Specjalistki podkreślają jednak, że nie o liczby tu chodzi, lecz o sam fakt, że zdobienie pisanek przestało być wyłącznie kobiecą domeną.
Pokoleniowa pasja: Od ojca na syna
W gronie twórców tradycyjnych pisanek jest 26-letni Mateusz Fednar z Reczpola koło Przemyśla. Należy do czwartego pokolenia w rodzinie, w której umiejętność zdobienia jaj przekazywana jest z ojca na syna i z matki na córkę. Mateusz specjalizuje się w technice batikowej.
“Przy pisankach się uspokajam, choć z natury jestem cholerykiem” – mówi. “Robię to, żeby tradycja przetrwała. Uczę nawet siostrę”.
Z kolei 17-letni Mikołaj Kowalów z Kalnikowa pisze batikiem. W jego domu tradycję kultywuje cała rodzina: mama, siostra, a od niedawna także tata. – Pisanie pisanek jest dla mnie odskocznią. To sposób na wartościowe spędzenie czasu. Trzeba w to włożyć całe serce i sporo precyzji, ale warto – opowiada Mikołaj.
Jego ojciec, 63-letni Michał Kowalów, ludowym rzemiosłem zajął się osiem lat temu, zainspirowany pasją żony. “Żona co roku pisała batikiem, a ja siedziałem przy stole, piłem kawę i w końcu pomyślałem: ‘No dobra, zacznę’ – wspomina. Wybrał technikę skrobaną. Choć na początku linie wychodziły mu ‘wężykiem’ i ‘koślawo’, dziś jego prace są wysoko oceniane przez specjalistów. – Praktyka czyni mistrza – dodaje. Na pytanie, czy zdobienie jaj to męskie zajęcie, odpowiada szczerze: – Raczej nie… Ale od młodości lubiłem rzeźbić i malować. To po prostu coś, co w duszy gra”.
Techniki i ewolucja wzornictwa
Tradycyjne podkarpackie pisanki wielkanocne powstają głównie w dwóch technikach: batikowej (rysowanie wzoru woskiem i wielowarstwowe barwienie) oraz skrobanej (wydrapywanie ornamentu na pomalowanej skorupce). Dominują motywy roślinne, geometryczne i solarne, utrzymane w tradycyjnej kolorystyce czerwieni, żółci i czerni.
Ewolucja podkarpackiej pisanki dotyczy jednak nie tylko twórców, ale też samej formy zdobienia. Jak zauważa etnolożka Maria Kula z rzeszowskiego WDK, obok klasycznych motywów roślinnych i geometrycznych na skorupkach coraz częściej pojawiają się współczesne elementy, takie jak scenki rodzajowe czy napisy „Alleluja”. Zmienia się też technologia, dawniej używano tylko barwników naturalnych z cebuli, buraka czy dębu. – Dziś techniki się zmieniają, ale duch tradycji pozostaje – podkreśla.
Obie etnolożki – Justyna Niepokój-Gil i Maria Kula – są zgodne, że tradycja nie musi być sztywna, żeby pozostać autentyczna. Dzięki temu stary zwyczaj nie tylko się utrzymuje, ale po prostu żyje dalej.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Wielkanoc 2026. Gdzie i kiedy odbędzie się święcenie pokarmów w Rzeszowie? [LISTA KOŚCIOŁÓW]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Na Podkarpaciu tradycja zdobienia pisanek, przez pokolenia zarezerwowana wyłącznie dla kobiet, przestała być domeną jednej płci. Do wspólnego stołu z woskiem i nożykiem coraz śmielej zasiadają mężczyźni, a ich prace – zdaniem ekspertów – stają się równie dobre jak dzieła mistrzyń rękodzieła.
Przez lata tradycyjny podział ról był jasny i oczywisty. Jak przypomina etnolożka Justyna Niepokój-Gil, na podkarpackiej wsi pisanki zwykle robiły panny, często w ukryciu przed chłopcami. Ozdobione jajka dawały później kawalerom za symboliczne oblanie wodą w Lany Poniedziałek. Natomiast mężczyzna – gospodarz – miał inne zadania obrzędowe: kropił święconą wodą pola i zakopywał jajko w ziemi, co miało zagwarantować płodność i urodzaj na cały nadchodzący rok.
Taki sztywny porządek przestał już obowiązywać. – Panowie uczą się pisać pisanki, najczęściej od mam i babć, choć zdarzają się też przypadki przekazywania tradycji w linii męskiej – wyjaśnia etnolożka i jednocześnie przewodnicząca jury tegorocznego konkursu na tradycyjną pisankę organizowanego przez Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie.
Ręka mistrza czy mistrzyni? Trudno odróżnić
Ewolucję tego zwyczaju najłatwiej zobaczyć właśnie podczas oceny prac. Eksperci często przyznają, że bez wglądu w nazwisko autora trudno rozpoznać, kto wykonał pisankę. Zwłaszcza w technice batikowej prace mężczyzn są niemal identyczne z tymi wykonanymi kobiecą ręką.
“Jeśli nie byłoby nazwiska, nie wiedzielibyśmy, kto tak naprawdę stworzył daną pisankę – zauważa Niepokój-Gil”. – Mężczyźni mają cierpliwość i talent artystyczny, który pozwala im swobodnie wejść w ten świat.
Choć zmiana nie ma jeszcze charakteru masowego, jest wyraźna i konsekwentna. W tegorocznym konkursie w Rzeszowie wśród 46 uczestników znalazło się trzech mężczyzn. Specjalistki podkreślają jednak, że nie o liczby tu chodzi, lecz o sam fakt, że zdobienie pisanek przestało być wyłącznie kobiecą domeną.
Pokoleniowa pasja: Od ojca na syna
W gronie twórców tradycyjnych pisanek jest 26-letni Mateusz Fednar z Reczpola koło Przemyśla. Należy do czwartego pokolenia w rodzinie, w której umiejętność zdobienia jaj przekazywana jest z ojca na syna i z matki na córkę. Mateusz specjalizuje się w technice batikowej.
“Przy pisankach się uspokajam, choć z natury jestem cholerykiem” – mówi. “Robię to, żeby tradycja przetrwała. Uczę nawet siostrę”.
Z kolei 17-letni Mikołaj Kowalów z Kalnikowa pisze batikiem. W jego domu tradycję kultywuje cała rodzina: mama, siostra, a od niedawna także tata. – Pisanie pisanek jest dla mnie odskocznią. To sposób na wartościowe spędzenie czasu. Trzeba w to włożyć całe serce i sporo precyzji, ale warto – opowiada Mikołaj.
Jego ojciec, 63-letni Michał Kowalów, ludowym rzemiosłem zajął się osiem lat temu, zainspirowany pasją żony. “Żona co roku pisała batikiem, a ja siedziałem przy stole, piłem kawę i w końcu pomyślałem: ‘No dobra, zacznę’ – wspomina. Wybrał technikę skrobaną. Choć na początku linie wychodziły mu ‘wężykiem’ i ‘koślawo’, dziś jego prace są wysoko oceniane przez specjalistów. – Praktyka czyni mistrza – dodaje. Na pytanie, czy zdobienie jaj to męskie zajęcie, odpowiada szczerze: – Raczej nie… Ale od młodości lubiłem rzeźbić i malować. To po prostu coś, co w duszy gra”.
Techniki i ewolucja wzornictwa
Tradycyjne podkarpackie pisanki wielkanocne powstają głównie w dwóch technikach: batikowej (rysowanie wzoru woskiem i wielowarstwowe barwienie) oraz skrobanej (wydrapywanie ornamentu na pomalowanej skorupce). Dominują motywy roślinne, geometryczne i solarne, utrzymane w tradycyjnej kolorystyce czerwieni, żółci i czerni.
Ewolucja podkarpackiej pisanki dotyczy jednak nie tylko twórców, ale też samej formy zdobienia. Jak zauważa etnolożka Maria Kula z rzeszowskiego WDK, obok klasycznych motywów roślinnych i geometrycznych na skorupkach coraz częściej pojawiają się współczesne elementy, takie jak scenki rodzajowe czy napisy „Alleluja”. Zmienia się też technologia, dawniej używano tylko barwników naturalnych z cebuli, buraka czy dębu. – Dziś techniki się zmieniają, ale duch tradycji pozostaje – podkreśla.
Obie etnolożki – Justyna Niepokój-Gil i Maria Kula – są zgodne, że tradycja nie musi być sztywna, żeby pozostać autentyczna. Dzięki temu stary zwyczaj nie tylko się utrzymuje, ale po prostu żyje dalej.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Wielkanoc 2026. Gdzie i kiedy odbędzie się święcenie pokarmów w Rzeszowie? [LISTA KOŚCIOŁÓW]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
