Z powodu śmierci sprawcy prokuratura umorzyła prowadzone od listopada ub.r. śledztwo ws. zabójstwa 69-latki, której ciało znaleziono w jednym z mieszkań w Sanoku, a także czynnej napaści na trzech policjantów i strażaka, którzy tego dnia interweniowali w tym lokalu.
Chodzi o wydarzenia z 20 listopada ub.r., które rozegrały się w Sanoku. Służby zostały wezwane do jednego z mieszkań, w którym agresywny mężczyzna zabarykadował się ze swoją matką i prawdopodobnie odkręcił gaz; włączył się bowiem czujnik gazu. Na miejsce przybyli pracownicy pogotowia gazowego, strażacy i policjanci. Z uwagi na zagrożenie wybuchem podjęto decyzję o siłowym wejściu do mieszkania 69-latki.
Ciało kobiety z ranami kłutymi
Policjanci znaleźli w nim ciało kobiety z ranami kłutymi. Podjęta reanimacja nie przyniosła skutku. Przebywający w środku mężczyzna wybiegł do nich, trzymając w ręku narzędzie przypominające maczetę albo miecz o długości ostrza ok. 55 cm, którym zaatakował policjantów i strażaka. Policjanci użyli środków przymusu bezpośredniego, m.in. gazu. Ponieważ nie przyniosło to rezultatu, podjęli decyzję o użyciu broni służbowej i strzelili do 46-letniego agresywnego mężczyzny. Mimo reanimacji nie udało się uratować jego życia.
Śledztwo ws. zabójstwa 69-latki, a także czynnej napaści na policjantów i strażaka i spowodowania u nich obrażeń, wszczęła Prokuratura Rejonowa w Sanoku.
Śmierć sprawcy
Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krośnie prok. Marta Kolendowska-Matejczuk, śledztwo to zostało umorzone z powodu śmierci sprawcy. Decyzja zapadła 31 grudnia i jest już prawomocna.
Po wydarzeniach w Sanoku wszczęte zostało także postępowanie dotyczące podejrzenia przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci przez policjantów.
Jak zaznaczyła wówczas prok. Kolendowska-Matejczuk, jest to standardowa procedura podejmowana w przypadku, gdy doszło do użycia broni służbowej przez funkcjonariuszy policji, w wyniku którego „nastąpiła śmierć, nawet jeśli zgon dotyczy napastnika, czyli osoby, która uprzednio dopuściła się czynnej napaści na funkcjonariuszy”.
Badana jest sprawa śmierci 46-latka.
W śledztwie tym badana jest też sprawa śmierci 46-latka. Prokurator wyjaśniła, że w procedurze karnej obowiązuje zasada zakazu kumulacji ról procesowych.
– Zatem zdarzenie w części dotyczącej zgonu agresywnego mężczyzny musiało zostać objęte odrębnym postępowaniem, by można było wykonać czynności procesowe, w tym zasięgnąć opinii biegłych, włącznie z sekcją – poinformowała.
To śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Krośnie nadal trwa.
Sekcja zwłok 69-letniej kobiety wykazała, że zginęła ona na skutek licznych obrażeń wielonarządowych, m.in. przebicia płuca. Natomiast u jej 46-letniego syna sekcja wykazała liczne rany postrzałowe i przestrzałowe klatki piersiowej, jamy brzusznej i kończyn oraz rany tułowia.
Ranni funkcjonariusze policji i straży pożarnej trafili wówczas do szpitali. Jak się wtedy okazało, odniesione przez nich obrażenia, m.in. rany cięte głowy, dłoni, brzucha nie zagrażały ich życiu.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Potrzebował pilnej pomocy medycznej. Policjanci zareagowali od razu
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Z powodu śmierci sprawcy prokuratura umorzyła prowadzone od listopada ub.r. śledztwo ws. zabójstwa 69-latki, której ciało znaleziono w jednym z mieszkań w Sanoku, a także czynnej napaści na trzech policjantów i strażaka, którzy tego dnia interweniowali w tym lokalu.
Chodzi o wydarzenia z 20 listopada ub.r., które rozegrały się w Sanoku. Służby zostały wezwane do jednego z mieszkań, w którym agresywny mężczyzna zabarykadował się ze swoją matką i prawdopodobnie odkręcił gaz; włączył się bowiem czujnik gazu. Na miejsce przybyli pracownicy pogotowia gazowego, strażacy i policjanci. Z uwagi na zagrożenie wybuchem podjęto decyzję o siłowym wejściu do mieszkania 69-latki.
Ciało kobiety z ranami kłutymi
Policjanci znaleźli w nim ciało kobiety z ranami kłutymi. Podjęta reanimacja nie przyniosła skutku. Przebywający w środku mężczyzna wybiegł do nich, trzymając w ręku narzędzie przypominające maczetę albo miecz o długości ostrza ok. 55 cm, którym zaatakował policjantów i strażaka. Policjanci użyli środków przymusu bezpośredniego, m.in. gazu. Ponieważ nie przyniosło to rezultatu, podjęli decyzję o użyciu broni służbowej i strzelili do 46-letniego agresywnego mężczyzny. Mimo reanimacji nie udało się uratować jego życia.
Śledztwo ws. zabójstwa 69-latki, a także czynnej napaści na policjantów i strażaka i spowodowania u nich obrażeń, wszczęła Prokuratura Rejonowa w Sanoku.
Śmierć sprawcy
Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krośnie prok. Marta Kolendowska-Matejczuk, śledztwo to zostało umorzone z powodu śmierci sprawcy. Decyzja zapadła 31 grudnia i jest już prawomocna.
Po wydarzeniach w Sanoku wszczęte zostało także postępowanie dotyczące podejrzenia przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci przez policjantów.
Jak zaznaczyła wówczas prok. Kolendowska-Matejczuk, jest to standardowa procedura podejmowana w przypadku, gdy doszło do użycia broni służbowej przez funkcjonariuszy policji, w wyniku którego „nastąpiła śmierć, nawet jeśli zgon dotyczy napastnika, czyli osoby, która uprzednio dopuściła się czynnej napaści na funkcjonariuszy”.
Badana jest sprawa śmierci 46-latka.
W śledztwie tym badana jest też sprawa śmierci 46-latka. Prokurator wyjaśniła, że w procedurze karnej obowiązuje zasada zakazu kumulacji ról procesowych.
– Zatem zdarzenie w części dotyczącej zgonu agresywnego mężczyzny musiało zostać objęte odrębnym postępowaniem, by można było wykonać czynności procesowe, w tym zasięgnąć opinii biegłych, włącznie z sekcją – poinformowała.
To śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Krośnie nadal trwa.
Sekcja zwłok 69-letniej kobiety wykazała, że zginęła ona na skutek licznych obrażeń wielonarządowych, m.in. przebicia płuca. Natomiast u jej 46-letniego syna sekcja wykazała liczne rany postrzałowe i przestrzałowe klatki piersiowej, jamy brzusznej i kończyn oraz rany tułowia.
Ranni funkcjonariusze policji i straży pożarnej trafili wówczas do szpitali. Jak się wtedy okazało, odniesione przez nich obrażenia, m.in. rany cięte głowy, dłoni, brzucha nie zagrażały ich życiu.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Potrzebował pilnej pomocy medycznej. Policjanci zareagowali od razu
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
