
Pierwsze dni 2026 roku okazały się wyjątkowo wymagające dla strażaków ochotników z OSP Rzeszów-Zalesie. Zamiast spokojnego wejścia w nowy rok, druhowie niemal od razu ruszyli do akcji. W ciągu zaledwie trzech dni wyjeżdżali cztery razy, a kulminacją był groźny, wielogodzinny pożar przy ulicy Strażackiej w Rzeszowie.
To zdarzenie mogło zakończyć się znacznie tragiczniej, gdyby nie szybka i zdecydowana reakcja służb.
Cztery wyjazdy w trzy dni
Nowy rok ledwo się rozpoczął, a strażacy z rzeszowskiego Zalesia już mierzyli się z realnym zagrożeniem. Pierwszy alarm rozległ się w Nowy Rok późnym wieczorem, gdy na ulicy Zimowit doszło do zadymienia w domu jednorodzinnym. Szybko okazało się, że przyczyną był pożar sadzy w przewodzie kominowym. To jedno z najczęstszych, a zarazem najbardziej niebezpiecznych zdarzeń w sezonie grzewczym.
Zaledwie kilka godzin później, w nocy z 1 na 2 stycznia, strażacy zostali wezwani do Chmielnika w powiecie rzeszowskim, gdzie płonął drewniany dom. Tego typu obiekty, szczególnie zimą, stanowią ogromne wyzwanie dla ratowników, bo ogień rozprzestrzenia się w nich błyskawicznie.
Kolejne zgłoszenie nadeszło nad ranem 3 stycznia. Tym razem znów na ulicy Zimowit, gdzie paliły się suche odpady zielone w pobliżu gęstej zabudowy i drzew. Każda minuta zwłoki mogła doprowadzić do przeniesienia ognia na sąsiednie posesje.
Wielki pożar na ul. Strażackiej
Najpoważniejszym zdarzeniem był jednak pożar, do którego doszło 3 stycznia w południe na ulicy Strażackiej w Rzeszowie. Ogień objął budynek gospodarczy oraz dach, a w bezpośrednim sąsiedztwie znajdowały się inne zabudowania. Zgłoszenie wpłynęło o godzinie 12:23, a na miejsce skierowano sześć zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym OSP Rzeszów-Zalesie.
Akcja była niezwykle trudna i czasochłonna. Strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu, w tym podnośnika oraz pił motorowych, aby dostać się do trudno dostępnych części obiektu. Konieczne było również obalenie części ścian oraz wyniesienie na zewnątrz składowanych przedmiotów, wśród których znajdowały się butle z gazem. Każdy taki element zwiększał ryzyko wybuchu i stawiał ratowników w realnym niebezpieczeństwie.
Ogień udało się opanować dopiero po wielu godzinach intensywnej pracy. Na szczęście w wyniku pożaru nikt poważnie nie ucierpiał. Przyczyny zdarzenia nie są jeszcze znane, a ich ustaleniem zajmie się biegły.
Ważny apel strażaków
We wszystkich czterech akcjach udział brał ciężki samochód gaśniczy GCBA-RT 4,5/28 Scania należący do OSP Rzeszów-Zalesie. To właśnie ten wóz i jego załoga wielokrotnie jako pierwsi docierali na miejsce zagrożenia, zabezpieczając sytuację do czasu rozwinięcia pełnych działań ratowniczo-gaśniczych.
Intensywność wyjazdów w tak krótkim czasie pokazuje, jak dużym obciążeniem dla ochotników jest sezon zimowy i jak ważną rolę pełnią w systemie bezpieczeństwa miasta.
Po serii groźnych zdarzeń strażacy z Zalesia apelują do mieszkańców o rozwagę i profilaktykę. Regularne przeglądy oraz czyszczenie instalacji kominowych, a także montaż czujek tlenku węgla mogą zapobiec tragedii. Wiele interwencji, takich jak pożary sadzy czy zadymienia, można ograniczyć lub całkowicie wyeliminować dzięki podstawowym działaniom prewencyjnym.
Czytaj więcej:
Zniknął po zmroku. Strażacy użyli nowoczesnego sprzętu [ZDJĘCIA]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:

Pierwsze dni 2026 roku okazały się wyjątkowo wymagające dla strażaków ochotników z OSP Rzeszów-Zalesie. Zamiast spokojnego wejścia w nowy rok, druhowie niemal od razu ruszyli do akcji. W ciągu zaledwie trzech dni wyjeżdżali cztery razy, a kulminacją był groźny, wielogodzinny pożar przy ulicy Strażackiej w Rzeszowie.
To zdarzenie mogło zakończyć się znacznie tragiczniej, gdyby nie szybka i zdecydowana reakcja służb.
Cztery wyjazdy w trzy dni
Nowy rok ledwo się rozpoczął, a strażacy z rzeszowskiego Zalesia już mierzyli się z realnym zagrożeniem. Pierwszy alarm rozległ się w Nowy Rok późnym wieczorem, gdy na ulicy Zimowit doszło do zadymienia w domu jednorodzinnym. Szybko okazało się, że przyczyną był pożar sadzy w przewodzie kominowym. To jedno z najczęstszych, a zarazem najbardziej niebezpiecznych zdarzeń w sezonie grzewczym.
Zaledwie kilka godzin później, w nocy z 1 na 2 stycznia, strażacy zostali wezwani do Chmielnika w powiecie rzeszowskim, gdzie płonął drewniany dom. Tego typu obiekty, szczególnie zimą, stanowią ogromne wyzwanie dla ratowników, bo ogień rozprzestrzenia się w nich błyskawicznie.
Kolejne zgłoszenie nadeszło nad ranem 3 stycznia. Tym razem znów na ulicy Zimowit, gdzie paliły się suche odpady zielone w pobliżu gęstej zabudowy i drzew. Każda minuta zwłoki mogła doprowadzić do przeniesienia ognia na sąsiednie posesje.
Wielki pożar na ul. Strażackiej
Najpoważniejszym zdarzeniem był jednak pożar, do którego doszło 3 stycznia w południe na ulicy Strażackiej w Rzeszowie. Ogień objął budynek gospodarczy oraz dach, a w bezpośrednim sąsiedztwie znajdowały się inne zabudowania. Zgłoszenie wpłynęło o godzinie 12:23, a na miejsce skierowano sześć zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym OSP Rzeszów-Zalesie.
Akcja była niezwykle trudna i czasochłonna. Strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu, w tym podnośnika oraz pił motorowych, aby dostać się do trudno dostępnych części obiektu. Konieczne było również obalenie części ścian oraz wyniesienie na zewnątrz składowanych przedmiotów, wśród których znajdowały się butle z gazem. Każdy taki element zwiększał ryzyko wybuchu i stawiał ratowników w realnym niebezpieczeństwie.
Ogień udało się opanować dopiero po wielu godzinach intensywnej pracy. Na szczęście w wyniku pożaru nikt poważnie nie ucierpiał. Przyczyny zdarzenia nie są jeszcze znane, a ich ustaleniem zajmie się biegły.
Ważny apel strażaków
We wszystkich czterech akcjach udział brał ciężki samochód gaśniczy GCBA-RT 4,5/28 Scania należący do OSP Rzeszów-Zalesie. To właśnie ten wóz i jego załoga wielokrotnie jako pierwsi docierali na miejsce zagrożenia, zabezpieczając sytuację do czasu rozwinięcia pełnych działań ratowniczo-gaśniczych.
Intensywność wyjazdów w tak krótkim czasie pokazuje, jak dużym obciążeniem dla ochotników jest sezon zimowy i jak ważną rolę pełnią w systemie bezpieczeństwa miasta.
Po serii groźnych zdarzeń strażacy z Zalesia apelują do mieszkańców o rozwagę i profilaktykę. Regularne przeglądy oraz czyszczenie instalacji kominowych, a także montaż czujek tlenku węgla mogą zapobiec tragedii. Wiele interwencji, takich jak pożary sadzy czy zadymienia, można ograniczyć lub całkowicie wyeliminować dzięki podstawowym działaniom prewencyjnym.
Czytaj więcej:
Zniknął po zmroku. Strażacy użyli nowoczesnego sprzętu [ZDJĘCIA]
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.