900 złotych czynszu, wybity ząb i potężny krwiak na łokciu – tak wygląda bilans “spacerów” jednego z mieszkańców osiedla przy ulicy Kotuli. Rzeszowski internet podzielił się na frakcje: od tych, którzy chcą pozywać spółdzielnię, po “śmieszków” sugerujących mężowi kurs chodzenia lub odstawienie alkoholu.
Zima w Rzeszowie po raz kolejny pokazuje swoje bezlitosne oblicze, ale tym razem nie chodzi o mróz, a o stan chodników w okolicach ulicy Kotuli i Solarza. Jedna z mieszkanek opublikowała dramatyczny apel, opisując serię niefortunnych zdarzeń swojego męża. Mężczyzna przewrócił się w tym samym rejonie już po raz trzeci. Pierwszy raz skończyło się na strachu, drugi – wizytą w szpitalu MSWiA z rozwalonym łokciem. Dzisiejszy upadek przelał jednak czarę goryczy: uderzenie w barierkę poskutkowało ukruszonym zębem.
Okiem eksperta: “To nie jest zwykły siniak”
Zdjęcie dołączone do wpisu budzi niepokój. Poprosiliśmy o komentarz lekarza chirurga z 20-letnim stażem, aby ocenił widoczny uraz.
– Na fotografiach widzimy rozległy wylew podskórny, będący efektem silnego urazu tępego – mówi ekspert. – To klasyczny krwiak, który powstał w wyniku rozerwania naczyń krwionośnych w tkance podskórnej. Intensywny, purpurowo-siny kolor świadczy o dużej sile uderzenia i nagromadzeniu znacznej ilości wynaczynionej krwi. Pacjent będzie dochodził do siebie co najmniej 3-4 tygodnie – dodaje chirurg.

Znieczulica w komentarzach
Pod postem na Spotted Rzeszów niemal natychmiast wybuchła regularna bitwa słowna. Komentarze można podzielić na kilka wyraźnych obozów.
Dla wielu internautów trzeci upadek w tym samym miejscu to powód do drwin. „Kup mu raki” – radzi Bartosz. „Niech mąż nie pije i spokój” – rzucił Mariusz, sugerując nietrzeźwość poszkodowanego, co wywołało lawinę wściekłych odpowiedzi. „To dobry zawodnik… trzeci raz?” – wtóruje im Michał.
Grupa osób z podstawową empatią nie zostawia na prześmiewcach suchej nitki, punktując brak człowieczeństwa. „Żenada jaki wysyp śmieszków. Spółdzielnia pobiera niemałe pieniądze i tego typu prace powinny być wykonane” – grzmi Zuźka. „Ludzie, co z wami. Czy naprawdę jesteście tacy bezduszni?” – pyta Danuta, a Jakub dodaje: „…zrobić sobie krzywdę i o tym mówić publicznie, bo z góry czeka Cię lincz”.

Czy musi dojść do tragedii?
Mieszkańcy osiedla wskazują na konkretny odcinek: od ulicy Kotuli w stronę Biedronki. To tam ma być najgorzej. Pytania o monitoring i świadków to sygnał, że poszkodowani nie zamierzają odpuścić. W obliczu 900-złotowych czynszów, rzeszowianie oczekują, że “bezpieczny powrót do domu” nie będzie wymagał umiejętności kaskaderskich ani posiadania raka wspinaczkowego.
Dyskutujący w sieci mieszkańcy czują się oszukani przez zarządców. „Płacimy czynsz w wysokości ok. 900 zł a wszystko zaniedbane” – to główny argument autorki posta, który podchwyciła Natalia: „W czynszu masz wliczoną dbałość spółdzielni o obszar wspólny. Lokator nie musi biegać z łopatą”.
Padają też konkretne porady prawne: „Wzywasz policję, żeby spisali notatkę, robisz foto chodnika i sprawa do sądu” – sugeruje Andrzej.
Na ten moment administracja nie odniosła się oficjalnie do zarzutów, a mąż autorki wpisu, zamiast na spacer, wybiera się zapewne do stomatologa.
(mob)
Czytaj więcej:
900 złotych czynszu, wybity ząb i potężny krwiak na łokciu – tak wygląda bilans “spacerów” jednego z mieszkańców osiedla przy ulicy Kotuli. Rzeszowski internet podzielił się na frakcje: od tych, którzy chcą pozywać spółdzielnię, po “śmieszków” sugerujących mężowi kurs chodzenia lub odstawienie alkoholu.
Zima w Rzeszowie po raz kolejny pokazuje swoje bezlitosne oblicze, ale tym razem nie chodzi o mróz, a o stan chodników w okolicach ulicy Kotuli i Solarza. Jedna z mieszkanek opublikowała dramatyczny apel, opisując serię niefortunnych zdarzeń swojego męża. Mężczyzna przewrócił się w tym samym rejonie już po raz trzeci. Pierwszy raz skończyło się na strachu, drugi – wizytą w szpitalu MSWiA z rozwalonym łokciem. Dzisiejszy upadek przelał jednak czarę goryczy: uderzenie w barierkę poskutkowało ukruszonym zębem.
Okiem eksperta: “To nie jest zwykły siniak”
Zdjęcie dołączone do wpisu budzi niepokój. Poprosiliśmy o komentarz lekarza chirurga z 20-letnim stażem, aby ocenił widoczny uraz.
– Na fotografiach widzimy rozległy wylew podskórny, będący efektem silnego urazu tępego – mówi ekspert. – To klasyczny krwiak, który powstał w wyniku rozerwania naczyń krwionośnych w tkance podskórnej. Intensywny, purpurowo-siny kolor świadczy o dużej sile uderzenia i nagromadzeniu znacznej ilości wynaczynionej krwi. Pacjent będzie dochodził do siebie co najmniej 3-4 tygodnie – dodaje chirurg.

Znieczulica w komentarzach
Pod postem na Spotted Rzeszów niemal natychmiast wybuchła regularna bitwa słowna. Komentarze można podzielić na kilka wyraźnych obozów.
Dla wielu internautów trzeci upadek w tym samym miejscu to powód do drwin. „Kup mu raki” – radzi Bartosz. „Niech mąż nie pije i spokój” – rzucił Mariusz, sugerując nietrzeźwość poszkodowanego, co wywołało lawinę wściekłych odpowiedzi. „To dobry zawodnik… trzeci raz?” – wtóruje im Michał.
Grupa osób z podstawową empatią nie zostawia na prześmiewcach suchej nitki, punktując brak człowieczeństwa. „Żenada jaki wysyp śmieszków. Spółdzielnia pobiera niemałe pieniądze i tego typu prace powinny być wykonane” – grzmi Zuźka. „Ludzie, co z wami. Czy naprawdę jesteście tacy bezduszni?” – pyta Danuta, a Jakub dodaje: „…zrobić sobie krzywdę i o tym mówić publicznie, bo z góry czeka Cię lincz”.

Czy musi dojść do tragedii?
Mieszkańcy osiedla wskazują na konkretny odcinek: od ulicy Kotuli w stronę Biedronki. To tam ma być najgorzej. Pytania o monitoring i świadków to sygnał, że poszkodowani nie zamierzają odpuścić. W obliczu 900-złotowych czynszów, rzeszowianie oczekują, że “bezpieczny powrót do domu” nie będzie wymagał umiejętności kaskaderskich ani posiadania raka wspinaczkowego.
Dyskutujący w sieci mieszkańcy czują się oszukani przez zarządców. „Płacimy czynsz w wysokości ok. 900 zł a wszystko zaniedbane” – to główny argument autorki posta, który podchwyciła Natalia: „W czynszu masz wliczoną dbałość spółdzielni o obszar wspólny. Lokator nie musi biegać z łopatą”.
Padają też konkretne porady prawne: „Wzywasz policję, żeby spisali notatkę, robisz foto chodnika i sprawa do sądu” – sugeruje Andrzej.
Na ten moment administracja nie odniosła się oficjalnie do zarzutów, a mąż autorki wpisu, zamiast na spacer, wybiera się zapewne do stomatologa.
(mob)
Czytaj więcej: