January 15, 2026
Zdjęcie: Coraz mniej porodówek na Podkarpaciu (fot. Pixabay)

Reklama

Zamykanie oddziałów położniczych w małych miastach budzi emocje i sprzeciw lokalnych społeczności. Jednak najnowsze dane z Podkarpacia pokazują, że to nie tylko efekt niżu demograficznego i kosztów utrzymania szpitali. Coraz częściej decydują same pacjentki.

Kobiety w ciąży rezygnują z bliskich porodówek, wybierając placówki oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Powód jest jeden: bezpieczeństwo.

Porodówki w Lesku i Leżajsku zamknięte

Od stycznia na mapie Podkarpacia nie ma już porodówek w Lesku i Leżajsku. Oficjalnie z powodu niskiej liczby porodów i generowanych strat finansowych. W praktyce jednak oddziały te od dawna przegrywały z większymi szpitalami.

Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości. W 2025 roku mieszkanki powiatu leskiego rodziły 111 razy, ale aż 83 procent porodów odbyło się poza Leskiem. Oznacza to, że osiem na dziesięć kobiet świadomie ominęło najbliższy szpital. Liczba porodów w samej placówce spadła z 198 dwa lata temu do zaledwie 74 w ubiegłym roku.

Podobny trend widoczny był w Leżajsku. Choć mieszkanki powiatu rodziły 358 razy, ponad 60 procent porodów odbyło się poza lokalnym szpitalem. Tam również liczba przyjętych porodów systematycznie malała.

Bliskość szpitala przestała być priorytetem?

– Kobiety chcą rodzić przede wszystkim bezpiecznie – podkreśla podkarpacki konsultant wojewódzki ds. położnictwa i ginekologii dr Jarosław Janeczko. Jego zdaniem model szpitala powiatowego w dzisiejszym położnictwie po prostu się wyczerpał.

Pacjentki coraz częściej wybierają ośrodki, w których odbiera się kilka porodów dziennie, a personel ma stały kontakt także z trudnymi przypadkami. To dlatego ciężarne z mniejszych powiatów jadą do Brzozowa, Krosna, Przemyśla czy Rzeszowa, nawet jeśli oznacza to dłuższą podróż.

Rzadkie porody to realne zagrożenie

Eksperci zwracają uwagę na aspekt, o którym rzadko mówi się publicznie. Oddział, w którym poród odbywa się raz na kilka dni, nie daje lekarzom i położnym możliwości utrzymania wysokich kompetencji praktycznych.

– Nawet wybitny specjalista, pracując w takim miejscu, po kilku miesiącach traci sprawność zabiegową. To jest bardziej niebezpieczne niż likwidacja oddziału – alarmuje dr Janeczko. W ocenie lekarza pacjentki doskonale to rozumieją i dlatego głosują nogami, wybierając większe i bardziej doświadczone zespoły.

Reklama

Dystans nie ma już znaczenia

Jeszcze kilkanaście lat temu bliskość porodówki była kluczowa. Dziś, gdy większość rodzin dysponuje własnym transportem, a drogi są coraz lepsze, odległość przestaje być barierą. Jeśli szpital oferuje wyższy standard opieki i większe poczucie bezpieczeństwa, kobiety są gotowe dojechać dalej.

To właśnie ta zmiana mentalności pacjentek, a nie decyzje urzędników, w największym stopniu wpłynęła na los małych porodówek.

Co z kobietami, które nie mogą dojechać?

Zamykanie oddziałów rodzi jednak pytania o bezpieczeństwo kobiet, które nie mają możliwości wyboru odległego szpitala. Zdaniem konsultanta kluczem jest zmiana całego systemu opieki okołoporodowej.

Fundamentem nowoczesnego położnictwa ma być wczesna diagnostyka prenatalna oraz sprawny transport do wyspecjalizowanych centrów. Już na początku ciąży można dziś zidentyfikować ryzyko powikłań i odpowiednio zaplanować miejsce porodu.

– Jedynym rozwiązaniem jest dobrze zorganizowany system transportu medycznego, oparty na karetkach, a w razie potrzeby także na transporcie lotniczym – podkreśla dr Janeczko.

19 oddziałów na Podkarpaciu

Jak informuje PAP, obecnie na Podkarpaciu działa 19 oddziałów ginekologicznych i ginekologiczno-położniczych. W Rzeszowie znajdują się one w: Szpitalu Specjalistycznym Pro-Familia (ul. Witolda 6 B), Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (ul. Fryderyka Szopena 2), Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 (ul. Lwowska 60) oraz Szpitalu Miejskim (ul. Rycerska 4). Kolejne takie oddziały są zlokalizowane w: Brzozowie, Dębicy, Jarosławiu, Jaśle, Krośnie, Łańcucie, Mielcu, Nisku, Nowej Dębie, Przemyślu, Przeworsku, Stalowej Woli, Strzyżowie i Tarnobrzegu. Szczegóły znajdziecie na stronie Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego.

Rola tych placówek jednak ewoluuje. Zamiast gęstej sieci małych porodówek, region zmierza w stronę mniejszej liczby, ale silniejszych i lepiej przygotowanych ośrodków. Q    AwDane jasno pokazują, że dla kobiet w ciąży najważniejsze są doświadczenie zespołu, liczba odbieranych porodów i realne poczucie bezpieczeństwa. To one decydują o przyszłości położnictwa – nawet jeśli oznacza to koniec porodówek w małych miastach.

(oprac. BL / PAP)

Czytaj więcej:

ASF na Podkarpaciu. Wojewoda wydała pilne rozporządzenie. Zakazy, strefa zakażona i wojsko w akcji

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Reklama

Zdjęcie: Coraz mniej porodówek na Podkarpaciu (fot. Pixabay)

Reklama

Zamykanie oddziałów położniczych w małych miastach budzi emocje i sprzeciw lokalnych społeczności. Jednak najnowsze dane z Podkarpacia pokazują, że to nie tylko efekt niżu demograficznego i kosztów utrzymania szpitali. Coraz częściej decydują same pacjentki.

Kobiety w ciąży rezygnują z bliskich porodówek, wybierając placówki oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Powód jest jeden: bezpieczeństwo.

Porodówki w Lesku i Leżajsku zamknięte

Od stycznia na mapie Podkarpacia nie ma już porodówek w Lesku i Leżajsku. Oficjalnie z powodu niskiej liczby porodów i generowanych strat finansowych. W praktyce jednak oddziały te od dawna przegrywały z większymi szpitalami.

Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości. W 2025 roku mieszkanki powiatu leskiego rodziły 111 razy, ale aż 83 procent porodów odbyło się poza Leskiem. Oznacza to, że osiem na dziesięć kobiet świadomie ominęło najbliższy szpital. Liczba porodów w samej placówce spadła z 198 dwa lata temu do zaledwie 74 w ubiegłym roku.

Podobny trend widoczny był w Leżajsku. Choć mieszkanki powiatu rodziły 358 razy, ponad 60 procent porodów odbyło się poza lokalnym szpitalem. Tam również liczba przyjętych porodów systematycznie malała.

Bliskość szpitala przestała być priorytetem?

– Kobiety chcą rodzić przede wszystkim bezpiecznie – podkreśla podkarpacki konsultant wojewódzki ds. położnictwa i ginekologii dr Jarosław Janeczko. Jego zdaniem model szpitala powiatowego w dzisiejszym położnictwie po prostu się wyczerpał.

Pacjentki coraz częściej wybierają ośrodki, w których odbiera się kilka porodów dziennie, a personel ma stały kontakt także z trudnymi przypadkami. To dlatego ciężarne z mniejszych powiatów jadą do Brzozowa, Krosna, Przemyśla czy Rzeszowa, nawet jeśli oznacza to dłuższą podróż.

Rzadkie porody to realne zagrożenie

Eksperci zwracają uwagę na aspekt, o którym rzadko mówi się publicznie. Oddział, w którym poród odbywa się raz na kilka dni, nie daje lekarzom i położnym możliwości utrzymania wysokich kompetencji praktycznych.

– Nawet wybitny specjalista, pracując w takim miejscu, po kilku miesiącach traci sprawność zabiegową. To jest bardziej niebezpieczne niż likwidacja oddziału – alarmuje dr Janeczko. W ocenie lekarza pacjentki doskonale to rozumieją i dlatego głosują nogami, wybierając większe i bardziej doświadczone zespoły.

Reklama

Dystans nie ma już znaczenia

Jeszcze kilkanaście lat temu bliskość porodówki była kluczowa. Dziś, gdy większość rodzin dysponuje własnym transportem, a drogi są coraz lepsze, odległość przestaje być barierą. Jeśli szpital oferuje wyższy standard opieki i większe poczucie bezpieczeństwa, kobiety są gotowe dojechać dalej.

To właśnie ta zmiana mentalności pacjentek, a nie decyzje urzędników, w największym stopniu wpłynęła na los małych porodówek.

Co z kobietami, które nie mogą dojechać?

Zamykanie oddziałów rodzi jednak pytania o bezpieczeństwo kobiet, które nie mają możliwości wyboru odległego szpitala. Zdaniem konsultanta kluczem jest zmiana całego systemu opieki okołoporodowej.

Fundamentem nowoczesnego położnictwa ma być wczesna diagnostyka prenatalna oraz sprawny transport do wyspecjalizowanych centrów. Już na początku ciąży można dziś zidentyfikować ryzyko powikłań i odpowiednio zaplanować miejsce porodu.

– Jedynym rozwiązaniem jest dobrze zorganizowany system transportu medycznego, oparty na karetkach, a w razie potrzeby także na transporcie lotniczym – podkreśla dr Janeczko.

19 oddziałów na Podkarpaciu

Jak informuje PAP, obecnie na Podkarpaciu działa 19 oddziałów ginekologicznych i ginekologiczno-położniczych. W Rzeszowie znajdują się one w: Szpitalu Specjalistycznym Pro-Familia (ul. Witolda 6 B), Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (ul. Fryderyka Szopena 2), Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 (ul. Lwowska 60) oraz Szpitalu Miejskim (ul. Rycerska 4). Kolejne takie oddziały są zlokalizowane w: Brzozowie, Dębicy, Jarosławiu, Jaśle, Krośnie, Łańcucie, Mielcu, Nisku, Nowej Dębie, Przemyślu, Przeworsku, Stalowej Woli, Strzyżowie i Tarnobrzegu. Szczegóły znajdziecie na stronie Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego.

Rola tych placówek jednak ewoluuje. Zamiast gęstej sieci małych porodówek, region zmierza w stronę mniejszej liczby, ale silniejszych i lepiej przygotowanych ośrodków. Q    AwDane jasno pokazują, że dla kobiet w ciąży najważniejsze są doświadczenie zespołu, liczba odbieranych porodów i realne poczucie bezpieczeństwa. To one decydują o przyszłości położnictwa – nawet jeśli oznacza to koniec porodówek w małych miastach.

(oprac. BL / PAP)

Czytaj więcej:

ASF na Podkarpaciu. Wojewoda wydała pilne rozporządzenie. Zakazy, strefa zakażona i wojsko w akcji

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Reklama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *