Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał w piątek wyrok pięciu lat pozbawienia wolności w procesie dot. śmierci 66-letniej kobiety w Zdziechowicach Drugich (Podkarpackie), poćwiartowania jej zwłok i spalenia ich części w domowym piecu centralnego ogrzewania.
Wyrok jest prawomocny. Uzasadnienie wyroku w sądzie odwoławczym, podobnie jak cały proces, odbyło się przy drzwiach zamkniętych.
Zabił, poćwiartował, spalił
Jest to już trzeci wyrok wydany w tej sprawie przez rzeszowski sąd odwoławczy, który za każdym razem utrzymywał w mocy orzeczenie sądu I instancji. Poprzednie dwa prawomocne wyroki w tej sprawie uchylił Sąd Najwyższy, po zaskarżeniu ich przez prokuratora.
Skazanym jest 38-letni obecnie Roman S., którego prokuratura oskarżyła m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała, skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd jednak nie podzielił tej argumentacji uzasadniając, że nie ma na to dowodów i uznał go winnym m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok.
Tym razem sąd był nieprzejednany
Przed ogłoszeniem wyroku w piątek sąd odwoławczy wznowił proces, ponieważ od ostatniej rozprawy minęło więcej niż przewidzianych prawem 14 dni. Odbyła się ona 17 lutego br. Wtedy też sąd, ze względu na zawiłość sprawy, odroczył wydanie wyroku do 3 marca br. Jednak termin ten został później odwołany ze względu na chorobę sędziego.
Prokurator Michał Lasota po ogłoszeniu wyroku powiedział dziennikarzom, że sąd apelacyjny nie uwzględnił apelacji prokuratora utrzymując zaskarżony wyrok (z drobną korektą jednego punktu dot. orzeczonego zadośćuczynienia dla syna pokrzywdzonej kobiety) i zapowiedział, że w najbliższym czasie wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku, i oceni czy jest zasadne wniesienie ewentualnej kasacji.
Romana S. nie było w sądzie na ogłoszeniu wyroku.
Pięć lat więzienia?!
Prokuratura oskarżyła go m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu jednak nie podzielił tej argumentacji. Uzasadnił, że nie ma na to dowodów i uznał go za winnego m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok. W styczniu 2022 r. skazał go za to na pięć lat pozbawienia wolności. Choć proces też odbywał się z wyłączeniem jawności, to ustnego uzasadnienia wyroku dziennikarze mogli wtedy wysłuchać.
Sędzia Tomasz Turbad argumentował wtedy, że sąd ma podstawy, aby przypuszczać, że oskarżony mógł spowodować obrażenia skutkujące śmiercią Jadwigi K., a nawet mógł dokonać zabójstwa, jednak nie ma na to dowodów, więc sąd nie może wyrokować, opierając się na przypuszczeniach, a wszelkie niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Drugi z oskarżonych, Piotr K., miał zarzut niepowiadomienia organów ścigania o przestępstwie, ale w I instancji został uniewinniony.
Odwołanie od wyroku
Od tego wyroku odwołanie złożyła prokuratura i, co zdarza się niezwykle rzadko, w apelacji zmieniła zarzut z ciężkiego uszczerbku na ciele Janiny K. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym i wniosła o zmianę wyroku oraz uznanie oskarżonego za winnego zabójstwa.
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w marcu 2023 r. utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Uznał Romana S. za winnego popełnienia czterech czynów: spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem.
Drugi czyn, za który S. został skazany przez ten sąd, to pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia. Uznał go także za winnego znieważenia zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie oraz pobicia Jadwigi K. pół roku wcześniej, przed wydarzeniami ze stycznia 2021 r. Uzasadnienie, podobnie jak proces, odbyło się za zamkniętymi drzwiami.
Nie pomogła kasacja do Sądu Najwyższego
Prokurator złożył kasację do Sądu Najwyższego, a ten uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie.
Ten jednak w lutym 2025 r. również utrzymał w mocy wyrok sądu w Tarnobrzegu. Prokurator ponownie złożył kasację do Sądu Najwyższego i w efekcie sprawa po raz trzeci trafiła na wokandę do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Oskarżonym jest także drugi mężczyzna, Piotr K., który w I instancji został uniewinniony.
Chodzi o głośną sprawę z 10 stycznia 2021 r. z miejscowości Zdziechowice Drugie (powiat stalowowolski). Jak ustalono w śledztwie i co potwierdzono przed sądem, zarówno obaj oskarżeni, jak i pokrzywdzona, byli osobami nadużywającymi alkoholu. Mimo dużej różnicy wieku Romana S. i 66-letnią Jadwigę K. łączyły intymne zażyłości. Wiadomo też, że Roman S. będąc pod wpływem alkoholu lub środków odurzających wpadał w szał. Tak też stało się właśnie 10 stycznia 2021 r.
Straszne skutki zakrapianej imprezy
Sędzia referent opisywał w uzasadnieniu wyroku w I instancji, że tego dnia w domu Romana S. i jego ojca Mariana w Zdziechowicach Drugich odbywała się libacja alkoholowa, w której uczestniczyli Roman S., jego ojciec, Jadwiga K. i Piotr K. Doszło do awantury ojca z synem, Marian S. opuścił imprezę.
Jakiś czas później Piotr K. wyszedł z domu i przebywając na zewnątrz był świadkiem jak Roman S. wypchnął kobietę przez otwarte drzwi na dwór. Wcześniej Jadwiga K. miała zostać uderzona nieustalonym narzędziem, być może łopatą, w brzuch i pośladki. Po wypchnięciu za drzwi kobieta, upadając, uderzyła głową o schody. Piotr K. w śledztwie relacjonował, że kobieta się podniosła, ale słaniała się na nogach, a potem płakała, zasłaniając twarz.
Sąd I instancji podkreślał, że istotnym jest, i sąd wziął to pod uwagę przy wyrokowaniu, że Jadwiga K. była w stanie upojenia alkoholowego i była ubrana jedynie w koszulę, a na zewnątrz panowała temperatura około jednego stopnia Celsjusza. Jak mówił wówczas sędzia, pozostawienie nietrzeźwego człowieka w takich warunkach jest niewątpliwie narażeniem go na utratę zdrowia, a nawet życia. I taki też kolejny zarzut prokuratura postawiła Romanowi S.
Pijany Piotr K., opuszczając podwórko Romana S., widział Jadwigę K. idąca w kierunku stodoły. Nie widział obrażeń na jej twarzy.
Kości chował po ulach
Dalszych wydarzeń nie udało się w całości odtworzyć. Roman S. twierdził, że jakiś czas później zabrał Jadwigę K. do domu. Gdy zorientował się, że kobieta nie żyje, wpadł w panikę i postanowił pozbyć się zwłok. Poćwiartował ciało ofiary i częściowo spalił przez co uniemożliwił biegłym sądowym wskazanie nie tylko obrażeń, ale nawet przyczyny śmierci kobiety.
Jak uzasadniał w I instancji sędzia, biegli na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych nie mogą wykluczyć nawet tego, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Nie można zatem przypisać oskarżonemu zarzutu spowodowania śmierci Jadwigi K.
W śledztwie ustalono, że część popiołu ze spalonych zwłok nieświadomy niczego ojciec Romana S. rozsypał na podwórzu. Część popiołu i niespalone kości znaleziono ukryte przez Romana S. w ulach w ogrodzie, a w kombajnie zbożowym w stodole zamrożone fragmenty ciała.
Sprawa wyszła na jaw, gdy tydzień po imprezie Piotr K. odwiedził Romana S. i zapytał go, gdzie podziewa się Jadwiga K. Tamten powiedział mu, że ją zabił. Wówczas Piotr K., słysząc to, poszedł do sklepu i poprosił właścicieli, by zawiadomili policję. Sąd I instancji uznał, że nie ma podstaw do twierdzenia, że wcześniej Piotr K. mógł przypuszczać, że Jadwidze K. coś złego się stało i uniewinnił mężczyznę od stawianego mu zarzutu. (PAP)
Czytaj więcej:
Ilu urzędników naprawdę potrzebuje Rzeszów? „Efekt Fijołka” na tle kraju
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał w piątek wyrok pięciu lat pozbawienia wolności w procesie dot. śmierci 66-letniej kobiety w Zdziechowicach Drugich (Podkarpackie), poćwiartowania jej zwłok i spalenia ich części w domowym piecu centralnego ogrzewania.
Wyrok jest prawomocny. Uzasadnienie wyroku w sądzie odwoławczym, podobnie jak cały proces, odbyło się przy drzwiach zamkniętych.
Zabił, poćwiartował, spalił
Jest to już trzeci wyrok wydany w tej sprawie przez rzeszowski sąd odwoławczy, który za każdym razem utrzymywał w mocy orzeczenie sądu I instancji. Poprzednie dwa prawomocne wyroki w tej sprawie uchylił Sąd Najwyższy, po zaskarżeniu ich przez prokuratora.
Skazanym jest 38-letni obecnie Roman S., którego prokuratura oskarżyła m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała, skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd jednak nie podzielił tej argumentacji uzasadniając, że nie ma na to dowodów i uznał go winnym m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok.
Tym razem sąd był nieprzejednany
Przed ogłoszeniem wyroku w piątek sąd odwoławczy wznowił proces, ponieważ od ostatniej rozprawy minęło więcej niż przewidzianych prawem 14 dni. Odbyła się ona 17 lutego br. Wtedy też sąd, ze względu na zawiłość sprawy, odroczył wydanie wyroku do 3 marca br. Jednak termin ten został później odwołany ze względu na chorobę sędziego.
Prokurator Michał Lasota po ogłoszeniu wyroku powiedział dziennikarzom, że sąd apelacyjny nie uwzględnił apelacji prokuratora utrzymując zaskarżony wyrok (z drobną korektą jednego punktu dot. orzeczonego zadośćuczynienia dla syna pokrzywdzonej kobiety) i zapowiedział, że w najbliższym czasie wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku, i oceni czy jest zasadne wniesienie ewentualnej kasacji.
Romana S. nie było w sądzie na ogłoszeniu wyroku.
Pięć lat więzienia?!
Prokuratura oskarżyła go m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu jednak nie podzielił tej argumentacji. Uzasadnił, że nie ma na to dowodów i uznał go za winnego m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok. W styczniu 2022 r. skazał go za to na pięć lat pozbawienia wolności. Choć proces też odbywał się z wyłączeniem jawności, to ustnego uzasadnienia wyroku dziennikarze mogli wtedy wysłuchać.
Sędzia Tomasz Turbad argumentował wtedy, że sąd ma podstawy, aby przypuszczać, że oskarżony mógł spowodować obrażenia skutkujące śmiercią Jadwigi K., a nawet mógł dokonać zabójstwa, jednak nie ma na to dowodów, więc sąd nie może wyrokować, opierając się na przypuszczeniach, a wszelkie niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Drugi z oskarżonych, Piotr K., miał zarzut niepowiadomienia organów ścigania o przestępstwie, ale w I instancji został uniewinniony.
Odwołanie od wyroku
Od tego wyroku odwołanie złożyła prokuratura i, co zdarza się niezwykle rzadko, w apelacji zmieniła zarzut z ciężkiego uszczerbku na ciele Janiny K. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym i wniosła o zmianę wyroku oraz uznanie oskarżonego za winnego zabójstwa.
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w marcu 2023 r. utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Uznał Romana S. za winnego popełnienia czterech czynów: spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem.
Drugi czyn, za który S. został skazany przez ten sąd, to pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia. Uznał go także za winnego znieważenia zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie oraz pobicia Jadwigi K. pół roku wcześniej, przed wydarzeniami ze stycznia 2021 r. Uzasadnienie, podobnie jak proces, odbyło się za zamkniętymi drzwiami.
Nie pomogła kasacja do Sądu Najwyższego
Prokurator złożył kasację do Sądu Najwyższego, a ten uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie.
Ten jednak w lutym 2025 r. również utrzymał w mocy wyrok sądu w Tarnobrzegu. Prokurator ponownie złożył kasację do Sądu Najwyższego i w efekcie sprawa po raz trzeci trafiła na wokandę do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Oskarżonym jest także drugi mężczyzna, Piotr K., który w I instancji został uniewinniony.
Chodzi o głośną sprawę z 10 stycznia 2021 r. z miejscowości Zdziechowice Drugie (powiat stalowowolski). Jak ustalono w śledztwie i co potwierdzono przed sądem, zarówno obaj oskarżeni, jak i pokrzywdzona, byli osobami nadużywającymi alkoholu. Mimo dużej różnicy wieku Romana S. i 66-letnią Jadwigę K. łączyły intymne zażyłości. Wiadomo też, że Roman S. będąc pod wpływem alkoholu lub środków odurzających wpadał w szał. Tak też stało się właśnie 10 stycznia 2021 r.
Straszne skutki zakrapianej imprezy
Sędzia referent opisywał w uzasadnieniu wyroku w I instancji, że tego dnia w domu Romana S. i jego ojca Mariana w Zdziechowicach Drugich odbywała się libacja alkoholowa, w której uczestniczyli Roman S., jego ojciec, Jadwiga K. i Piotr K. Doszło do awantury ojca z synem, Marian S. opuścił imprezę.
Jakiś czas później Piotr K. wyszedł z domu i przebywając na zewnątrz był świadkiem jak Roman S. wypchnął kobietę przez otwarte drzwi na dwór. Wcześniej Jadwiga K. miała zostać uderzona nieustalonym narzędziem, być może łopatą, w brzuch i pośladki. Po wypchnięciu za drzwi kobieta, upadając, uderzyła głową o schody. Piotr K. w śledztwie relacjonował, że kobieta się podniosła, ale słaniała się na nogach, a potem płakała, zasłaniając twarz.
Sąd I instancji podkreślał, że istotnym jest, i sąd wziął to pod uwagę przy wyrokowaniu, że Jadwiga K. była w stanie upojenia alkoholowego i była ubrana jedynie w koszulę, a na zewnątrz panowała temperatura około jednego stopnia Celsjusza. Jak mówił wówczas sędzia, pozostawienie nietrzeźwego człowieka w takich warunkach jest niewątpliwie narażeniem go na utratę zdrowia, a nawet życia. I taki też kolejny zarzut prokuratura postawiła Romanowi S.
Pijany Piotr K., opuszczając podwórko Romana S., widział Jadwigę K. idąca w kierunku stodoły. Nie widział obrażeń na jej twarzy.
Kości chował po ulach
Dalszych wydarzeń nie udało się w całości odtworzyć. Roman S. twierdził, że jakiś czas później zabrał Jadwigę K. do domu. Gdy zorientował się, że kobieta nie żyje, wpadł w panikę i postanowił pozbyć się zwłok. Poćwiartował ciało ofiary i częściowo spalił przez co uniemożliwił biegłym sądowym wskazanie nie tylko obrażeń, ale nawet przyczyny śmierci kobiety.
Jak uzasadniał w I instancji sędzia, biegli na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych nie mogą wykluczyć nawet tego, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Nie można zatem przypisać oskarżonemu zarzutu spowodowania śmierci Jadwigi K.
W śledztwie ustalono, że część popiołu ze spalonych zwłok nieświadomy niczego ojciec Romana S. rozsypał na podwórzu. Część popiołu i niespalone kości znaleziono ukryte przez Romana S. w ulach w ogrodzie, a w kombajnie zbożowym w stodole zamrożone fragmenty ciała.
Sprawa wyszła na jaw, gdy tydzień po imprezie Piotr K. odwiedził Romana S. i zapytał go, gdzie podziewa się Jadwiga K. Tamten powiedział mu, że ją zabił. Wówczas Piotr K., słysząc to, poszedł do sklepu i poprosił właścicieli, by zawiadomili policję. Sąd I instancji uznał, że nie ma podstaw do twierdzenia, że wcześniej Piotr K. mógł przypuszczać, że Jadwidze K. coś złego się stało i uniewinnił mężczyznę od stawianego mu zarzutu. (PAP)
Czytaj więcej:
Ilu urzędników naprawdę potrzebuje Rzeszów? „Efekt Fijołka” na tle kraju
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
