Mieszkańcy Podkarpacia byli w nocy świadkami niezwykłego spektaklu. Nocne niebo rozświetliła zorza polarna, malując horyzont na czerwono, żółto, zielono i fioletowo. Podczas gdy jedni podziwiali piękno natury, w social mediach odżyła teoria spiskowa o sztucznym pochodzeniu zorzy nad Podkarpaciem. Zjawisko zorzy polarnej (Aurora borealis) na naszych szerokościach geograficznych wciąż budzi ogromne emocje. Nic dziwnego – zazwyczaj ten “świetlny taniec” zarezerwowany jest dla obszarów podbiegunowych. Jednak w ostatnich miesiącach aktywność słoneczna jest tak wysoka, że zorze stają się widoczne nawet na południu Polski.
Naukowcy nie pozostawiają jednak złudzeń: to Słońce, a nie tajna broń, rozdaje karty na niebie.

“Smerfy w ukrytej wiosce” – spór o HAARP
Pod zdjęciami przedstawiającymi zorzę nad Ropczycami, opublikowanymi w mediach społecznościowych, wywiązała się gorąca dyskusja. Internauta o nicku Janusz zasugerował, że za zjawiskiem stoi technologia, a nie natura.
– HAARP może wywołać sztuczną zorzę polarną. Nie jest to żadną tajemnicą, a pierwsze informacje o uzyskaniu takiego efektu pochodzą z 2005 roku, o czym badacze donosili w artykule opublikowanym w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature – napisał w komentarzu.
Ironiczna riposta innego użytkownika, Grześka, była natychmiastowa: – Kto ogarnia fizykę, to wie, że nie ma żadnych podstaw łączyć zorze w Polsce z Haarpem. (…) Tak, jak ktoś w szkole rysował smerfy na matematyce, to tak [wierzy w takie teorie] – skwitował, porównując wiarę w sprawstwo HAARP do wiary w “Smerfy mieszkające w ukrytej wiosce”.

Co na to nauka? Ekspert wyjaśnia
Aby rozwiać wątpliwości, sięgnęliśmy po opinię eksperta. Dr hab. Leszek Błaszkiewicz, radioastronom, pracujący w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, w Centrum Diagnostyki Radiowej Środowiska Kosmicznego, tłumaczy mechanizm powstawania zorzy polarnej w sposób, który nie pozostawia miejsca na domysły.
– Zorza jest zjawiskiem świetlnym w atmosferze, ściśle związanym z aktywnością Słońca. Zachodzi na wysokości około stu kilometrów nad powierzchnią Ziemi – wyjaśnia naukowiec.
Jak to działa? Słońce wyrzuca w przestrzeń kosmiczną naładowane cząstki (wiatr słoneczny). Gdy te cząstki docierają do Ziemi, są “wyłapywane” przez nasze pole magnetyczne i kierowane w stronę biegunów. Tam zderzają się z atomami atmosfery – tlenem i azotem. Energia zderzenia zamieniana jest w światło.
– Tlen świeci na czerwono, azot daje poświatę purpurową. Mieszanina gazów tworzy barwy zielone i żółte – precyzuje dr Błaszkiewicz.

Skąd zorza nad Ropczycami?
Dlaczego więc widzimy je teraz w Polsce? Kluczem jest tzw. owal zorzowy. Zazwyczaj znajduje się on nad biegunami. Jednak podczas silnych burz magnetycznych – a taką mieliśmy ostatnio po potężnych rozbłyskach na Słońcu – owal ten “puchnie” i rozszerza się w kierunku równika, obejmując swoim zasięgiem m.in. Polskę.
A co z systemem HAARP? To amerykański program badawczy, który za pomocą fal radiowych bada jonosferę. Jego moc to zaledwie kilka megawatów. W porównaniu z energią wiatru słonecznego, która liczona jest w gigantycznych wartościach, wpływ HAARP jest jak “zapalenie zapałki przy reflektorze stadionowym”.
– Żaden system, który mamy na Ziemi, nie ma z tym nic wspólnego. To jest moja wiedza – podkreśla dr Błaszkiewicz, dodając, że teorie spiskowe wynikają często z braku podstawowej wiedzy o fizyce.

Fakty i mity: czym była „sztuczna zorza” z 2005 roku?
W internetowych dyskusjach często przywoływany jest artykuł z 2005 roku, opublikowany w prestiżowym czasopiśmie „Nature” pod tytułem “Artificial optical emissions at HAARP”. Dla zwolenników teorii spiskowych stanowi on koronny dowód na to, że naukowcy potrafią sterować zorzami. W rzeczywistości publikacja opisuje sukces w wywołaniu tzw. sztucznej poświaty (ang. artificial airglow).
Różnica jest fundamentalna. Wywołana przez HAARP poświata powstaje przez lokalne podgrzanie jonosfery (na wysokości ok. 60-70 km) falami radiowymi i jest zjawiskiem o bardzo małej skali – przypomina raczej niewielką plamkę na niebie. Jest ona tak słaba, że zazwyczaj rejestrują ją tylko czułe instrumenty optyczne, a gołym okiem dostrzec ją niezwykle trudno. Nie ma to nic wspólnego z „wywoływaniem zorzy polarnej” jako spektakularnego zjawiska widocznego na przestrzeni setek kilometrów.
Kluczowa jest tu skala energii. Moc nadajników HAARP wynosi około 3,6 MW. W porównaniu z energią wiatru słonecznego, która napędza prawdziwe zorze i liczona jest w milionach megawatów, jest to wartość znikoma. HAARP fizycznie nie posiada możliwości wygenerowania zjawiska o takiej intensywności i zasięgu, jakie natura prezentuje nam podczas burz magnetycznych.

Rok Popularyzacji Nauki 2026
Dyskusje takie jak ta pokazują, jak ważna jest rzetelna edukacja. Warto przypomnieć, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło rok 2026 Rokiem Popularyzacji Nauki w Polsce.
Inicjatywa ta ma na celu zbliżenie naukowców do społeczeństwa i walkę z dezinformacją, taką jak mity o “sterowaniu pogodą” czy “sztucznych zorzach”. (mob)
Czytaj więcej:
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Mieszkańcy Podkarpacia byli w nocy świadkami niezwykłego spektaklu. Nocne niebo rozświetliła zorza polarna, malując horyzont na czerwono, żółto, zielono i fioletowo. Podczas gdy jedni podziwiali piękno natury, w social mediach odżyła teoria spiskowa o sztucznym pochodzeniu zorzy nad Podkarpaciem. Zjawisko zorzy polarnej (Aurora borealis) na naszych szerokościach geograficznych wciąż budzi ogromne emocje. Nic dziwnego – zazwyczaj ten “świetlny taniec” zarezerwowany jest dla obszarów podbiegunowych. Jednak w ostatnich miesiącach aktywność słoneczna jest tak wysoka, że zorze stają się widoczne nawet na południu Polski.
Naukowcy nie pozostawiają jednak złudzeń: to Słońce, a nie tajna broń, rozdaje karty na niebie.

“Smerfy w ukrytej wiosce” – spór o HAARP
Pod zdjęciami przedstawiającymi zorzę nad Ropczycami, opublikowanymi w mediach społecznościowych, wywiązała się gorąca dyskusja. Internauta o nicku Janusz zasugerował, że za zjawiskiem stoi technologia, a nie natura.
– HAARP może wywołać sztuczną zorzę polarną. Nie jest to żadną tajemnicą, a pierwsze informacje o uzyskaniu takiego efektu pochodzą z 2005 roku, o czym badacze donosili w artykule opublikowanym w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature – napisał w komentarzu.
Ironiczna riposta innego użytkownika, Grześka, była natychmiastowa: – Kto ogarnia fizykę, to wie, że nie ma żadnych podstaw łączyć zorze w Polsce z Haarpem. (…) Tak, jak ktoś w szkole rysował smerfy na matematyce, to tak [wierzy w takie teorie] – skwitował, porównując wiarę w sprawstwo HAARP do wiary w “Smerfy mieszkające w ukrytej wiosce”.

Co na to nauka? Ekspert wyjaśnia
Aby rozwiać wątpliwości, sięgnęliśmy po opinię eksperta. Dr hab. Leszek Błaszkiewicz, radioastronom, pracujący w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, w Centrum Diagnostyki Radiowej Środowiska Kosmicznego, tłumaczy mechanizm powstawania zorzy polarnej w sposób, który nie pozostawia miejsca na domysły.
– Zorza jest zjawiskiem świetlnym w atmosferze, ściśle związanym z aktywnością Słońca. Zachodzi na wysokości około stu kilometrów nad powierzchnią Ziemi – wyjaśnia naukowiec.
Jak to działa? Słońce wyrzuca w przestrzeń kosmiczną naładowane cząstki (wiatr słoneczny). Gdy te cząstki docierają do Ziemi, są “wyłapywane” przez nasze pole magnetyczne i kierowane w stronę biegunów. Tam zderzają się z atomami atmosfery – tlenem i azotem. Energia zderzenia zamieniana jest w światło.
– Tlen świeci na czerwono, azot daje poświatę purpurową. Mieszanina gazów tworzy barwy zielone i żółte – precyzuje dr Błaszkiewicz.

Skąd zorza nad Ropczycami?
Dlaczego więc widzimy je teraz w Polsce? Kluczem jest tzw. owal zorzowy. Zazwyczaj znajduje się on nad biegunami. Jednak podczas silnych burz magnetycznych – a taką mieliśmy ostatnio po potężnych rozbłyskach na Słońcu – owal ten “puchnie” i rozszerza się w kierunku równika, obejmując swoim zasięgiem m.in. Polskę.
A co z systemem HAARP? To amerykański program badawczy, który za pomocą fal radiowych bada jonosferę. Jego moc to zaledwie kilka megawatów. W porównaniu z energią wiatru słonecznego, która liczona jest w gigantycznych wartościach, wpływ HAARP jest jak “zapalenie zapałki przy reflektorze stadionowym”.
– Żaden system, który mamy na Ziemi, nie ma z tym nic wspólnego. To jest moja wiedza – podkreśla dr Błaszkiewicz, dodając, że teorie spiskowe wynikają często z braku podstawowej wiedzy o fizyce.

Fakty i mity: czym była „sztuczna zorza” z 2005 roku?
W internetowych dyskusjach często przywoływany jest artykuł z 2005 roku, opublikowany w prestiżowym czasopiśmie „Nature” pod tytułem “Artificial optical emissions at HAARP”. Dla zwolenników teorii spiskowych stanowi on koronny dowód na to, że naukowcy potrafią sterować zorzami. W rzeczywistości publikacja opisuje sukces w wywołaniu tzw. sztucznej poświaty (ang. artificial airglow).
Różnica jest fundamentalna. Wywołana przez HAARP poświata powstaje przez lokalne podgrzanie jonosfery (na wysokości ok. 60-70 km) falami radiowymi i jest zjawiskiem o bardzo małej skali – przypomina raczej niewielką plamkę na niebie. Jest ona tak słaba, że zazwyczaj rejestrują ją tylko czułe instrumenty optyczne, a gołym okiem dostrzec ją niezwykle trudno. Nie ma to nic wspólnego z „wywoływaniem zorzy polarnej” jako spektakularnego zjawiska widocznego na przestrzeni setek kilometrów.
Kluczowa jest tu skala energii. Moc nadajników HAARP wynosi około 3,6 MW. W porównaniu z energią wiatru słonecznego, która napędza prawdziwe zorze i liczona jest w milionach megawatów, jest to wartość znikoma. HAARP fizycznie nie posiada możliwości wygenerowania zjawiska o takiej intensywności i zasięgu, jakie natura prezentuje nam podczas burz magnetycznych.

Rok Popularyzacji Nauki 2026
Dyskusje takie jak ta pokazują, jak ważna jest rzetelna edukacja. Warto przypomnieć, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło rok 2026 Rokiem Popularyzacji Nauki w Polsce.
Inicjatywa ta ma na celu zbliżenie naukowców do społeczeństwa i walkę z dezinformacją, taką jak mity o “sterowaniu pogodą” czy “sztucznych zorzach”. (mob)
Czytaj więcej:
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
