July 5, 2026
Zdjęcie poglądowe: Niedźwiedź postrzelony na Podkarpaciu nie przeżył (fot. Pixabay)

Mieszkańcy Podkarpacia po raz kolejny przeżyli chwile grozy i zdumienia. W nocy z czwartku na piątek w samym centrum Przemyśla spacerował dorosły niedźwiedź. Interweniujący policjanci na bieżąco monitorowali trasę drapieżnika do momentu, aż ten bezpiecznie opuścił zabudowania i powrócił do lasu.

To nie pierwszy taki przypadek w regionie – nie tak dawno głośno było o niedźwiedziu grasującym na ulicach Sanoka. Widok lisów, dzików czy łosi w miastach powoli przestaje dziwić, co stawia przed nami fundamentalne pytanie: dlaczego dzika natura tak śmiało wkracza w ludzkie korytarze komunikacyjne?

Eksperci nie mają wątpliwości, że winę za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim działalność człowieka.

„Na przestrzeni wieków człowiek odebrał zwierzętom duże obszary ich naturalnych siedlisk. Część z nich doskonale przystosowała się do nowych warunków, jakie zastają w aglomeracjach miejskich” – wyjaśnia prof. Włodzimierz Meissner z Katedry Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego.

Miasto jako darmowa stołówka i bezpieczny azyl

Głównym magnesem przyciągającym leśną zwierzynę do miast są łatwo dostępne źródła pożywienia. Pozostawiane przez ludzi odpadki organiczne stanowią dla dzikich zwierząt wysokokaloryczną, darmową stołówkę. Co więcej, w miastach zwierzęta nie doznają ze strony człowieka wysokiej presji – nikt tu na nie nie poluje, a nastawienie mieszkańców jest zazwyczaj pozytywne. Dodatkowym atutem miejskiej dżungli jest temperatura, która zimą na obszarach zurbanizowanych bywa o kilka stopni wyższa, co pozwala zwierzętom znacznie ograniczyć wydatki energetyczne w najtrudniejszym okresie roku.

Prof. Meissner zauważa, że niektóre gatunki, jak jerzyki czy mewy srebrzyste, niemal całkowicie przeniosły się do miast, odnajdując na betonowych budynkach warunki lepsze niż w naturze. Z kolei gatunki wędrujące z lasów, jak dziki czy niedźwiedzie, traktują miasto jako nowe terytorium łowieckie. Sam proces wnikania fauny do miast jest zdaniem naukowca niemożliwy do całkowitego zahamowania.

„Wyłapywanie i wywożenie zwierząt z miast na odległe tereny byłoby jak przysłowiowa walka z wiatrakami. Na ich miejsce przyjdą inne osobniki” – ocenia prof. Meissner.

Klucz do bezpieczeństwa leży w naszych rękach

Zdaniem naukowców jedynym skutecznym kierunkiem działań jest bezwzględne odcięcie zwierząt od miejskiego jedzenia. Choć w miastach buduje się zamykane wiaty śmietnikowe, to wciąż problemem są śmieci porzucane w niedozwolonych miejscach oraz celowe dokarmianie, na przykład poprzez wystawianie karmy dla bezdomnych kotów, z której masowo korzystają lisy.

Ekspert uspokaja jednak, że bliskie spotkanie z drapieżnikiem w mieście nie musi skończyć się tragicznie, pod warunkiem zachowania zdrowego rozsądku. Zwierzęta z natury dążą do unikania kontaktu z ludźmi. Kluczowe jest zachowanie nienachalnego dystansu i nieprowokowanie zagrożenia przez nadmierne zbliżanie się do dzikich lokatorów naszych miast. (am / PAP)

Czytaj więcej:

Koniec strachu w Bieszczadach? Prezydent podjął decyzję w sprawie groźnych drapieżników

Zdjęcie poglądowe: Niedźwiedź postrzelony na Podkarpaciu nie przeżył (fot. Pixabay)

Mieszkańcy Podkarpacia po raz kolejny przeżyli chwile grozy i zdumienia. W nocy z czwartku na piątek w samym centrum Przemyśla spacerował dorosły niedźwiedź. Interweniujący policjanci na bieżąco monitorowali trasę drapieżnika do momentu, aż ten bezpiecznie opuścił zabudowania i powrócił do lasu.

To nie pierwszy taki przypadek w regionie – nie tak dawno głośno było o niedźwiedziu grasującym na ulicach Sanoka. Widok lisów, dzików czy łosi w miastach powoli przestaje dziwić, co stawia przed nami fundamentalne pytanie: dlaczego dzika natura tak śmiało wkracza w ludzkie korytarze komunikacyjne?

Eksperci nie mają wątpliwości, że winę za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim działalność człowieka.

„Na przestrzeni wieków człowiek odebrał zwierzętom duże obszary ich naturalnych siedlisk. Część z nich doskonale przystosowała się do nowych warunków, jakie zastają w aglomeracjach miejskich” – wyjaśnia prof. Włodzimierz Meissner z Katedry Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego.

Miasto jako darmowa stołówka i bezpieczny azyl

Głównym magnesem przyciągającym leśną zwierzynę do miast są łatwo dostępne źródła pożywienia. Pozostawiane przez ludzi odpadki organiczne stanowią dla dzikich zwierząt wysokokaloryczną, darmową stołówkę. Co więcej, w miastach zwierzęta nie doznają ze strony człowieka wysokiej presji – nikt tu na nie nie poluje, a nastawienie mieszkańców jest zazwyczaj pozytywne. Dodatkowym atutem miejskiej dżungli jest temperatura, która zimą na obszarach zurbanizowanych bywa o kilka stopni wyższa, co pozwala zwierzętom znacznie ograniczyć wydatki energetyczne w najtrudniejszym okresie roku.

Prof. Meissner zauważa, że niektóre gatunki, jak jerzyki czy mewy srebrzyste, niemal całkowicie przeniosły się do miast, odnajdując na betonowych budynkach warunki lepsze niż w naturze. Z kolei gatunki wędrujące z lasów, jak dziki czy niedźwiedzie, traktują miasto jako nowe terytorium łowieckie. Sam proces wnikania fauny do miast jest zdaniem naukowca niemożliwy do całkowitego zahamowania.

„Wyłapywanie i wywożenie zwierząt z miast na odległe tereny byłoby jak przysłowiowa walka z wiatrakami. Na ich miejsce przyjdą inne osobniki” – ocenia prof. Meissner.

Klucz do bezpieczeństwa leży w naszych rękach

Zdaniem naukowców jedynym skutecznym kierunkiem działań jest bezwzględne odcięcie zwierząt od miejskiego jedzenia. Choć w miastach buduje się zamykane wiaty śmietnikowe, to wciąż problemem są śmieci porzucane w niedozwolonych miejscach oraz celowe dokarmianie, na przykład poprzez wystawianie karmy dla bezdomnych kotów, z której masowo korzystają lisy.

Ekspert uspokaja jednak, że bliskie spotkanie z drapieżnikiem w mieście nie musi skończyć się tragicznie, pod warunkiem zachowania zdrowego rozsądku. Zwierzęta z natury dążą do unikania kontaktu z ludźmi. Kluczowe jest zachowanie nienachalnego dystansu i nieprowokowanie zagrożenia przez nadmierne zbliżanie się do dzikich lokatorów naszych miast. (am / PAP)

Czytaj więcej:

Koniec strachu w Bieszczadach? Prezydent podjął decyzję w sprawie groźnych drapieżników

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *