Ponad 10 milionów złotych strat – to wstępny, porażający bilans dramatycznego pożaru, który wybuchł w niedzielny wieczór na terenie zakładu PPH Dankros w Zaklikowie (pow. stalowowolski).
Przez kilkanaście godzin kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej walczyło z morderczym ogniem trawiącym halę magazynującą pellet. Dzięki pracy ratowników udało się uratować sąsiednie obiekty przed pożogą.
Dynamiczny rozwój pożaru
Dramat rozpoczął się w niedzielę, 28 czerwca 2026 r. O godzinie 20:32 syreny alarmowe poderwały do walki pierwsze zastępy ochotników z OSP Lipa i OSP Zaklików. Zgłoszenie wskazywało na to, że ogień zajął halę produkcyjno-magazynową pelletu.
Gdy pierwsze wozy strażackie dotarły na miejsce, sytuacja była już krytyczna. Pożar znajdował się w fazie rozwiniętej, a słup gęstego, czarnego dymu strzelał wysoko w niebo. Skala zjawiska była tak ogromna, że mrożący krew w żyłach widok unoszącej się chmury dymu był doskonale widoczny z odległości wielu kilometrów, m.in. przez wypoczywających nad okolicznymi zbiornikami wodnymi.
Woodwardowski, ciężki dym odcinał dopływ światła, a płomienie błyskawicznie zaczęły przepalać dach wielkogabarytowego obiektu, zagrażając stojącym tuż obok potężnym metalowym silosom produkcyjnym.
Pożar w liczbach:
- Godzina zgłoszenia: 20:32
- Szacowane straty: ok. 10 000 000 zł
- Czas trwania głównej akcji: koniec w godzinach porannych.
Jak w hutniczym piecu
Strażacy, którzy ruszyli do natarcia, musieli zmierzyć się nie tylko z samym ogniem, ale też z ekstremalną pogodą. Wysoka temperatura powietrza u progu lata, w połączeniu z potężnym promieniowaniem cieplnym generowanym przez płonący pellet, stworzyły warunki przypominające hutniczy piec.
„Ogień rozwijał się bardzo dynamicznie, a każda kolejna godzina przynosiła nowe zagrożenia. Gęsty, duszący dym i ograniczona niemal do zera widoczność sprawiały, że każde wejście w strefę działań wymagało ogromnej ostrożności” – relacjonują druhowie z OSP Zaklików.
Tony wody
Najważniejszym i najbardziej kluczowym zadaniem dla kierujących akcją było stworzenie skutecznej linii obrony i niedopuszczenie do przeniesienia się ognia na sąsiednią halę.
Na placu zakładu składowane były ogromne, wielometrowe stosy przetworzonego drewna – desek i bali. Gdyby iskry poniosły ogień na te składowiska, pożar objąłby cały zakład, a straty poszłyby w dziesiątki milionów. Strażacy centymetr po centymetrze, pod naporem walących się elementów konstrukcyjnych dachu, zalewali ściany ognia tonami wody.
Główne wyzwania:
- ekstremalne promieniowanie cieplne
- zagrożenie sąsiednich hal i silosów
- ryzyko zawalenia się nadpalonej konstrukcji dachu
- toksyczny dym i zerowa widoczność wewnątrz obiektu.
Krajobraz po bitwie i zwrot akcji
Główny pożar udało się okiełznać dopiero nad ranem, w poniedziałek 29 czerwca br. Jednak potężne zwały pelletu mają to do siebie, że potrafią tlić się całymi dniami. O godzinie 10:15 ponownie wezowano strażaków na pogorzelisko. Należało przelać wodą i przekopać zarzewia ognia w najgłębszych, trudno dostępnych zakamarkach spalonej hali.
W trakcie tych prac doszło do niebezpiecznego momentu – nastąpił samozapłon skumulowanego pelletu. Szybka reakcja ratowników zapobiegła nawrotowi żywiołu.
Dopiero w świetle dnia ukazał się pełny obraz zniszczeń. Wnętrze hali wyglądało jak po bombardowaniu. Przełamane, metalowe dźwigary dachowe zwisały bezwładnie nad zniszczoną linią produkcyjną. Popalone taśmociągi, stopione instalacje elektryczne i pokryte grubą warstwą popiołu maszyny to wszystko, co zostało z nowoczesnego dotąd obiektu.
Gigantyczna mobilizacja służb
Skala zagrożenia wymagała rzucenia na odcinek bojowy gigantycznych sił z kilku powiatów. W akcji brały udział zarówno zastępy Państwowej Straży Pożarnej, jak i Ochotniczych Straży Pożarnych, w tym specjalistyczne wozy ochrony dróg oddechowych.
N amiejscu działy OSP Zaklików, OSP Lipa, OSP Zdziechowice, OSP Studzieniec, KP PSP Stalowa Wola, JRG Tarnobrzeg i JRG Łańcut.
Dzięki determinacji strażaków, którzy tej nocy nie zmrużyli oka, udało się ocalić resztę zakładu Dankros. Straty materialne są ogromne i sięgają 10 milionów złotych. (mob)
Czytaj więcej:
Prezydent zapowiedział „Nowy Balcerek”, deweloper odpowiada płotem
Ponad 10 milionów złotych strat – to wstępny, porażający bilans dramatycznego pożaru, który wybuchł w niedzielny wieczór na terenie zakładu PPH Dankros w Zaklikowie (pow. stalowowolski).
Przez kilkanaście godzin kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej walczyło z morderczym ogniem trawiącym halę magazynującą pellet. Dzięki pracy ratowników udało się uratować sąsiednie obiekty przed pożogą.
Dynamiczny rozwój pożaru
Dramat rozpoczął się w niedzielę, 28 czerwca 2026 r. O godzinie 20:32 syreny alarmowe poderwały do walki pierwsze zastępy ochotników z OSP Lipa i OSP Zaklików. Zgłoszenie wskazywało na to, że ogień zajął halę produkcyjno-magazynową pelletu.
Gdy pierwsze wozy strażackie dotarły na miejsce, sytuacja była już krytyczna. Pożar znajdował się w fazie rozwiniętej, a słup gęstego, czarnego dymu strzelał wysoko w niebo. Skala zjawiska była tak ogromna, że mrożący krew w żyłach widok unoszącej się chmury dymu był doskonale widoczny z odległości wielu kilometrów, m.in. przez wypoczywających nad okolicznymi zbiornikami wodnymi.
Woodwardowski, ciężki dym odcinał dopływ światła, a płomienie błyskawicznie zaczęły przepalać dach wielkogabarytowego obiektu, zagrażając stojącym tuż obok potężnym metalowym silosom produkcyjnym.
Pożar w liczbach:
- Godzina zgłoszenia: 20:32
- Szacowane straty: ok. 10 000 000 zł
- Czas trwania głównej akcji: koniec w godzinach porannych.
Jak w hutniczym piecu
Strażacy, którzy ruszyli do natarcia, musieli zmierzyć się nie tylko z samym ogniem, ale też z ekstremalną pogodą. Wysoka temperatura powietrza u progu lata, w połączeniu z potężnym promieniowaniem cieplnym generowanym przez płonący pellet, stworzyły warunki przypominające hutniczy piec.
„Ogień rozwijał się bardzo dynamicznie, a każda kolejna godzina przynosiła nowe zagrożenia. Gęsty, duszący dym i ograniczona niemal do zera widoczność sprawiały, że każde wejście w strefę działań wymagało ogromnej ostrożności” – relacjonują druhowie z OSP Zaklików.
Tony wody
Najważniejszym i najbardziej kluczowym zadaniem dla kierujących akcją było stworzenie skutecznej linii obrony i niedopuszczenie do przeniesienia się ognia na sąsiednią halę.
Na placu zakładu składowane były ogromne, wielometrowe stosy przetworzonego drewna – desek i bali. Gdyby iskry poniosły ogień na te składowiska, pożar objąłby cały zakład, a straty poszłyby w dziesiątki milionów. Strażacy centymetr po centymetrze, pod naporem walących się elementów konstrukcyjnych dachu, zalewali ściany ognia tonami wody.
Główne wyzwania:
- ekstremalne promieniowanie cieplne
- zagrożenie sąsiednich hal i silosów
- ryzyko zawalenia się nadpalonej konstrukcji dachu
- toksyczny dym i zerowa widoczność wewnątrz obiektu.
Krajobraz po bitwie i zwrot akcji
Główny pożar udało się okiełznać dopiero nad ranem, w poniedziałek 29 czerwca br. Jednak potężne zwały pelletu mają to do siebie, że potrafią tlić się całymi dniami. O godzinie 10:15 ponownie wezowano strażaków na pogorzelisko. Należało przelać wodą i przekopać zarzewia ognia w najgłębszych, trudno dostępnych zakamarkach spalonej hali.
W trakcie tych prac doszło do niebezpiecznego momentu – nastąpił samozapłon skumulowanego pelletu. Szybka reakcja ratowników zapobiegła nawrotowi żywiołu.
Dopiero w świetle dnia ukazał się pełny obraz zniszczeń. Wnętrze hali wyglądało jak po bombardowaniu. Przełamane, metalowe dźwigary dachowe zwisały bezwładnie nad zniszczoną linią produkcyjną. Popalone taśmociągi, stopione instalacje elektryczne i pokryte grubą warstwą popiołu maszyny to wszystko, co zostało z nowoczesnego dotąd obiektu.
Gigantyczna mobilizacja służb
Skala zagrożenia wymagała rzucenia na odcinek bojowy gigantycznych sił z kilku powiatów. W akcji brały udział zarówno zastępy Państwowej Straży Pożarnej, jak i Ochotniczych Straży Pożarnych, w tym specjalistyczne wozy ochrony dróg oddechowych.
N amiejscu działy OSP Zaklików, OSP Lipa, OSP Zdziechowice, OSP Studzieniec, KP PSP Stalowa Wola, JRG Tarnobrzeg i JRG Łańcut.
Dzięki determinacji strażaków, którzy tej nocy nie zmrużyli oka, udało się ocalić resztę zakładu Dankros. Straty materialne są ogromne i sięgają 10 milionów złotych. (mob)
Czytaj więcej:
Prezydent zapowiedział „Nowy Balcerek”, deweloper odpowiada płotem
