To była operacja godna hollywoodzkiego kina akcji. Lech Dyblik, znany obecnie aktor, spóźniony na ostatni lot do Rzeszowa, w brawurowy sposób dostał się na pokład kołującego już samolotu. Aktor opowiedział o tym na swoim profilu na Facebooku.
Kulisy tego wydarzenia, które Dyblik nazywał „operacją Polish Way”, do dziś budzą niedowierzanie i wywołują uśmiech na twarzy. Aktor spieszył się na plan serialu “Popielec”, który w całości został nakręcony w Wesołej, wsi w powiecie brzozowskim, w gminie Nozdrzec.
Walka z systemem
Zimą 1982 roku, na samym początku stanu wojennego, młody Lech Dyblik miał wylecieć z Warszawy na plan swojego pierwszego serialu pt. „Popielec”. Dla aktora, który otwarcie przyznaje: „Walka z systemem była zawsze treścią mojego życia”, już samo wejście na lotnisko zwiastowało kłopoty.
Kiedy spóźniony dotarł na terminal krajowy, okazało się, że turbośmigłowy Antonow 24 zaczął już kołować do startu. Kasa biletowa była właśnie zamykana, jednak zdeterminowany aktor przekonał bileterką do sprzedaż na podstawie wcześniejszej rezerwacji. Mając bilet w garści, Dyblik wyprosił od zbierającego się do domu kierownika sali zapasową kartę pokładową. Chwilę później pobiegł wprost do milicjantów sprawdzających dokumenty, rzucając do nich w biegu krótkie: „panowie, ja na Rzeszów”.
Operacja „Polish Way”
Aktor przyrównuje swoje działania na Okęciu do taktyki wojskowej, o której opowiadał mu po latach znajomy oficer elitarnej jednostki GROM.
– Cała zabawa polega na improwizacji, czyli wykonujesz jakiś ruch, patrzysz co się dzieje, podejmujesz następną decyzję i tak idziesz krok po kroku – wyjaśnia Dyblik założenia zasady „Polish Way”, o której opowiedział w jednym z bardzo popularnych filmików na swoim fanpage’u na Facebooku.
Metoda ta zadziałała na lotnisku perfekcyjnie. Kiedy samolot nagle zatrzymał się i wyłączył silniki, aktor zażądał od obsługi transportu do maszyny: „autobus pan wołaj”. W drodze do samolotu, przerażony kierownik sali, zdając sobie sprawę z grożących im konsekwencji w dobie reżimu, próbował przerwać całą akcję. Krzyczał do kierowcy autobusu. Ale ten, z powodu hałasu i głośnej muzyki w kabinie, niczego nie słyszał i jechał dalej po płycie lotniska do kołującego samolotu. „Panie, to jest przecież stan wojenny, to jest kryminał dla pana, dla mnie” – martwił się pracownik lotniska.
Gdy autobus wreszcie podjechał pod maszynę, sytuacja wymagała błyskawicznej akcji. W otwartych drzwiach samolotu pojawiły się twarze zaciekawionych ZOMO-owców. Dyblik szybko kalkulowała ryzyko: „Myślę, nie będę czekał na drabinkę, bo w samolocie są zomowcy, więc jak będę czekał, no to ten się dogada z tymi zomowcami i będzie po ptokach”. Wykorzystując fakt, że drzwi samolotu są otwarte, wybiegł z autobusu. Podskoczył, złapał rant wejścia do maszyny, podciągnął się I wdrapał się na pokład Antonowa. Kiedy pochylił się nad nim zaskoczony funkcjonariusz ZOMO aktor wydusił tylko: „panie, ja muszę do Rzeszowa!”.
Zrezygnowany kierownik lotniska machnął ręką, woląc uniknąć pisania oficjalnych raportów. Dyblik dopiął swego. Podsumował, że był to jednak ekstremalny stres: „W samolocie ząb mnie rozbolał z wrażenia”. Ból ukoiła dopiero tabletka od stewardessy popita wodą od podaną przez zomowca.
Zdumienie w Jasionce
Na tym jednak historia się nie zakończyła. Po wylądowaniu w podrzeszowskiej Jasionce, która w 1982 r. składała się zaledwie z baraku i przystanku autobusowego, pasażerowie oczekiwali na zwykły transport. Nagle na miejsce podjechał błękitny Ford Capri.
W realiach głębokiego PRL-u zachodni wóz był zjawiskiem niemal z innej planety. Stanowił symbol luksusu i prestiżu, absolutnie nieosiągalny dla przeciętnego Polaka. Sam aktor relacjonuje reakcję świadków dosadnie: „My takie gały, bo to 1982 rok”. Z luksusowego wozu wysiadł kierowca poszukujący „pana Dyblika”. To ekipa filmowa z Rzeszowa przysłała po niego osobiste auto. Tłum rzeszowian zamarł ze zdumienia na widok człowieka, dla którego w Warszawie wstrzymano lot rejsowy, a w Rzeszowie podstawiono ekskluzywny, zachodni samochód.
Był i Hotel Rzeszów
Dzień pełen wrażeń Dyblik zakończył w nocnym barze w słynnym Hotelu Rzeszów. To właśnie tam spotkał przy wódce pilotów feralnego lotu. Na jego widok skwitowali całe zajście krótko: „panie, nie wyobrażasz se pan, jaki przez pana był burdel na radiu”.
I choć cała wyprawa była podyktowana rolą w „Popielcu”, serialu opowiadającym o trudnych wojennych losach polskiej wsi, to brawurowa podróż Lecha Dyblika przeżyła serial, o którym dzis praktycznie zapomniano.
“Popielec” – scenarzystą był Wiesław Myśliwski
Już po emisji pierwszych odcinków “Popielca” twórcom serialu zarzucono szokowanie brutalnością i erotyzmem. Nadchodziły dziesiątki listów od czytelników oburzonych negatywnym potraktowaniem chłopów. Scenariusz serialu powstał na podstawie powieści Włodzimierza Kłaczyńskiego. Jednym ze scenarzystów był Wiesław Myśliwski, autor książki “Konopielka”, co wszystko pamiętającym czasu PRL-u mówi wiele.
Lech Dyblik podczas występu w Złocieńcu w 2013 r.
Lech Dyblik, ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. W latach 1981-87 był zatrudniony w Teatrze Narodowym w Warszawie. Znany jest z wielu ról, w tym w “Weselu” Wojciecha Smarzowskiego. Obecnie, oprócz tego, że występuje jako aktor i pieśniarz, prowadzi własny fanpage na Facebooku. Jego profil należy do najczęściej komentowanych w polskim Internecie.
A tak sam opowiada, w swoim niepodrabialnym stylu, o słynnym locie na podrzeszowską Jasionkę. (mob)
Czytaj więcej:
Rzeszów rowerową pustynią czy liderem? Działacze alarmują: “Bezpiecznych tras nadal brakuje”
To była operacja godna hollywoodzkiego kina akcji. Lech Dyblik, znany obecnie aktor, spóźniony na ostatni lot do Rzeszowa, w brawurowy sposób dostał się na pokład kołującego już samolotu. Aktor opowiedział o tym na swoim profilu na Facebooku.
Kulisy tego wydarzenia, które Dyblik nazywał „operacją Polish Way”, do dziś budzą niedowierzanie i wywołują uśmiech na twarzy. Aktor spieszył się na plan serialu “Popielec”, który w całości został nakręcony w Wesołej, wsi w powiecie brzozowskim, w gminie Nozdrzec.
Walka z systemem
Zimą 1982 roku, na samym początku stanu wojennego, młody Lech Dyblik miał wylecieć z Warszawy na plan swojego pierwszego serialu pt. „Popielec”. Dla aktora, który otwarcie przyznaje: „Walka z systemem była zawsze treścią mojego życia”, już samo wejście na lotnisko zwiastowało kłopoty.
Kiedy spóźniony dotarł na terminal krajowy, okazało się, że turbośmigłowy Antonow 24 zaczął już kołować do startu. Kasa biletowa była właśnie zamykana, jednak zdeterminowany aktor przekonał bileterką do sprzedaż na podstawie wcześniejszej rezerwacji. Mając bilet w garści, Dyblik wyprosił od zbierającego się do domu kierownika sali zapasową kartę pokładową. Chwilę później pobiegł wprost do milicjantów sprawdzających dokumenty, rzucając do nich w biegu krótkie: „panowie, ja na Rzeszów”.
Operacja „Polish Way”
Aktor przyrównuje swoje działania na Okęciu do taktyki wojskowej, o której opowiadał mu po latach znajomy oficer elitarnej jednostki GROM.
– Cała zabawa polega na improwizacji, czyli wykonujesz jakiś ruch, patrzysz co się dzieje, podejmujesz następną decyzję i tak idziesz krok po kroku – wyjaśnia Dyblik założenia zasady „Polish Way”, o której opowiedział w jednym z bardzo popularnych filmików na swoim fanpage’u na Facebooku.
Metoda ta zadziałała na lotnisku perfekcyjnie. Kiedy samolot nagle zatrzymał się i wyłączył silniki, aktor zażądał od obsługi transportu do maszyny: „autobus pan wołaj”. W drodze do samolotu, przerażony kierownik sali, zdając sobie sprawę z grożących im konsekwencji w dobie reżimu, próbował przerwać całą akcję. Krzyczał do kierowcy autobusu. Ale ten, z powodu hałasu i głośnej muzyki w kabinie, niczego nie słyszał i jechał dalej po płycie lotniska do kołującego samolotu. „Panie, to jest przecież stan wojenny, to jest kryminał dla pana, dla mnie” – martwił się pracownik lotniska.
Gdy autobus wreszcie podjechał pod maszynę, sytuacja wymagała błyskawicznej akcji. W otwartych drzwiach samolotu pojawiły się twarze zaciekawionych ZOMO-owców. Dyblik szybko kalkulowała ryzyko: „Myślę, nie będę czekał na drabinkę, bo w samolocie są zomowcy, więc jak będę czekał, no to ten się dogada z tymi zomowcami i będzie po ptokach”. Wykorzystując fakt, że drzwi samolotu są otwarte, wybiegł z autobusu. Podskoczył, złapał rant wejścia do maszyny, podciągnął się I wdrapał się na pokład Antonowa. Kiedy pochylił się nad nim zaskoczony funkcjonariusz ZOMO aktor wydusił tylko: „panie, ja muszę do Rzeszowa!”.
Zrezygnowany kierownik lotniska machnął ręką, woląc uniknąć pisania oficjalnych raportów. Dyblik dopiął swego. Podsumował, że był to jednak ekstremalny stres: „W samolocie ząb mnie rozbolał z wrażenia”. Ból ukoiła dopiero tabletka od stewardessy popita wodą od podaną przez zomowca.
Zdumienie w Jasionce
Na tym jednak historia się nie zakończyła. Po wylądowaniu w podrzeszowskiej Jasionce, która w 1982 r. składała się zaledwie z baraku i przystanku autobusowego, pasażerowie oczekiwali na zwykły transport. Nagle na miejsce podjechał błękitny Ford Capri.
W realiach głębokiego PRL-u zachodni wóz był zjawiskiem niemal z innej planety. Stanowił symbol luksusu i prestiżu, absolutnie nieosiągalny dla przeciętnego Polaka. Sam aktor relacjonuje reakcję świadków dosadnie: „My takie gały, bo to 1982 rok”. Z luksusowego wozu wysiadł kierowca poszukujący „pana Dyblika”. To ekipa filmowa z Rzeszowa przysłała po niego osobiste auto. Tłum rzeszowian zamarł ze zdumienia na widok człowieka, dla którego w Warszawie wstrzymano lot rejsowy, a w Rzeszowie podstawiono ekskluzywny, zachodni samochód.
Był i Hotel Rzeszów
Dzień pełen wrażeń Dyblik zakończył w nocnym barze w słynnym Hotelu Rzeszów. To właśnie tam spotkał przy wódce pilotów feralnego lotu. Na jego widok skwitowali całe zajście krótko: „panie, nie wyobrażasz se pan, jaki przez pana był burdel na radiu”.
I choć cała wyprawa była podyktowana rolą w „Popielcu”, serialu opowiadającym o trudnych wojennych losach polskiej wsi, to brawurowa podróż Lecha Dyblika przeżyła serial, o którym dzis praktycznie zapomniano.
“Popielec” – scenarzystą był Wiesław Myśliwski
Już po emisji pierwszych odcinków “Popielca” twórcom serialu zarzucono szokowanie brutalnością i erotyzmem. Nadchodziły dziesiątki listów od czytelników oburzonych negatywnym potraktowaniem chłopów. Scenariusz serialu powstał na podstawie powieści Włodzimierza Kłaczyńskiego. Jednym ze scenarzystów był Wiesław Myśliwski, autor książki “Konopielka”, co wszystko pamiętającym czasu PRL-u mówi wiele.
Lech Dyblik podczas występu w Złocieńcu w 2013 r.
Lech Dyblik, ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. W latach 1981-87 był zatrudniony w Teatrze Narodowym w Warszawie. Znany jest z wielu ról, w tym w “Weselu” Wojciecha Smarzowskiego. Obecnie, oprócz tego, że występuje jako aktor i pieśniarz, prowadzi własny fanpage na Facebooku. Jego profil należy do najczęściej komentowanych w polskim Internecie.
A tak sam opowiada, w swoim niepodrabialnym stylu, o słynnym locie na podrzeszowską Jasionkę. (mob)
Czytaj więcej:
Rzeszów rowerową pustynią czy liderem? Działacze alarmują: “Bezpiecznych tras nadal brakuje”
