June 17, 2026
Zdjęcie: Budowa odcinka S19 Domaradz - Iskrzynia (Krosno), fot. GDDKiA Oddział Rzeszów

Budowa strategicznego odcinka S19 na Podkarpaciu zamieniła się w jeden z najpoważniejszych konfliktów infrastrukturalnych ostatnich lat. Po zerwaniu kontraktu przez GDDKiA wykonawca przechodzi do ofensywy i kieruje sprawę do sądu. Stawką są setki milionów złotych, odpowiedzialność za fiasko inwestycji oraz przyszłość kluczowego fragmentu Via Carpatii.

Spór wokół budowy odcinka S19 Domaradz – Iskrzynia wkracza właśnie w nowy, jeszcze bardziej gorący etap.

GDDKiA zerwała kontrakt

14 maja Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała o rozwiązaniu umowy z Mostostalem Warszawa na realizację podkarpackiego odcinka S19 między Domaradzem a Iskrzynią. Według inwestora decyzja była konsekwencją działań wykonawcy, które miały prowadzić do zmian projektowych niezgodnych z decyzją środowiskową, a w efekcie do kolejnych opóźnień i problemów administracyjnych. GDDKiA podkreślała również, że firma nie zastosowała się do wezwania do natychmiastowego wznowienia robót.

Konflikt zaczął narastać już wcześniej. 2 kwietnia Mostostal Warszawa poinformował o odstąpieniu od kontraktu, wskazując m.in. na nieprzewidziane warunki gruntowe, konieczność wydłużenia obiektów inżynierskich oraz problemy we współpracy z inwestorem. GDDKiA uznała jednak to oświadczenie za bezskuteczne i konsekwentnie utrzymuje, że odpowiedzialność za sytuację ponosi wykonawca.

Alarmujące liczby na budowie S19

Skala problemów, na którą wskazuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, jest ogromna. Według danych przedstawionych przez inwestora wniosek o wydanie decyzji ZRID został złożony ze 188-dniowym opóźnieniem względem terminu kontraktowego. Sama decyzja umożliwiająca rozpoczęcie budowy została wydana dopiero w lipcu 2025 roku.

Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące zaawansowania prac. Na dzień rozwiązania kontraktu wykonanie inwestycji szacowano na zaledwie 13 procent, mimo że wykorzystano już około 96 procent czasu przewidzianego w umowie. Opóźnienie jednego z kluczowych etapów realizacji przekraczało 18 miesięcy, a pierwotny termin zakończenia inwestycji wyznaczony na 7 czerwca 2026 roku stał się całkowicie nierealny.

Mostostal idzie do sądu

Teraz spór przenosi się na salę sądową. 16 czerwca spółka Mostostal Warszawa S.A. poinformowała o wniesieniu pozwu przeciwko Skarbowi Państwa – Generalnemu Dyrektorowi Dróg Krajowych i Autostrad.

„Przedmiotem pozwu są roszczenia związane z odstąpieniem przez Spółkę od umowy nr 2410.0.2022 zawartej w dniu 7 listopada 2022 r. na wykonanie zadania pn. „Zaprojektowanie i budowa drogi ekspresowej S19 na odcinku od węzła Domaradz (bez węzła) do węzła Iskrzynia (bez węzła) dł. ok. 12,5 km”, z przyczyn leżących po stronie Pozwanego” – poinformował Mostostal.

Spółka domaga się od GDDKiA i Skarbu Państwa zapłaty łącznie 152 538 552,55 zł wraz z odsetkami ustawowymi. Roszczenie obejmuje kilka składowych kwot, od których naliczane mają być dodatkowe odsetki za opóźnienie. To kolejny etap walki o odpowiedzialność za zerwanie kontraktu, w której obie strony od miesięcy prezentują całkowicie odmienne stanowiska.

Sądy już zabezpieczyły część roszczeń

W swoim komunikacie Mostostal ujawnił również, że pozew został złożony między innymi w celu utrzymania w mocy wcześniej uzyskanych zabezpieczeń sądowych.

Spółka przypomniała, że 27 maja Sąd Okręgowy w Rzeszowie udzielił zabezpieczenia roszczeń związanych z gwarancją należytego wykonania umowy oraz zobowiązaniami wynikającymi z rękojmi i gwarancji jakości. Kilka dni później (3 czerwca) podobne zabezpieczenie dotyczące gwarancji zwrotu zaliczki wydał także Sąd Okręgowy w Warszawie.

To oznacza, że spór nie dotyczy wyłącznie pieniędzy. Toczy się również o możliwość korzystania przez strony z instrumentów zabezpieczających przewidzianych w kontrakcie.

Mostostal zablokuje sięganie po gwarancje?

W pozwie znalazły się również wnioski o ustalenie, że GDDKiA nie przysługują określone uprawnienia związane z gwarancjami i potrąceniami. „Spółka wniosła pozew również w celu utrzymania w mocy zabezpieczeń udzielonych” – poinformował Mostostal.

Firma domaga się między innymi sądowego potwierdzenia, że inwestorowi nie przysługują roszczenia do środków zgromadzonych w ramach gwarancji należytego wykonania umowy oraz gwarancji zwrotu zaliczki. W pozwie znalazł się także wniosek o nakazanie GDDKiA powstrzymania się od pobierania środków z gwarancji zwrotu zaliczki.

To może być dopiero początek

Znaczący fragment oświadczenia Mostostalu znajduje się też na końcu komunikatu. Spółka wyraźnie zastrzegła, że obecny pozew nie zamyka katalogu jej żądań wobec inwestora. „Spółka zastrzegła w pozwie, że pozew ten nie wyczerpuje całości roszczeń Spółki wynikających z Umowy lub będących z nią w związku” – poinformował Mostostal.

To oznacza, że kwota ponad 152 mln zł może nie być ostateczną wartością sporu. Tymczasem GDDKiA nie zmienia swojego stanowiska i nadal utrzymuje, że rozwiązanie umowy nastąpiło z winy wykonawcy, który nie realizował kontraktu zgodnie z harmonogramem i nie wrócił na plac budowy mimo wezwania inwestora.

Przed sądami zapowiada się więc długa batalia, której wynik może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla obu stron konfliktu, ale także dla dalszych losów jednego z najważniejszych odcinków trasy Via Carpatia na Podkarpaciu.

Czytaj więcej:

Rzeszów rowerową pustynią czy liderem? Działacze alarmują: “Bezpiecznych tras nadal brakuje”

Zdjęcie: Budowa odcinka S19 Domaradz – Iskrzynia (Krosno), fot. GDDKiA Oddział Rzeszów

Budowa strategicznego odcinka S19 na Podkarpaciu zamieniła się w jeden z najpoważniejszych konfliktów infrastrukturalnych ostatnich lat. Po zerwaniu kontraktu przez GDDKiA wykonawca przechodzi do ofensywy i kieruje sprawę do sądu. Stawką są setki milionów złotych, odpowiedzialność za fiasko inwestycji oraz przyszłość kluczowego fragmentu Via Carpatii.

Spór wokół budowy odcinka S19 Domaradz – Iskrzynia wkracza właśnie w nowy, jeszcze bardziej gorący etap.

GDDKiA zerwała kontrakt

14 maja Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała o rozwiązaniu umowy z Mostostalem Warszawa na realizację podkarpackiego odcinka S19 między Domaradzem a Iskrzynią. Według inwestora decyzja była konsekwencją działań wykonawcy, które miały prowadzić do zmian projektowych niezgodnych z decyzją środowiskową, a w efekcie do kolejnych opóźnień i problemów administracyjnych. GDDKiA podkreślała również, że firma nie zastosowała się do wezwania do natychmiastowego wznowienia robót.

Konflikt zaczął narastać już wcześniej. 2 kwietnia Mostostal Warszawa poinformował o odstąpieniu od kontraktu, wskazując m.in. na nieprzewidziane warunki gruntowe, konieczność wydłużenia obiektów inżynierskich oraz problemy we współpracy z inwestorem. GDDKiA uznała jednak to oświadczenie za bezskuteczne i konsekwentnie utrzymuje, że odpowiedzialność za sytuację ponosi wykonawca.

Alarmujące liczby na budowie S19

Skala problemów, na którą wskazuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, jest ogromna. Według danych przedstawionych przez inwestora wniosek o wydanie decyzji ZRID został złożony ze 188-dniowym opóźnieniem względem terminu kontraktowego. Sama decyzja umożliwiająca rozpoczęcie budowy została wydana dopiero w lipcu 2025 roku.

Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące zaawansowania prac. Na dzień rozwiązania kontraktu wykonanie inwestycji szacowano na zaledwie 13 procent, mimo że wykorzystano już około 96 procent czasu przewidzianego w umowie. Opóźnienie jednego z kluczowych etapów realizacji przekraczało 18 miesięcy, a pierwotny termin zakończenia inwestycji wyznaczony na 7 czerwca 2026 roku stał się całkowicie nierealny.

Mostostal idzie do sądu

Teraz spór przenosi się na salę sądową. 16 czerwca spółka Mostostal Warszawa S.A. poinformowała o wniesieniu pozwu przeciwko Skarbowi Państwa – Generalnemu Dyrektorowi Dróg Krajowych i Autostrad.

„Przedmiotem pozwu są roszczenia związane z odstąpieniem przez Spółkę od umowy nr 2410.0.2022 zawartej w dniu 7 listopada 2022 r. na wykonanie zadania pn. „Zaprojektowanie i budowa drogi ekspresowej S19 na odcinku od węzła Domaradz (bez węzła) do węzła Iskrzynia (bez węzła) dł. ok. 12,5 km”, z przyczyn leżących po stronie Pozwanego” – poinformował Mostostal.

Spółka domaga się od GDDKiA i Skarbu Państwa zapłaty łącznie 152 538 552,55 zł wraz z odsetkami ustawowymi. Roszczenie obejmuje kilka składowych kwot, od których naliczane mają być dodatkowe odsetki za opóźnienie. To kolejny etap walki o odpowiedzialność za zerwanie kontraktu, w której obie strony od miesięcy prezentują całkowicie odmienne stanowiska.

Sądy już zabezpieczyły część roszczeń

W swoim komunikacie Mostostal ujawnił również, że pozew został złożony między innymi w celu utrzymania w mocy wcześniej uzyskanych zabezpieczeń sądowych.

Spółka przypomniała, że 27 maja Sąd Okręgowy w Rzeszowie udzielił zabezpieczenia roszczeń związanych z gwarancją należytego wykonania umowy oraz zobowiązaniami wynikającymi z rękojmi i gwarancji jakości. Kilka dni później (3 czerwca) podobne zabezpieczenie dotyczące gwarancji zwrotu zaliczki wydał także Sąd Okręgowy w Warszawie.

To oznacza, że spór nie dotyczy wyłącznie pieniędzy. Toczy się również o możliwość korzystania przez strony z instrumentów zabezpieczających przewidzianych w kontrakcie.

Mostostal zablokuje sięganie po gwarancje?

W pozwie znalazły się również wnioski o ustalenie, że GDDKiA nie przysługują określone uprawnienia związane z gwarancjami i potrąceniami. „Spółka wniosła pozew również w celu utrzymania w mocy zabezpieczeń udzielonych” – poinformował Mostostal.

Firma domaga się między innymi sądowego potwierdzenia, że inwestorowi nie przysługują roszczenia do środków zgromadzonych w ramach gwarancji należytego wykonania umowy oraz gwarancji zwrotu zaliczki. W pozwie znalazł się także wniosek o nakazanie GDDKiA powstrzymania się od pobierania środków z gwarancji zwrotu zaliczki.

To może być dopiero początek

Znaczący fragment oświadczenia Mostostalu znajduje się też na końcu komunikatu. Spółka wyraźnie zastrzegła, że obecny pozew nie zamyka katalogu jej żądań wobec inwestora. „Spółka zastrzegła w pozwie, że pozew ten nie wyczerpuje całości roszczeń Spółki wynikających z Umowy lub będących z nią w związku” – poinformował Mostostal.

To oznacza, że kwota ponad 152 mln zł może nie być ostateczną wartością sporu. Tymczasem GDDKiA nie zmienia swojego stanowiska i nadal utrzymuje, że rozwiązanie umowy nastąpiło z winy wykonawcy, który nie realizował kontraktu zgodnie z harmonogramem i nie wrócił na plac budowy mimo wezwania inwestora.

Przed sądami zapowiada się więc długa batalia, której wynik może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla obu stron konfliktu, ale także dla dalszych losów jednego z najważniejszych odcinków trasy Via Carpatia na Podkarpaciu.

Czytaj więcej:

Rzeszów rowerową pustynią czy liderem? Działacze alarmują: “Bezpiecznych tras nadal brakuje”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *