To miała być spokojna dzielnica Rzeszowa, idealna do życia dla rodzin. Od kilku lat przypomina jednak pole bitwy, na którym główną bronią jest… uciążliwe pianie ptactwa.
Pan Marek Zaniewicz, mieszkaniec osiedla w Rzeszowie, od pięciu lat toczy batalię z sąsiadem, który w gęstej zabudowie urządził sobie nietypową hodowlę. Obecnie stado liczy 19 kogutów i około 15 kur.
“Jeden kończy, zaczyna drugi”
Problem zaczyna się każdego dnia o świcie. Ptaki potrafią piać godzinami, co przy otwartych oknach w lecie staje się dla sąsiadów nie do zniesienia. – Słyszy pani? Jeden kończy, zaczyna drugi, a jak wejdą na wysokie C, to dają od godziny 4 do 6 rano – żali się Jacek Matuszek, inny mieszkaniec osiedla.
Według relacji pana Marka, konflikt ma charakter złośliwy. Właściciel ptactwa podczas rozprawy sądowej miał nawet stwierdzić, że „szukał w internecie kogutów, które miauczą”, co spotkało się z natychmiastową reakcją sędziego. – Po co na 10 kur 21 kogutów? On to robi po złości – twierdzi pan Marek.
Sądowy wyrok i wzajemne oskarżenia
Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który nakazał właścicielowi zaprzestania uciążliwości. Nałożono na niego karę finansową, jednak według sąsiadów, zamiast spokoju, przyniosło to eskalację konfliktu. Pełnomocnik pana Marka, Adam Olech, podkreśla, że hodowla zwierząt w takim miejscu jest dopuszczalna tylko wtedy, gdy nie dochodzi do nadmiernego hałasu czy odoru.
Właściciel kogutów odpiera zarzuty, atakując sąsiadów. Na pana Marka złożył już 11 doniesień do prokuratury, m.in. o znęcanie się nad zwierzętami i niszczenie mienia – wszystkie zostały umorzone. W rozmowie z reporterką „Interwencji” mężczyzna zachowywał się agresywnie, nazywając sąsiadów „przestępcami” i oskarżając ich o podrzucanie trutki. Dowodów jednak nie przedstawił.
Brak skutecznych narzędzi?
Mimo setek interwencji straży miejskiej i policji, sytuacja pozostaje patowa. Kolejne mandaty nie zmieniają postawy hodowcy. Policjanci przyjeżdżający na miejsce przyznają, że to wieloletnia batalia, nad którą trudno zapanować. – On musi dostać porządnego kopa od strony urzędu, sądu. Kara musi być dotkliwa, bo na razie czuje się bezkarny – podsumowuje Marek Zaniewicz.
Na ten moment rzeszowskie osiedle pozostaje zakładnikiem 19 kogutów, a finału konfliktu, który niszczy życie kilku rodzin, wciąż nie widać. (am)
Czytaj więcej:
Podpalił posesję i groził śmiercią. 58-latek spod Rzeszowa zamienił życie bliskich w koszmar
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
To miała być spokojna dzielnica Rzeszowa, idealna do życia dla rodzin. Od kilku lat przypomina jednak pole bitwy, na którym główną bronią jest… uciążliwe pianie ptactwa.
Pan Marek Zaniewicz, mieszkaniec osiedla w Rzeszowie, od pięciu lat toczy batalię z sąsiadem, który w gęstej zabudowie urządził sobie nietypową hodowlę. Obecnie stado liczy 19 kogutów i około 15 kur.
“Jeden kończy, zaczyna drugi”
Problem zaczyna się każdego dnia o świcie. Ptaki potrafią piać godzinami, co przy otwartych oknach w lecie staje się dla sąsiadów nie do zniesienia. – Słyszy pani? Jeden kończy, zaczyna drugi, a jak wejdą na wysokie C, to dają od godziny 4 do 6 rano – żali się Jacek Matuszek, inny mieszkaniec osiedla.
Według relacji pana Marka, konflikt ma charakter złośliwy. Właściciel ptactwa podczas rozprawy sądowej miał nawet stwierdzić, że „szukał w internecie kogutów, które miauczą”, co spotkało się z natychmiastową reakcją sędziego. – Po co na 10 kur 21 kogutów? On to robi po złości – twierdzi pan Marek.
Sądowy wyrok i wzajemne oskarżenia
Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który nakazał właścicielowi zaprzestania uciążliwości. Nałożono na niego karę finansową, jednak według sąsiadów, zamiast spokoju, przyniosło to eskalację konfliktu. Pełnomocnik pana Marka, Adam Olech, podkreśla, że hodowla zwierząt w takim miejscu jest dopuszczalna tylko wtedy, gdy nie dochodzi do nadmiernego hałasu czy odoru.
Właściciel kogutów odpiera zarzuty, atakując sąsiadów. Na pana Marka złożył już 11 doniesień do prokuratury, m.in. o znęcanie się nad zwierzętami i niszczenie mienia – wszystkie zostały umorzone. W rozmowie z reporterką „Interwencji” mężczyzna zachowywał się agresywnie, nazywając sąsiadów „przestępcami” i oskarżając ich o podrzucanie trutki. Dowodów jednak nie przedstawił.
Brak skutecznych narzędzi?
Mimo setek interwencji straży miejskiej i policji, sytuacja pozostaje patowa. Kolejne mandaty nie zmieniają postawy hodowcy. Policjanci przyjeżdżający na miejsce przyznają, że to wieloletnia batalia, nad którą trudno zapanować. – On musi dostać porządnego kopa od strony urzędu, sądu. Kara musi być dotkliwa, bo na razie czuje się bezkarny – podsumowuje Marek Zaniewicz.
Na ten moment rzeszowskie osiedle pozostaje zakładnikiem 19 kogutów, a finału konfliktu, który niszczy życie kilku rodzin, wciąż nie widać. (am)
Czytaj więcej:
Podpalił posesję i groził śmiercią. 58-latek spod Rzeszowa zamienił życie bliskich w koszmar
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
