April 6, 2026
dziki w centrum rzeszowa
Zdjęcie: Internauta

Reklama

Mieszkańcy okolic rzeszowskiego Nowego Światu przecierali oczy ze zdumienia. Zamiast wieczornych spacerowiczów, na pasach przy wieżowcu Bryksy pojawiła się wataha dzików.

Zwierzęta, niczym zdyscyplinowana grupa wycieczkowa, pewnie pokonały ulicę Krakowską i poszło dalej w… miasto, zamiast las.

Spacerowicze na czterech racicach

Nagranie, które trafiło do sieci, budzi emocje nie tylko ze względu na skalę zjawiska, ale i zachowanie samych zwierząt. Na filmie widać potężną watahę, która z niemal ludzką precyzją korzysta z infrastruktury miejskiej. „Panowie najpierw grzecznie przeszli przez przejście dla pieszych” – relacjonuje jeden z internautów. Zwierzęta przemieszczały się od strony nowoczesnego wieżowca Bryksy, przecięły ruchliwą ulicę Krakowską i skierowały się w stronę garaży przy galerii handlowej Nowy Świat.

Niektórzy komentatorzy żartują, że „idą do Alohy” (klubu w Rzeszowie) lub „wracają od rodziny ze świąt”, sytuacja jest obrazem szerszego trendu, który od miesięcy zastanawia specjalistów.

Matriarchat na miejskim asfalcie

To, co laicy biorą za dość chaotyczną grupę, w rzeczywistości jest ściśle zhierarchizowaną strukturą społeczną. Wataha widoczna na nagraniu składa się zazwyczaj z loch (samic), tegorocznych warchlaków oraz tzw. przelatków, czyli młodych dzików w wieku od roku do dwóch lat.

Co istotne, w tym świecie panuje twardy matriarchat. Na czele grupy zawsze stoi najstarsza i najbardziej doświadczona samica, zwana lochą prowadzącą. To ona pełni rolę „przewodnika wycieczki”. Ocenia ryzyko, decyduje o kierunku marszu i to za nią podąża reszta rodziny, co doskonale widać na filmie, gdy wataha karnie przecina jezdnię.

Ludzie do lasu, dziki do miasta

Pod filmikiem w social mediach wywiązała się dyskusja na temat tego, gdzie dziś łatwiej spotkać dziką zwierzynę. Podczas gdy niektórzy narzekają, że w lesie dzika „nie uświadczysz”, inni celnie punktują: w lasach jest dziś taki tłum ludzi szukających energii słonecznej i rekreacji, że zwierzęta po prostu z nich uciekły.

Zaskakujące, że te obserwacje potwierdzają ubiegłoroczne dane Polskiego Związku Łowieckiego! Przytacza je Serwis Samorządowy PAP, który wskazuje, że po zimie dzików może być więcej w… miastach niż na obszarach polowań.

Miasto stało się dla nich „oazą”. Nie ma tu naturalnych wrogów (wilków), za to pod dostatkiem jest wysokoenergetycznego pożywienia w źle zabezpieczonych śmietnikach. Efekt? Urbanizacja gatunku postępuje tak szybko, że lochy są w stanie wyprowadzać nawet dwa mioty rocznie.

„Gorący kartofel”, czyli kto ma posprzątać ten problem?

Materiały wideo z miast takich jak Rzeszów to nie tylko ciekawostka przyrodnicza, ale i realny problem prawny. Jak wskazuje Komisja Gospodarki Komunalnej i Środowiska Związku Miast Polskich, obecność dzików w miastach to sytuacja patowa pod względem kompetencji.

Problem jest „przerzucany” między trzema ministerstwami: Klimatu, Rolnictwa oraz MSWiA. Prawnicy i samorządowcy nazywają tę sytuację „gorącym kartoflem”. Kto powinien płacić za odłów? Kto za odstrzał redukcyjny? Choć prawo łowieckie wskazuje na starostę, w praktyce koszty często próbuje się przypisać gminom. Tymczasem Regionalne Izby Obrachunkowe kwestionują takie wydatki, twierdząc, że walka z dzikami nie jest zadaniem własnym gminy.

Wieczorny żer pod galerią handlową

Rzeszowska wataha dzików wygląda na spokojną i „ułożoną”, eksperci ostrzegają przed bagatelizowaniem problemu. Dziki niszczą mienie, infrastrukturę i mogą stanowić realne zagrożenie dla ruchu drogowego, co widać na przykładzie przecięcia ulicy Krakowskiej.   

Dopóki przepisy nie zostaną doprecyzowane, a system finansowania odłowu jasny, rzeszowianie muszą przyzwyczaić się do tego, że na przejściu dla pieszych częściej niż sąsiada, mogą spotkać dziką rodzinę udającą się na wieczorny żer pod galerię handlową. (mob)

Czytaj więcej: 

Totalny absurd. Podkarpacie znów w “Czarnej Księdze” chybionych inwestycji [PRZYKŁADY]

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

dziki w centrum rzeszowa
Zdjęcie: Internauta

Reklama

Mieszkańcy okolic rzeszowskiego Nowego Światu przecierali oczy ze zdumienia. Zamiast wieczornych spacerowiczów, na pasach przy wieżowcu Bryksy pojawiła się wataha dzików.

Zwierzęta, niczym zdyscyplinowana grupa wycieczkowa, pewnie pokonały ulicę Krakowską i poszło dalej w… miasto, zamiast las.

Spacerowicze na czterech racicach

Nagranie, które trafiło do sieci, budzi emocje nie tylko ze względu na skalę zjawiska, ale i zachowanie samych zwierząt. Na filmie widać potężną watahę, która z niemal ludzką precyzją korzysta z infrastruktury miejskiej. „Panowie najpierw grzecznie przeszli przez przejście dla pieszych” – relacjonuje jeden z internautów. Zwierzęta przemieszczały się od strony nowoczesnego wieżowca Bryksy, przecięły ruchliwą ulicę Krakowską i skierowały się w stronę garaży przy galerii handlowej Nowy Świat.

Niektórzy komentatorzy żartują, że „idą do Alohy” (klubu w Rzeszowie) lub „wracają od rodziny ze świąt”, sytuacja jest obrazem szerszego trendu, który od miesięcy zastanawia specjalistów.

Matriarchat na miejskim asfalcie

To, co laicy biorą za dość chaotyczną grupę, w rzeczywistości jest ściśle zhierarchizowaną strukturą społeczną. Wataha widoczna na nagraniu składa się zazwyczaj z loch (samic), tegorocznych warchlaków oraz tzw. przelatków, czyli młodych dzików w wieku od roku do dwóch lat.

Co istotne, w tym świecie panuje twardy matriarchat. Na czele grupy zawsze stoi najstarsza i najbardziej doświadczona samica, zwana lochą prowadzącą. To ona pełni rolę „przewodnika wycieczki”. Ocenia ryzyko, decyduje o kierunku marszu i to za nią podąża reszta rodziny, co doskonale widać na filmie, gdy wataha karnie przecina jezdnię.

Ludzie do lasu, dziki do miasta

Pod filmikiem w social mediach wywiązała się dyskusja na temat tego, gdzie dziś łatwiej spotkać dziką zwierzynę. Podczas gdy niektórzy narzekają, że w lesie dzika „nie uświadczysz”, inni celnie punktują: w lasach jest dziś taki tłum ludzi szukających energii słonecznej i rekreacji, że zwierzęta po prostu z nich uciekły.

Zaskakujące, że te obserwacje potwierdzają ubiegłoroczne dane Polskiego Związku Łowieckiego! Przytacza je Serwis Samorządowy PAP, który wskazuje, że po zimie dzików może być więcej w… miastach niż na obszarach polowań.

Miasto stało się dla nich „oazą”. Nie ma tu naturalnych wrogów (wilków), za to pod dostatkiem jest wysokoenergetycznego pożywienia w źle zabezpieczonych śmietnikach. Efekt? Urbanizacja gatunku postępuje tak szybko, że lochy są w stanie wyprowadzać nawet dwa mioty rocznie.

„Gorący kartofel”, czyli kto ma posprzątać ten problem?

Materiały wideo z miast takich jak Rzeszów to nie tylko ciekawostka przyrodnicza, ale i realny problem prawny. Jak wskazuje Komisja Gospodarki Komunalnej i Środowiska Związku Miast Polskich, obecność dzików w miastach to sytuacja patowa pod względem kompetencji.

Problem jest „przerzucany” między trzema ministerstwami: Klimatu, Rolnictwa oraz MSWiA. Prawnicy i samorządowcy nazywają tę sytuację „gorącym kartoflem”. Kto powinien płacić za odłów? Kto za odstrzał redukcyjny? Choć prawo łowieckie wskazuje na starostę, w praktyce koszty często próbuje się przypisać gminom. Tymczasem Regionalne Izby Obrachunkowe kwestionują takie wydatki, twierdząc, że walka z dzikami nie jest zadaniem własnym gminy.

Wieczorny żer pod galerią handlową

Rzeszowska wataha dzików wygląda na spokojną i „ułożoną”, eksperci ostrzegają przed bagatelizowaniem problemu. Dziki niszczą mienie, infrastrukturę i mogą stanowić realne zagrożenie dla ruchu drogowego, co widać na przykładzie przecięcia ulicy Krakowskiej.   

Dopóki przepisy nie zostaną doprecyzowane, a system finansowania odłowu jasny, rzeszowianie muszą przyzwyczaić się do tego, że na przejściu dla pieszych częściej niż sąsiada, mogą spotkać dziką rodzinę udającą się na wieczorny żer pod galerię handlową. (mob)

Czytaj więcej: 

Totalny absurd. Podkarpacie znów w “Czarnej Księdze” chybionych inwestycji [PRZYKŁADY]

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *