Władze Rzeszowa kreślą wizję nowoczesnego targowiska na wzór Barcelony. Jak sprawdzili mieszkańcy, kataloński wzór to przykład jak miasto zachowało własność targowisk. Władze Stolicy Podkarpacia serwują tymczasem narrację na „umierania” i „śmierci” tzw. Balcerka, co ma wspierać ideę przekazania deweloperowi działki pod targiem.
Podczas wtorkowej debaty na sesji Rady Miasta Rzeszowa ponownie pojawiła się Barcelona i jeden z jej targów w kontekście zmiany działek z deweloperem, w tym tej pod legendarnym “Balcerkiem”. Czy miasto rzeczywiście chce ratować lokalny handel, czy jedynie elegancko pogrzebać na rzecz planów zamiany działek z deweloperem?
Siedem razy o śmierci
Podczas sesji Rady Miasta, która odbyła się 24 marca 2026 r., prezydent Konrad Fijołek oraz wiceprezydent Marcin Deręgowski nie szczędzili mocnych słów pod adresem obecnego stanu targowiska przy ul. Moniuszki. W narracji prezydenta „Balcerek” jawi się jako organizm w stanie agonalnym. Metafora „śmierci” i „umierania” została użyta przez włodarza co najmniej 7 razy:
- „Plan B to jest śmierć tego miejsca, bo ono samo umrze i to już szybko”
- Opisując ogólną kondycję placów, prezydent mówił o „umierających miejscach handlujących”
- Argumentował, że model handlu w obecnych warunkach „umiera nam wszędzie”
- Wprost przewidywał los targowiska, mówiąc: „I tu [na Balcerku] umrze też”
- Prezydent twierdził, że miejsce to „umrze w tym kształcie”, jeśli nie zostanie „ucywilizowane”.
Do tej retoryki dołączył wiceprezydent Marcin Deręgowski, podkreślając konieczność zmian, aby „nie uśmiercić tego za dwa, trzy lata”. Władze sugerują, że mieszkańcy już „głosują nogami”, omijając to miejsce szerokim łukiem (co jest sugestią nie popartą żadnymi danymi badawczymi). Prezydent posunął się nawet do stwierdzenia, że wątpi, by ktokolwiek chciał zjeść owoce morza „z tego stołu, który tam leży” na Balcerku, co miało chyba oznaczać brak higieny i prymitywne warunki. We wspomnianej Barcelonie miałoby być, w domyśle, dokładnie odwrotnie.
Barcelona: jak to robią Katalończycy?
Jednym z pojawiających się w narracji urzędników za oddaniem terenu prywatnemu inwestorowi było odwołanie do standardów europejskich, w tym do słynnej Barcelony. Mieszkańcy z Samorządowej Rady Osiedla Pułaskiego powiedzieli: „sprawdzam”.
W swoim stanowisku społecznicy punktują, że Barcelona działa dokładnie odwrotnie niż planuje Rzeszów. Podczas gdy Rzeszów chce oddać działkę „Balcerka” spółce Resovia Residence Developer w zamian za obietnice nowoczesności, w stolicy Katalonii targowiska (takie jak La Boqueria czy Mercat de Sant Antoni) pozostają własnością publiczną (miejską).
„To zasadnicza różnica (…). Ciągłe odwoływanie się do Barcelony w kontekście oddania miejskiej działki deweloperowi trudno uznać za rzetelne. Mamy tu do czynienia albo z niewiedzą, albo z kazuistyką, która ma przykryć faktyczny charakter tej decyzji.” – czytamy we wpisie Rady Osiedla.
W istocie główne targi miejskie Barcelony to miejsca należące do miasta i wysoce zaopiekowane przez lokalny samorząd, dbający o ich wygląd i stan.
- La Boqueria – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de Sant Antoni – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de la Concepció – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de Sants – status własności: własność publiczna, handel prowadzony na podstawie licencji/koncesji (miasto Barcelona).

Umieranie targowisk to wina… Ratusza?
Mieszkańcy podkreślają, że w Barcelonie to miasto inwestuje w modernizację i kontroluje ich funkcję społeczną, zamiast wycofywać się z odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.
Władze Rzeszowa przekonują, że obecna formuła targowiska się wyczerpała. “Warto jednak jasno powiedzieć, że targowiska nie “umierają same z siebie”. Jeżeli przez lata nie były modernizowane, jeśli nie inwestowano w ich rozwój i nie prowadzono spójnej polityki wobec handlu lokalnego, to odpowiedzialność za ten stan ponosi miasto” – piętnują mieszkańcy.
I dalej: “Dziś zamiast naprawić własne zaniedbania, proponuje się rozwiązanie polegające na oddaniu terenu i funkcji prywatnemu inwestorowi. To nie jest model znany z Barcelony, ale wycofanie się Miasta z odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.”
Petycja: „Nie chcemy chaosu w centrum”
Sprzeciw wobec planów miasta przybiera na sile. Pod petycją przeciwko zamianie działek i przeniesieniu targowiska podpisało się już kilkaset osób (licznik na platformie wskazuje już nawet 603 podpisy). Sygnatariusze nie kryją oburzenia:
- Wanda B.: „Balcerek powinien zostać tam, gdzie jest. Miasto powinno dbać o takie miejsca, a nie oddawać je deweloperom”.
- Kacper P. zwraca uwagę na zagrożenia: „zamiana działek, postawienie w centrum miasta kolejnego molochu, który wpłynie na zagęszczenie ruchu (…) oraz likwidację parkingu przy basenach”.
Autorzy petycji argumentują, że „Balcerek” to element lokalnej tradycji i ważne miejsce zaopatrzenia w świeżą żywność. Obawiają się, że przeniesienie handlu na ul. Pułaskiego (parking przy hali ROSIR) bez konsultacji z mieszkańcami doprowadzi do paraliżu komunikacyjnego i wycinki drzew.
Rzeszowski „grzech zaniechania”
W dyskusji pod wpisami społeczników wybrzmiewa smutna konstatacja: jeśli „Balcerek” dziś „umiera”, to na skutek wieloletnich zaniedbań samego magistratu. „Stan obecny Placu Balcerowicza jest winą miasta” – komentuje jeden z mieszkańców.
Zamiast jednak naprawić błędy, miasto proponuje model, w którym „handel w formule przyjaznej mieszkańcom tam nie wróci, a w jego miejsce pojawi się klasyczna zabudowa deweloperska”. Mieszkańcy domagają się odstąpienia od zamiany działek, modernizacji targowiska w obecnej lokalizacji oraz rozpoczęcia realnego dialogu.
Czy prezydent Fijołek usłyszy głos ponad pół tysiąca osób, czy też metafora „śmierci” okaże się dla „Balcerka” samospełniającą się przepowiednią? (mob)
Czytaj więcej:
Dwóm pracownicom szkoły grozi 10 lat. Zniknęła ogromna kwota pieniędzy a to początek sprawy
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Władze Rzeszowa kreślą wizję nowoczesnego targowiska na wzór Barcelony. Jak sprawdzili mieszkańcy, kataloński wzór to przykład jak miasto zachowało własność targowisk. Władze Stolicy Podkarpacia serwują tymczasem narrację na „umierania” i „śmierci” tzw. Balcerka, co ma wspierać ideę przekazania deweloperowi działki pod targiem.
Podczas wtorkowej debaty na sesji Rady Miasta Rzeszowa ponownie pojawiła się Barcelona i jeden z jej targów w kontekście zmiany działek z deweloperem, w tym tej pod legendarnym “Balcerkiem”. Czy miasto rzeczywiście chce ratować lokalny handel, czy jedynie elegancko pogrzebać na rzecz planów zamiany działek z deweloperem?
Siedem razy o śmierci
Podczas sesji Rady Miasta, która odbyła się 24 marca 2026 r., prezydent Konrad Fijołek oraz wiceprezydent Marcin Deręgowski nie szczędzili mocnych słów pod adresem obecnego stanu targowiska przy ul. Moniuszki. W narracji prezydenta „Balcerek” jawi się jako organizm w stanie agonalnym. Metafora „śmierci” i „umierania” została użyta przez włodarza co najmniej 7 razy:
- „Plan B to jest śmierć tego miejsca, bo ono samo umrze i to już szybko”
- Opisując ogólną kondycję placów, prezydent mówił o „umierających miejscach handlujących”
- Argumentował, że model handlu w obecnych warunkach „umiera nam wszędzie”
- Wprost przewidywał los targowiska, mówiąc: „I tu [na Balcerku] umrze też”
- Prezydent twierdził, że miejsce to „umrze w tym kształcie”, jeśli nie zostanie „ucywilizowane”.
Do tej retoryki dołączył wiceprezydent Marcin Deręgowski, podkreślając konieczność zmian, aby „nie uśmiercić tego za dwa, trzy lata”. Władze sugerują, że mieszkańcy już „głosują nogami”, omijając to miejsce szerokim łukiem (co jest sugestią nie popartą żadnymi danymi badawczymi). Prezydent posunął się nawet do stwierdzenia, że wątpi, by ktokolwiek chciał zjeść owoce morza „z tego stołu, który tam leży” na Balcerku, co miało chyba oznaczać brak higieny i prymitywne warunki. We wspomnianej Barcelonie miałoby być, w domyśle, dokładnie odwrotnie.
Barcelona: jak to robią Katalończycy?
Jednym z pojawiających się w narracji urzędników za oddaniem terenu prywatnemu inwestorowi było odwołanie do standardów europejskich, w tym do słynnej Barcelony. Mieszkańcy z Samorządowej Rady Osiedla Pułaskiego powiedzieli: „sprawdzam”.
W swoim stanowisku społecznicy punktują, że Barcelona działa dokładnie odwrotnie niż planuje Rzeszów. Podczas gdy Rzeszów chce oddać działkę „Balcerka” spółce Resovia Residence Developer w zamian za obietnice nowoczesności, w stolicy Katalonii targowiska (takie jak La Boqueria czy Mercat de Sant Antoni) pozostają własnością publiczną (miejską).
„To zasadnicza różnica (…). Ciągłe odwoływanie się do Barcelony w kontekście oddania miejskiej działki deweloperowi trudno uznać za rzetelne. Mamy tu do czynienia albo z niewiedzą, albo z kazuistyką, która ma przykryć faktyczny charakter tej decyzji.” – czytamy we wpisie Rady Osiedla.
W istocie główne targi miejskie Barcelony to miejsca należące do miasta i wysoce zaopiekowane przez lokalny samorząd, dbający o ich wygląd i stan.
- La Boqueria – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de Sant Antoni – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de la Concepció – status własności: własność publiczna (miasto Barcelona)
- Mercat de Sants – status własności: własność publiczna, handel prowadzony na podstawie licencji/koncesji (miasto Barcelona).

Umieranie targowisk to wina… Ratusza?
Mieszkańcy podkreślają, że w Barcelonie to miasto inwestuje w modernizację i kontroluje ich funkcję społeczną, zamiast wycofywać się z odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.
Władze Rzeszowa przekonują, że obecna formuła targowiska się wyczerpała. “Warto jednak jasno powiedzieć, że targowiska nie “umierają same z siebie”. Jeżeli przez lata nie były modernizowane, jeśli nie inwestowano w ich rozwój i nie prowadzono spójnej polityki wobec handlu lokalnego, to odpowiedzialność za ten stan ponosi miasto” – piętnują mieszkańcy.
I dalej: “Dziś zamiast naprawić własne zaniedbania, proponuje się rozwiązanie polegające na oddaniu terenu i funkcji prywatnemu inwestorowi. To nie jest model znany z Barcelony, ale wycofanie się Miasta z odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.”
Petycja: „Nie chcemy chaosu w centrum”
Sprzeciw wobec planów miasta przybiera na sile. Pod petycją przeciwko zamianie działek i przeniesieniu targowiska podpisało się już kilkaset osób (licznik na platformie wskazuje już nawet 603 podpisy). Sygnatariusze nie kryją oburzenia:
- Wanda B.: „Balcerek powinien zostać tam, gdzie jest. Miasto powinno dbać o takie miejsca, a nie oddawać je deweloperom”.
- Kacper P. zwraca uwagę na zagrożenia: „zamiana działek, postawienie w centrum miasta kolejnego molochu, który wpłynie na zagęszczenie ruchu (…) oraz likwidację parkingu przy basenach”.
Autorzy petycji argumentują, że „Balcerek” to element lokalnej tradycji i ważne miejsce zaopatrzenia w świeżą żywność. Obawiają się, że przeniesienie handlu na ul. Pułaskiego (parking przy hali ROSIR) bez konsultacji z mieszkańcami doprowadzi do paraliżu komunikacyjnego i wycinki drzew.
Rzeszowski „grzech zaniechania”
W dyskusji pod wpisami społeczników wybrzmiewa smutna konstatacja: jeśli „Balcerek” dziś „umiera”, to na skutek wieloletnich zaniedbań samego magistratu. „Stan obecny Placu Balcerowicza jest winą miasta” – komentuje jeden z mieszkańców.
Zamiast jednak naprawić błędy, miasto proponuje model, w którym „handel w formule przyjaznej mieszkańcom tam nie wróci, a w jego miejsce pojawi się klasyczna zabudowa deweloperska”. Mieszkańcy domagają się odstąpienia od zamiany działek, modernizacji targowiska w obecnej lokalizacji oraz rozpoczęcia realnego dialogu.
Czy prezydent Fijołek usłyszy głos ponad pół tysiąca osób, czy też metafora „śmierci” okaże się dla „Balcerka” samospełniającą się przepowiednią? (mob)
Czytaj więcej:
Dwóm pracownicom szkoły grozi 10 lat. Zniknęła ogromna kwota pieniędzy a to początek sprawy
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
