Przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie we wtorek rozpoczął się trzeci proces odwoławczy w sprawie śmierci 66-letniej kobiety w Zdziechowicach Drugich (Podkarpackie), poćwiartowania jej zwłok i spalenia ich części w domowym piecu centralnego ogrzewania.
Proces, podobnie jak poprzednie, których wyroki uchylił Sąd Najwyższy, toczy się przy drzwiach zamkniętych. Po około godzinie od wywołania sprawy sąd ogłosił że wyda wyrok 3 marca.
Oskarżony mógł spowodować obrażenia
Oskarżonego, obecnie 38-letniego Romana S., nie było we wtorek w sądzie. Prokuratura zarzucała mu m.in. spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu jednak nie podzielił tej argumentacji. Uzasadnił, że nie ma na to dowodów i uznał go za winnego m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok. W styczniu 2022 r. skazał go za to na pięć lat pozbawienia wolności. Choć proces też odbywał się z wyłączeniem jawności, to ustnego uzasadnienia wyroku dziennikarze mogli wtedy wysłuchać.
Sędzia Tomasz Turbad argumentował wtedy, że sąd ma podstawy, aby przypuszczać, że oskarżony mógł spowodować obrażenia skutkujące śmiercią Jadwigi K., a nawet mógł dokonać zabójstwa, jednak nie ma na to dowodów, więc sąd nie może wyrokować, opierając się na przypuszczeniach, a wszelkie niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Drugi z oskarżonych, Piotr K., miał zarzut niepowiadomienia organów ścigania o przestępstwie, ale w I instancji został uniewinniony.
Od tego wyroku odwołanie złożyła prokuratura i – co zdarza się niezwykle rzadko – w apelacji zmieniła zarzut z ciężkiego uszczerbku na ciele Janiny K. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym i wniosła o zmianę wyroku oraz uznanie oskarżonego za winnego zabójstwa.
Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy zaskarżony wyrok
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w marcu 2023 r. utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Uznał Romana S. za winnego popełnienia czterech czynów: spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem.
Drugi czyn, za który S. został skazany przez ten sąd, to pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia. Uznał go także za winnego znieważenia zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie oraz pobicia Jadwigi K. pół roku wcześniej, przed wydarzeniami ze stycznia 2021 r. Uzasadnienie, podobnie jak proces, odbyło się za zamkniętymi drzwiami.
Prokurator złożył kasację do Sądu Najwyższego, a ten uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie.
Ten jednak w lutym 2025 r. również utrzymał w mocy wyrok sądu w Tarnobrzegu. Prokurator ponownie złożył kasację do Sądu Najwyższego i w efekcie sprawa po raz trzeci trafiła na wokandę do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Oskarżonym jest także drugi mężczyzna, Piotr K., który w I instancji został uniewinniony.
Co właśniwie się wydarzyło?
Chodzi o głośną sprawę z 10 stycznia 2021 r. z miejscowości Zdziechowice Drugie (powiat stalowowolski). Jak ustalono w śledztwie i co potwierdzono przed sądem, zarówno obaj oskarżeni, jak i pokrzywdzona, byli osobami nadużywającymi alkoholu. Mimo dużej różnicy wieku Romana S. i 66-letnią Jadwigę K. łączyły intymne zażyłości. Wiadomo też, że Roman S. będąc pod wpływem alkoholu lub środków odurzających wpadał w szał. Tak też stało się właśnie 10 stycznia 2021 r.
Sędzia referent opisywał w uzasadnieniu wyroku w I instancji, że tego dnia w domu Romana S. i jego ojca Mariana w Zdziechowicach Drugich odbywała się libacja alkoholowa, w której uczestniczyli Roman S., jego ojciec, Jadwiga K. i Piotr K. Doszło do awantury ojca z synem, Marian S. opuścił imprezę.
Jakiś czas później Piotr K. wyszedł z domu i przebywając na zewnątrz był świadkiem jak Roman S. wypchnął kobietę przez otwarte drzwi na dwór. Wcześniej Jadwiga K. miała zostać uderzona nieustalonym narzędziem, być może łopatą, w brzuch i pośladki. Po wypchnięciu za drzwi kobieta, upadając, uderzyła głową o schody. Piotr K. w śledztwie relacjonował, że kobieta się podniosła, ale słaniała się na nogach, a potem płakała, zasłaniając twarz.
Sąd I instancji podkreślał, że istotnym jest, i sąd wziął to pod uwagę przy wyrokowaniu, że Jadwiga K. była w stanie upojenia alkoholowego i była ubrana jedynie w koszulę, a na zewnątrz panowała temperatura około jednego stopnia Celsjusza. Jak mówił wówczas sędzia, pozostawienie nietrzeźwego człowieka w takich warunkach jest niewątpliwie narażeniem go na utratę zdrowia, a nawet życia. I taki też kolejny zarzut prokuratura postawiła Romanowi S.
Pijany Piotr K., opuszczając podwórko Romana S., widział Jadwigę K. idąca w kierunku stodoły. Nie widział obrażeń na jej twarzy.
Dalszych wydarzeń nie udało się w całości odtworzyć. Roman S. twierdził, że jakiś czas później zabrał Jadwigę K. do domu. Gdy zorientował się, że kobieta nie żyje, wpadł w panikę i postanowił pozbyć się zwłok. Poćwiartował ciało ofiary i częściowo spalił przez co uniemożliwił biegłym sądowym wskazanie nie tylko obrażeń, ale nawet przyczyny śmierci kobiety.
Wyrok w I instancji
Jak uzasadniał w I instancji sędzia, biegli na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych nie mogą wykluczyć nawet tego, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Nie można zatem przypisać oskarżonemu zarzutu spowodowania śmierci Jadwigi K.
W śledztwie ustalono, że część popiołu ze spalonych zwłok nieświadomy niczego ojciec Romana S. rozsypał na podwórzu. Część popiołu i niespalone kości znaleziono ukryte przez Romana S. w ulach w ogrodzie, a w kombajnie zbożowym w stodole zamrożone fragmenty ciała.
Sprawa wyszła na jaw, gdy tydzień po imprezie Piotr K. odwiedził Romana S. i zapytał go, gdzie podziewa się Jadwiga K. Tamten powiedział mu, że ją zabił. Wówczas Piotr K., słysząc to, poszedł do sklepu i poprosił właścicieli, by zawiadomili policję. Sąd I instancji uznał, że nie ma podstaw do twierdzenia, że wcześniej Piotr K. mógł przypuszczać, że Jadwidze K. coś złego się stało i uniewinnił mężczyznę od stawianego mu zarzutu.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Wstrząsająca śmierć Iwony Cygan. W Rzeszowie przesłuchano ostatniego świadka
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
Przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie we wtorek rozpoczął się trzeci proces odwoławczy w sprawie śmierci 66-letniej kobiety w Zdziechowicach Drugich (Podkarpackie), poćwiartowania jej zwłok i spalenia ich części w domowym piecu centralnego ogrzewania.
Proces, podobnie jak poprzednie, których wyroki uchylił Sąd Najwyższy, toczy się przy drzwiach zamkniętych. Po około godzinie od wywołania sprawy sąd ogłosił że wyda wyrok 3 marca.
Oskarżony mógł spowodować obrażenia
Oskarżonego, obecnie 38-letniego Romana S., nie było we wtorek w sądzie. Prokuratura zarzucała mu m.in. spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała skutkującego śmiercią 66-letniej kobiety. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu jednak nie podzielił tej argumentacji. Uzasadnił, że nie ma na to dowodów i uznał go za winnego m.in. pobicia kobiety, pozostawienia na zimnie i znieważenia jej zwłok. W styczniu 2022 r. skazał go za to na pięć lat pozbawienia wolności. Choć proces też odbywał się z wyłączeniem jawności, to ustnego uzasadnienia wyroku dziennikarze mogli wtedy wysłuchać.
Sędzia Tomasz Turbad argumentował wtedy, że sąd ma podstawy, aby przypuszczać, że oskarżony mógł spowodować obrażenia skutkujące śmiercią Jadwigi K., a nawet mógł dokonać zabójstwa, jednak nie ma na to dowodów, więc sąd nie może wyrokować, opierając się na przypuszczeniach, a wszelkie niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Drugi z oskarżonych, Piotr K., miał zarzut niepowiadomienia organów ścigania o przestępstwie, ale w I instancji został uniewinniony.
Od tego wyroku odwołanie złożyła prokuratura i – co zdarza się niezwykle rzadko – w apelacji zmieniła zarzut z ciężkiego uszczerbku na ciele Janiny K. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym i wniosła o zmianę wyroku oraz uznanie oskarżonego za winnego zabójstwa.
Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy zaskarżony wyrok
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w marcu 2023 r. utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Uznał Romana S. za winnego popełnienia czterech czynów: spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem.
Drugi czyn, za który S. został skazany przez ten sąd, to pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia. Uznał go także za winnego znieważenia zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie oraz pobicia Jadwigi K. pół roku wcześniej, przed wydarzeniami ze stycznia 2021 r. Uzasadnienie, podobnie jak proces, odbyło się za zamkniętymi drzwiami.
Prokurator złożył kasację do Sądu Najwyższego, a ten uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie.
Ten jednak w lutym 2025 r. również utrzymał w mocy wyrok sądu w Tarnobrzegu. Prokurator ponownie złożył kasację do Sądu Najwyższego i w efekcie sprawa po raz trzeci trafiła na wokandę do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Oskarżonym jest także drugi mężczyzna, Piotr K., który w I instancji został uniewinniony.
Co właśniwie się wydarzyło?
Chodzi o głośną sprawę z 10 stycznia 2021 r. z miejscowości Zdziechowice Drugie (powiat stalowowolski). Jak ustalono w śledztwie i co potwierdzono przed sądem, zarówno obaj oskarżeni, jak i pokrzywdzona, byli osobami nadużywającymi alkoholu. Mimo dużej różnicy wieku Romana S. i 66-letnią Jadwigę K. łączyły intymne zażyłości. Wiadomo też, że Roman S. będąc pod wpływem alkoholu lub środków odurzających wpadał w szał. Tak też stało się właśnie 10 stycznia 2021 r.
Sędzia referent opisywał w uzasadnieniu wyroku w I instancji, że tego dnia w domu Romana S. i jego ojca Mariana w Zdziechowicach Drugich odbywała się libacja alkoholowa, w której uczestniczyli Roman S., jego ojciec, Jadwiga K. i Piotr K. Doszło do awantury ojca z synem, Marian S. opuścił imprezę.
Jakiś czas później Piotr K. wyszedł z domu i przebywając na zewnątrz był świadkiem jak Roman S. wypchnął kobietę przez otwarte drzwi na dwór. Wcześniej Jadwiga K. miała zostać uderzona nieustalonym narzędziem, być może łopatą, w brzuch i pośladki. Po wypchnięciu za drzwi kobieta, upadając, uderzyła głową o schody. Piotr K. w śledztwie relacjonował, że kobieta się podniosła, ale słaniała się na nogach, a potem płakała, zasłaniając twarz.
Sąd I instancji podkreślał, że istotnym jest, i sąd wziął to pod uwagę przy wyrokowaniu, że Jadwiga K. była w stanie upojenia alkoholowego i była ubrana jedynie w koszulę, a na zewnątrz panowała temperatura około jednego stopnia Celsjusza. Jak mówił wówczas sędzia, pozostawienie nietrzeźwego człowieka w takich warunkach jest niewątpliwie narażeniem go na utratę zdrowia, a nawet życia. I taki też kolejny zarzut prokuratura postawiła Romanowi S.
Pijany Piotr K., opuszczając podwórko Romana S., widział Jadwigę K. idąca w kierunku stodoły. Nie widział obrażeń na jej twarzy.
Dalszych wydarzeń nie udało się w całości odtworzyć. Roman S. twierdził, że jakiś czas później zabrał Jadwigę K. do domu. Gdy zorientował się, że kobieta nie żyje, wpadł w panikę i postanowił pozbyć się zwłok. Poćwiartował ciało ofiary i częściowo spalił przez co uniemożliwił biegłym sądowym wskazanie nie tylko obrażeń, ale nawet przyczyny śmierci kobiety.
Wyrok w I instancji
Jak uzasadniał w I instancji sędzia, biegli na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych nie mogą wykluczyć nawet tego, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Nie można zatem przypisać oskarżonemu zarzutu spowodowania śmierci Jadwigi K.
W śledztwie ustalono, że część popiołu ze spalonych zwłok nieświadomy niczego ojciec Romana S. rozsypał na podwórzu. Część popiołu i niespalone kości znaleziono ukryte przez Romana S. w ulach w ogrodzie, a w kombajnie zbożowym w stodole zamrożone fragmenty ciała.
Sprawa wyszła na jaw, gdy tydzień po imprezie Piotr K. odwiedził Romana S. i zapytał go, gdzie podziewa się Jadwiga K. Tamten powiedział mu, że ją zabił. Wówczas Piotr K., słysząc to, poszedł do sklepu i poprosił właścicieli, by zawiadomili policję. Sąd I instancji uznał, że nie ma podstaw do twierdzenia, że wcześniej Piotr K. mógł przypuszczać, że Jadwidze K. coś złego się stało i uniewinnił mężczyznę od stawianego mu zarzutu.
(AM / PAP)
Czytaj więcej:
Wstrząsająca śmierć Iwony Cygan. W Rzeszowie przesłuchano ostatniego świadka
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
