W cieniu sporów o drogi ewakuacyjne i groźby ograniczenia pojemności trybun do zaledwie tysiąca osób, rzeszowski ratusz dokonał symbolicznego aktu wmurowania kamienia węgielnego pod Podkarpackie Centrum Lekkiej Atletyki (PCLA).
Prezydent Konrad Fijołek chce zakląć piątek trzynastego i świętuje na inwestycji wartej blisko 200 milionów złotych, choć wciąż wiszą na nią znaki zapytania.
Kapsuła czasu i wielkie nadzieje
W piątek, 13 lutego 2026 r., na placu budowy przy ul. Wyspiańskiego odbyła się kameralna, ale podniosła uroczystość. W specjalnym betonowym bloku spoczęła kapsuła czasu, a w niej: akt erekcyjny, najnowsze wydanie gazety „Nowiny”, zdjęcie ratusza oraz koszulka promująca Rzeszów jako Europejskie Miasto Sportu 2026.
– Niemal 20 lat temu zaczęliśmy dyskutować o potrzebie nowego stadionu. Dziś, z dumą mogę powiedzieć, że wmurowaliśmy kamień węgielny pod powstający już wspaniały obiekt – mówił Konrad Fijołek, Prezydent Rzeszowa.
Obecny na miejscu prezes PZLA, Sebastian Chmara, podkreślał, że stadion będzie spełniał światowe standardy i stanie się kuźnią talentów dla przyszłych olimpijczyków.
Stan prac przy PCLA: 65 proc. normy
Mimo uroczystej atmosfery, na budowie nie było przerwy od ciężkiej pracy. Wykonawca, firma Mirbud, zrealizował już znaczną część zadania:
- gotowe trybuny żelbetowe oraz zadaszenie obiektu
- zakończona budowa sieci kanalizacji sanitarnej
- zaawansowane prace przy budynku zaplecza socjalno-administracyjnego (gotowa część podziemna i naziemna)
- rozpoczęte roboty wykończeniowe i podbudowa parkingu.
Inwestycja, której koszt wynosi 194 mln zł, ma zostać oddana do użytku jesienią tego roku.
Zdjęcia: Grzegorz Bukała, UM RzeszówNowoczesny stadion, ale tylko dla… tysiąca osób?
Równolegle do świętowania postępów budowy, w rzeszowskiej Radzie Miasta toczy się batalia o przyszłość obiektu. Jak alarmują radni, bez pozyskania dodatkowych działek i budowy drugiego dojazdu, stadion może stać się „nowoczesnym paraliżem”.
Problem to miks aspektów technicznych i bezpieczeństwa: policja i straż pożarna wymagają alternatywnej drogi dojazdowej i ewakuacyjnej dla imprez masowych.
– Budujemy duży stadion, ale drogi alternatywnej nie mamy. Jeśli chcielibyśmy zorganizować mecz podwyższonego ryzyka, nie zrobimy tego – ostrzegał radny Mateusz Szpyrka. Jeszcze ostrzej sprawę postawiła Elżbieta Niedzielska, pytając wprost, czy brak dodatkowych gruntów ograniczy widownię z planowanych 8 tysięcy do zaledwie tysiąca osób.
Prezydent przyznaje: „Potrzebna przestrzeń”
Konrad Fijołek podczas niedawnej sesji rady przyznał, że problem istnieje.
– Imprezy o podwyższonym ryzyku na dziś nie zrobimy. Wolałbym mieć dwie drogi i przestrzeń. Wolałbym wiedzieć, że to jest przestrzeń miasta, bo nie wiem czy jutro ktoś tej drogi nie zagrodzi – mówił prezydent, nawiązując do faktu, że kluczowe grunty wokół PCLA należą do prywatnego dewelopera.
Negocjacje pod presją: Plac Balcerowicza na szali
Miasto buduje stadion za setki milionów złotych, ale nie posiada wszystkich kart w rękach – to deweloper Resovia Residence jest właścicielem gruntów niezbędnych do pełnej funkcjonalności areny. Radni PiS, m.in. Waldemar Kotula, alarmują, że inwestor może w praktyce „blokować stadion”.
Ratusz proponuje „transakcję wiązaną”, tj. Miasto przejmuje działki przy ul. Wyspiańskiego niezbędne dla PCLA, zaś deweloper otrzymuje tereny przy ul. Moniuszki, czyli popularny „Bazar Balcerowicza”.
Takie rozwiązanie budzi jednak opór społeczny ze strony osób chcących zachować funkcję handlową placu oraz obawy przed kolejną „betonozą” w centrum. Alternatywą jest tzw. ZRID, czyli wywłaszczenie pod drogę, ale prezydent traktuje to jako ostateczność, która -rzekomo – nie rozwiąże problemu braku szerokiej przestrzeni dla 20 tysięcy ludzi, np. podczas koncertów.
Małe imprezy na wielkim stadionie?
Jeśli negocjacje utkną w martwym punkcie, Rzeszów może obudzić się z najdroższym w Polsce stadionem „kameralnym”. Inwestycja, która miała być wizytówką regionu, stanie się symbolem planowania pod presją czasu. Jak przypomniał prezydent Fijołek, decyzje zapadały szybko, aby nie stracić dotacji z Ministerstwa Sportu.
Czy kamień węgielny wmurowany w piątek trzynastego przyniesie szczęście lekkoatletom? O tym przekonamy się jesienią, gdy wykonawca zejdzie z placu budowy, a do głosu (i na drogi dojazdowe) dojdą kibice. (mob)
Czytaj więcej:
12-metrowa ściana wyrośnie parę metrów od okien bloku mieszkalnego w Rzeszowie
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
Postaw kawę za:
W cieniu sporów o drogi ewakuacyjne i groźby ograniczenia pojemności trybun do zaledwie tysiąca osób, rzeszowski ratusz dokonał symbolicznego aktu wmurowania kamienia węgielnego pod Podkarpackie Centrum Lekkiej Atletyki (PCLA).
Prezydent Konrad Fijołek chce zakląć piątek trzynastego i świętuje na inwestycji wartej blisko 200 milionów złotych, choć wciąż wiszą na nią znaki zapytania.
Kapsuła czasu i wielkie nadzieje
W piątek, 13 lutego 2026 r., na placu budowy przy ul. Wyspiańskiego odbyła się kameralna, ale podniosła uroczystość. W specjalnym betonowym bloku spoczęła kapsuła czasu, a w niej: akt erekcyjny, najnowsze wydanie gazety „Nowiny”, zdjęcie ratusza oraz koszulka promująca Rzeszów jako Europejskie Miasto Sportu 2026.
– Niemal 20 lat temu zaczęliśmy dyskutować o potrzebie nowego stadionu. Dziś, z dumą mogę powiedzieć, że wmurowaliśmy kamień węgielny pod powstający już wspaniały obiekt – mówił Konrad Fijołek, Prezydent Rzeszowa.
Obecny na miejscu prezes PZLA, Sebastian Chmara, podkreślał, że stadion będzie spełniał światowe standardy i stanie się kuźnią talentów dla przyszłych olimpijczyków.
Stan prac przy PCLA: 65 proc. normy
Mimo uroczystej atmosfery, na budowie nie było przerwy od ciężkiej pracy. Wykonawca, firma Mirbud, zrealizował już znaczną część zadania:
- gotowe trybuny żelbetowe oraz zadaszenie obiektu
- zakończona budowa sieci kanalizacji sanitarnej
- zaawansowane prace przy budynku zaplecza socjalno-administracyjnego (gotowa część podziemna i naziemna)
- rozpoczęte roboty wykończeniowe i podbudowa parkingu.
Inwestycja, której koszt wynosi 194 mln zł, ma zostać oddana do użytku jesienią tego roku.
Zdjęcia: Grzegorz Bukała, UM Rzeszów
Nowoczesny stadion, ale tylko dla… tysiąca osób?
Równolegle do świętowania postępów budowy, w rzeszowskiej Radzie Miasta toczy się batalia o przyszłość obiektu. Jak alarmują radni, bez pozyskania dodatkowych działek i budowy drugiego dojazdu, stadion może stać się „nowoczesnym paraliżem”.
Problem to miks aspektów technicznych i bezpieczeństwa: policja i straż pożarna wymagają alternatywnej drogi dojazdowej i ewakuacyjnej dla imprez masowych.
– Budujemy duży stadion, ale drogi alternatywnej nie mamy. Jeśli chcielibyśmy zorganizować mecz podwyższonego ryzyka, nie zrobimy tego – ostrzegał radny Mateusz Szpyrka. Jeszcze ostrzej sprawę postawiła Elżbieta Niedzielska, pytając wprost, czy brak dodatkowych gruntów ograniczy widownię z planowanych 8 tysięcy do zaledwie tysiąca osób.
Prezydent przyznaje: „Potrzebna przestrzeń”
Konrad Fijołek podczas niedawnej sesji rady przyznał, że problem istnieje.
– Imprezy o podwyższonym ryzyku na dziś nie zrobimy. Wolałbym mieć dwie drogi i przestrzeń. Wolałbym wiedzieć, że to jest przestrzeń miasta, bo nie wiem czy jutro ktoś tej drogi nie zagrodzi – mówił prezydent, nawiązując do faktu, że kluczowe grunty wokół PCLA należą do prywatnego dewelopera.
Negocjacje pod presją: Plac Balcerowicza na szali
Miasto buduje stadion za setki milionów złotych, ale nie posiada wszystkich kart w rękach – to deweloper Resovia Residence jest właścicielem gruntów niezbędnych do pełnej funkcjonalności areny. Radni PiS, m.in. Waldemar Kotula, alarmują, że inwestor może w praktyce „blokować stadion”.
Ratusz proponuje „transakcję wiązaną”, tj. Miasto przejmuje działki przy ul. Wyspiańskiego niezbędne dla PCLA, zaś deweloper otrzymuje tereny przy ul. Moniuszki, czyli popularny „Bazar Balcerowicza”.
Takie rozwiązanie budzi jednak opór społeczny ze strony osób chcących zachować funkcję handlową placu oraz obawy przed kolejną „betonozą” w centrum. Alternatywą jest tzw. ZRID, czyli wywłaszczenie pod drogę, ale prezydent traktuje to jako ostateczność, która -rzekomo – nie rozwiąże problemu braku szerokiej przestrzeni dla 20 tysięcy ludzi, np. podczas koncertów.
Małe imprezy na wielkim stadionie?
Jeśli negocjacje utkną w martwym punkcie, Rzeszów może obudzić się z najdroższym w Polsce stadionem „kameralnym”. Inwestycja, która miała być wizytówką regionu, stanie się symbolem planowania pod presją czasu. Jak przypomniał prezydent Fijołek, decyzje zapadały szybko, aby nie stracić dotacji z Ministerstwa Sportu.
Czy kamień węgielny wmurowany w piątek trzynastego przyniesie szczęście lekkoatletom? O tym przekonamy się jesienią, gdy wykonawca zejdzie z placu budowy, a do głosu (i na drogi dojazdowe) dojdą kibice. (mob)
Czytaj więcej:
12-metrowa ściana wyrośnie parę metrów od okien bloku mieszkalnego w Rzeszowie
Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.
