January 17, 2026
Zdjęcie: Michał Toś

Reklama

Uciekli z Mordoru na Drabiniankę. Wybrali Baranówkę, zamiast Mokotowa. Dlaczego praca zdalna ściąga rzeszowian z powrotem do domu? To absolutnie największa dobroć XXI wieku w pracy. Niektórzy dzięki temu, że mogą pracować z domu, pracują z najróżniejszych miejsc. Często właśnie to ma wpływ na koszty ich życia.

Rzeszów po cichu staje się beneficjentem wielkiej zmiany na rynku pracy. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy zarabiają w stolicach Europy, ale żyją i wydają pieniądze tutaj. Co ich skłoniło do powrotu i czy Rzeszów jest gotowy na przyjęcie „cyfrowych nomadów” na stałe?

Kalkulacja na zimno

Małżeństwo (np. IT i HR), wrócili z Krakowa lub Warszawy, bo urodziło im się dziecko. Matematyka wygrywa. W Warszawie za 3-pokojowe mieszkanie płacili krocie, w Rzeszowie stać ich na więcej. Choć granica zaciera się coraz bardziej, jeśli chodzi o ceny, wciąż Podkarpacie jest tańszym miejscem do życia, niż Mazowsze, zwłaszcza w kontekście wynajmu lub kupna nieruchomości.

Mieszkańców Rzeszowa, którzy są zatrudnieni w największych miastach, na „stare śmieci” przyciąga tęsknota za “slow life”. Choć Rzeszów ma swoje bolączki, m.in. przeraźliwe korki w godzinach szczytu, to dostępność np. usług w tym mieście, jest bardziej przystępna. W Warszawie do fryzjera czy lekarza trzeba umawiać się ze sporym wyprzedzeniem, do tego dochodzi sam koszt przemieszczania się. W Rzeszowie wszystko jest w zasięgu 15 minut. Weekendowo wygrywa także bliskość Bieszczad. 

Ci ludzie przywożą kapitał. Zarabiają “na zewnątrz”, ale wydają w rzeszowskich restauracjach, u rzeszowskich deweloperów. To czysty zysk dla miasta. Jak sami jednak przyznają, nie jest tak kolorowo obecnie, jak było jeszcze w nieodległej przeszłości.

Rzeszów coraz droższy. To odpycha

Takie zdanie coraz częściej pada z ust tych, którzy wybrali życie w Rzeszowie, a pracę np. w Krakowie. W takiej sytuacji jest nasza rozmówczyni, Anita Gac, która pracuje m.in. w TVN jako specjalista ds. SEO. Pomimo zatrudnienia w stolicy Małopolski, cały czas mieszka w Rzeszowie. Jak przyznaje, ma tu wszystko, czego potrzebuje, ale stolica Podkarpacia robi się nieproporcjonalnie droga do tego, co oferuje.

– Zostałam w Rzeszowie głównie dlatego, że mam tu wszystko czego potrzebuje do życia, a równocześnie jest tu spokojnie i wszędzie blisko. Bardzo lubię klimat tego miasta. Jedyny minus to brak możliwości rozwoju w wielu branżach, niestety mało firm się tutaj rozwija. Ostatnio Rzeszów robi się też nieproporcjonalnie drogi w stosunku do tego co oferuje i nieco psuje to ogólne wrażenie z mieszkania tutaj – opowiada nam.

Pytamy ją także, czy zamierza zostać w Rzeszowie w dłuższej perspektywie, nawet w obliczu tego, że koszty życia w Rzeszowie w ostatnim czasie bardzo urosły. Widać to po rachunkach w kawiarniach i restauracjach, rachunkach za media, czynszach i opłatach za wynajem lokum. Mamy także praktycznie najdroższą komunikację miejską w Polsce. 

– Myślę, że może to przesądzić o tym, ze zamiast miasta wybiorę wieś np. pod Krakowem, aby mieć zarówno spokój, jak i możliwości, których tutaj brakuje – kwituje Anita. 

Portfel z Warszawy, wydatki z Rzeszowa

Zarabiając “warszawską” średnią w IT, marketingu czy finansach, w Rzeszowie żyje się na znacznie wyższym poziomie. Koszt wynajmu lub zakupu metra kwadratowego na tytułowej  Baranówce w porównaniu do warszawskiego Mokotowa czy Wilanowa to wciąż przepaść. To najważniejszy argument ekonomiczny.

Reklama

W socjologii jest termin nazywany arbitrażem geograficznym, czyli zarabianiem w silniejszej gospodarce (Warszawa), a wydawaniem w miejscu o niższych kosztach utrzymania.

W Warszawie pensja rzędu 10–12 tys. zł netto pozwala na stabilne życie na wysokim poziomie, jeśli doliczymy ratę kredytu za mieszkanie na nowym osiedlu. W Rzeszowie ta sama kwota czyni z mieszkańca elitę finansową.

Jak spiąć oba te światy logistycznie?

Większość reemigrantów pracuje całkowicie zdalnie, ale są też osoby pracujące w systemie hybrydowym. W Warszawie meldują się raz na tydzień lub dwa (zwykle we wtorki i środy).

Nasz kolejny rozmówca, Krzysztof Rębisz, w Warszawie bywa raz w tygodniu. Pracuje w stolicy jako informatyk. Do stolicy dojeżdża PKP. Po odbyciu 8h w biurze, wraca na Podkarpacie. Czasem jeździ też samochodem, wybierając drogę do Ostrowca Świętokrzyskiego, przez Radom i końcowo na warszawskie Śródmieście.

– Kiedyś powrót do Rzeszowa oznaczał z pewnością zawodową degradację. Teraz to tylko zmiana tła w Zoomie. Mój zespół często nawet nie wie, z którego miejsca się z nimi łączę. Kiedy kończymy spotkanie, ja idę na spacer z psem nad Wisłok, a oni stoją w korku na Puławskiej – mówi żartobliwie. 

InterCity z Rzeszowa do Warszawy to obecnie około 4h. To idealny czas na „biuro w pociągu”. – Wsiadam w auto po pracy w Warszawie, a na kolację jestem już u siebie w Rzeszowie – to zdanie, które pada w naszej rozmowie. Taka sytuacja, kiedy nie zdarza się każdego dnia, a tylko raz w tygodniu, wydaje się komfortowa. Dla tych, których firmy mają biura blisko Lotniska Chopina, lot trwa 50 minut. To często szybciej niż przejazd z Białołęki na Mordor w godzinach szczytu, ale wiadomo, jest to kosztowna sprawa.

Model „życia w Rzeszowie, a zarabiania w Warszawie” to obecnie jeden z najciekawszych “life hacków” na polskim rynku pracy. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne dla każdego. Jeśli stracisz pracę zdalną, znalezienie w Rzeszowie oferty z identycznymi widełkami płacowymi może być nierealne. Wybór Rzeszowa to nie ucieczka przed wielkim światem, ale sprytne wykorzystanie jego zasad. Reemigranci z Warszawy udowadniają, że można mieć ciastko (warszawskie zarobki) i zjeść ciastko (rzeszowski spokój).

(mt)

Czytaj więcej:

Wycinka drzew na Lisiej Górze dzieli Rzeszów? Mieszkańcy protestowali, zapowiedziano kolejne prace

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Reklama

Zdjęcie: Michał Toś

Reklama

Uciekli z Mordoru na Drabiniankę. Wybrali Baranówkę, zamiast Mokotowa. Dlaczego praca zdalna ściąga rzeszowian z powrotem do domu? To absolutnie największa dobroć XXI wieku w pracy. Niektórzy dzięki temu, że mogą pracować z domu, pracują z najróżniejszych miejsc. Często właśnie to ma wpływ na koszty ich życia.

Rzeszów po cichu staje się beneficjentem wielkiej zmiany na rynku pracy. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy zarabiają w stolicach Europy, ale żyją i wydają pieniądze tutaj. Co ich skłoniło do powrotu i czy Rzeszów jest gotowy na przyjęcie „cyfrowych nomadów” na stałe?

Kalkulacja na zimno

Małżeństwo (np. IT i HR), wrócili z Krakowa lub Warszawy, bo urodziło im się dziecko. Matematyka wygrywa. W Warszawie za 3-pokojowe mieszkanie płacili krocie, w Rzeszowie stać ich na więcej. Choć granica zaciera się coraz bardziej, jeśli chodzi o ceny, wciąż Podkarpacie jest tańszym miejscem do życia, niż Mazowsze, zwłaszcza w kontekście wynajmu lub kupna nieruchomości.

Mieszkańców Rzeszowa, którzy są zatrudnieni w największych miastach, na „stare śmieci” przyciąga tęsknota za “slow life”. Choć Rzeszów ma swoje bolączki, m.in. przeraźliwe korki w godzinach szczytu, to dostępność np. usług w tym mieście, jest bardziej przystępna. W Warszawie do fryzjera czy lekarza trzeba umawiać się ze sporym wyprzedzeniem, do tego dochodzi sam koszt przemieszczania się. W Rzeszowie wszystko jest w zasięgu 15 minut. Weekendowo wygrywa także bliskość Bieszczad. 

Ci ludzie przywożą kapitał. Zarabiają “na zewnątrz”, ale wydają w rzeszowskich restauracjach, u rzeszowskich deweloperów. To czysty zysk dla miasta. Jak sami jednak przyznają, nie jest tak kolorowo obecnie, jak było jeszcze w nieodległej przeszłości.

Rzeszów coraz droższy. To odpycha

Takie zdanie coraz częściej pada z ust tych, którzy wybrali życie w Rzeszowie, a pracę np. w Krakowie. W takiej sytuacji jest nasza rozmówczyni, Anita Gac, która pracuje m.in. w TVN jako specjalista ds. SEO. Pomimo zatrudnienia w stolicy Małopolski, cały czas mieszka w Rzeszowie. Jak przyznaje, ma tu wszystko, czego potrzebuje, ale stolica Podkarpacia robi się nieproporcjonalnie droga do tego, co oferuje.

– Zostałam w Rzeszowie głównie dlatego, że mam tu wszystko czego potrzebuje do życia, a równocześnie jest tu spokojnie i wszędzie blisko. Bardzo lubię klimat tego miasta. Jedyny minus to brak możliwości rozwoju w wielu branżach, niestety mało firm się tutaj rozwija. Ostatnio Rzeszów robi się też nieproporcjonalnie drogi w stosunku do tego co oferuje i nieco psuje to ogólne wrażenie z mieszkania tutaj – opowiada nam.

Pytamy ją także, czy zamierza zostać w Rzeszowie w dłuższej perspektywie, nawet w obliczu tego, że koszty życia w Rzeszowie w ostatnim czasie bardzo urosły. Widać to po rachunkach w kawiarniach i restauracjach, rachunkach za media, czynszach i opłatach za wynajem lokum. Mamy także praktycznie najdroższą komunikację miejską w Polsce. 

– Myślę, że może to przesądzić o tym, ze zamiast miasta wybiorę wieś np. pod Krakowem, aby mieć zarówno spokój, jak i możliwości, których tutaj brakuje – kwituje Anita. 

Portfel z Warszawy, wydatki z Rzeszowa

Zarabiając “warszawską” średnią w IT, marketingu czy finansach, w Rzeszowie żyje się na znacznie wyższym poziomie. Koszt wynajmu lub zakupu metra kwadratowego na tytułowej  Baranówce w porównaniu do warszawskiego Mokotowa czy Wilanowa to wciąż przepaść. To najważniejszy argument ekonomiczny.

Reklama

W socjologii jest termin nazywany arbitrażem geograficznym, czyli zarabianiem w silniejszej gospodarce (Warszawa), a wydawaniem w miejscu o niższych kosztach utrzymania.

W Warszawie pensja rzędu 10–12 tys. zł netto pozwala na stabilne życie na wysokim poziomie, jeśli doliczymy ratę kredytu za mieszkanie na nowym osiedlu. W Rzeszowie ta sama kwota czyni z mieszkańca elitę finansową.

Jak spiąć oba te światy logistycznie?

Większość reemigrantów pracuje całkowicie zdalnie, ale są też osoby pracujące w systemie hybrydowym. W Warszawie meldują się raz na tydzień lub dwa (zwykle we wtorki i środy).

Nasz kolejny rozmówca, Krzysztof Rębisz, w Warszawie bywa raz w tygodniu. Pracuje w stolicy jako informatyk. Do stolicy dojeżdża PKP. Po odbyciu 8h w biurze, wraca na Podkarpacie. Czasem jeździ też samochodem, wybierając drogę do Ostrowca Świętokrzyskiego, przez Radom i końcowo na warszawskie Śródmieście.

– Kiedyś powrót do Rzeszowa oznaczał z pewnością zawodową degradację. Teraz to tylko zmiana tła w Zoomie. Mój zespół często nawet nie wie, z którego miejsca się z nimi łączę. Kiedy kończymy spotkanie, ja idę na spacer z psem nad Wisłok, a oni stoją w korku na Puławskiej – mówi żartobliwie. 

InterCity z Rzeszowa do Warszawy to obecnie około 4h. To idealny czas na „biuro w pociągu”. – Wsiadam w auto po pracy w Warszawie, a na kolację jestem już u siebie w Rzeszowie – to zdanie, które pada w naszej rozmowie. Taka sytuacja, kiedy nie zdarza się każdego dnia, a tylko raz w tygodniu, wydaje się komfortowa. Dla tych, których firmy mają biura blisko Lotniska Chopina, lot trwa 50 minut. To często szybciej niż przejazd z Białołęki na Mordor w godzinach szczytu, ale wiadomo, jest to kosztowna sprawa.

Model „życia w Rzeszowie, a zarabiania w Warszawie” to obecnie jeden z najciekawszych “life hacków” na polskim rynku pracy. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne dla każdego. Jeśli stracisz pracę zdalną, znalezienie w Rzeszowie oferty z identycznymi widełkami płacowymi może być nierealne. Wybór Rzeszowa to nie ucieczka przed wielkim światem, ale sprytne wykorzystanie jego zasad. Reemigranci z Warszawy udowadniają, że można mieć ciastko (warszawskie zarobki) i zjeść ciastko (rzeszowski spokój).

(mt)

Czytaj więcej:

Wycinka drzew na Lisiej Górze dzieli Rzeszów? Mieszkańcy protestowali, zapowiedziano kolejne prace

Czytasz Rzeszów News? Twoje wsparcie pozwoli nam działać sprawniej.

Postaw kawę za:

Reklama

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *