November 30, 2025
akcja ratownicza katastrofa helikoptera
Zdjęcie: NZPR 3 PBOT

Dwaj mężczyźni zginęli w katastrofie prywatnego śmigłowca pod Rzeszowem. Choć od tragedii minęła doba, warunki atmosferyczne w regionie wciąż są ekstremalnie trudne. Gęsta, marznąca mgła, która jest jedną z głównych badanych przyczyn dramatu, nadal ogranicza widoczność do kilkuset metrów, utrudniając pracę śledczym.

Tragedia rozegrała się w sobotę po południu w trudno dostępnym, zalesionym terenie w okolicach miejscowości Cierpisz (powiat łańcucki). Prywatny śmigłowiec Robinson R44 II runął na ziemię i stanął w płomieniach. Zginęli dwaj spokrewnieni ze sobą mężczyźni w wieku 41 i 44 lat – mieszkańcy powiatu przeworskiego. Dziś służby wciąż pracują na miejscu, walcząc nie tylko z trudnym terenem, ale przede wszystkim z pogodą, która nie odpuszcza.

Mglista aura nad regionem

Warunki, w jakich doszło do katastrofy, wciąż się utrzymują. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie pierwszego stopnia dla wszystkich powiatów województwa podkarpackiego.

– Prognozuje się gęste mgły, w zasięgu których widzialność może miejscami wynosić poniżej 200 m – czytamy w komunikacie meteorologicznym ważnym do godziny 09:00 w poniedziałek, 1 grudnia.

Sytuacja jest poważna, ponieważ mgła lokalnie osadza szadź, powodując śliskość nawierzchni. To właśnie te warunki – minimalna widoczność i ryzyko oblodzenia – są obecnie wskazywane jako jedna z najbardziej prawdopodobnych przyczyn sobotniej tragedii. To, co wczoraj mogło zgubić pilota, dziś utrudnia dotarcie do wraku i zabezpieczanie śladów.

Zdjęcia: NZPR, policja, OSP Zabratówka

To nie były ćwiczenia. WOT i NZPR w akcji

Na zdjęciach wykonanych wczorajszego wieczora i dziś rano widać skalę wyzwania: gęste mleko spowijające las, błoto i światła latarek przebijające mrok. W tych warunkach, ramięwraz ze strażakami i policją, pracowali żołnierze 3 Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej (3 PBOT).

Do akcji natychmiast skierowano Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy (NZPR). To specjalistyczna, siedmioosobowa grupa utrzymywana w 2-godzinnej gotowości przez 365 dni w roku, przeznaczona właśnie do niesienia pomocy załogom statków powietrznych.

– To nie była symulacja ani scenariusz ćwiczeń. To była realna akcja, w której nasi żołnierze zdali egzamin w rzeczywistych warunkach – mówi por. Magdalena Mac, oficer prasowy 3 PBOT.

Żołnierze, wyposażeni w noktowizję i termowizję, zabezpieczają teren, chroniąc mienie i ślady niezbędne dla komisji wypadkowej. Wezwanie przyszło niespodziewanie.

– Wczoraj po zajęciach wracaliśmy do domu, kiedy przypadkiem trafiliśmy w okolice zdarzenia. Gdy tylko dotarła do nas informacja, że rozbił się helikopter, natychmiast powiadomiliśmy przełożonych i zadeklarowaliśmy gotowość do pomocy – relacjonują terytorialsi.

Francuska rejestracja i trudne śledztwo

Rozbita maszyna to Robinson R44 II, popularny lekki śmigłowiec czteromiejscowy. Egzemplarz ten, wyprodukowany około 2012–2013 roku, posiadał francuskie znaki rejestracyjne („F-„), co oznacza, że podlegał nadzorowi tamtejszego urzędu lotnictwa. Ostatni lot trwał niespełna 2 godziny i 19 minut, a sygnał urwał się w rejonie Malawy.

Wrak znajduje się około 700 metrów od najbliższej drogi. Mimo szybkiej reakcji 11 zastępów straży pożarnej, maszyna uległa znacznemu zniszczeniu przez pożar. Obecnie na miejscu pracują przedstawiciele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) oraz prokurator.

Wstępne hipotezy skupiają się na trudnych warunkach atmosferycznych, jednak śledczy nie wykluczają usterki technicznej lub błędu pilota. Prace postępują wolno – gęsta mgła, która wciąż wisi nad Cierpiszem, uniemożliwia pełne i szybkie przeszukanie rozległego terenu wokół miejsca upadku.

Czytaj więcej: 

„Internetowym konfidentom życzę awansu”. Właściciel fury tłumaczy, dlaczego zajmuje dwa miejsca

akcja ratownicza katastrofa helikoptera
Zdjęcie: NZPR 3 PBOT

Dwaj mężczyźni zginęli w katastrofie prywatnego śmigłowca pod Rzeszowem. Choć od tragedii minęła doba, warunki atmosferyczne w regionie wciąż są ekstremalnie trudne. Gęsta, marznąca mgła, która jest jedną z głównych badanych przyczyn dramatu, nadal ogranicza widoczność do kilkuset metrów, utrudniając pracę śledczym.

Tragedia rozegrała się w sobotę po południu w trudno dostępnym, zalesionym terenie w okolicach miejscowości Cierpisz (powiat łańcucki). Prywatny śmigłowiec Robinson R44 II runął na ziemię i stanął w płomieniach. Zginęli dwaj spokrewnieni ze sobą mężczyźni w wieku 41 i 44 lat – mieszkańcy powiatu przeworskiego. Dziś służby wciąż pracują na miejscu, walcząc nie tylko z trudnym terenem, ale przede wszystkim z pogodą, która nie odpuszcza.

Mglista aura nad regionem

Warunki, w jakich doszło do katastrofy, wciąż się utrzymują. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie pierwszego stopnia dla wszystkich powiatów województwa podkarpackiego.

– Prognozuje się gęste mgły, w zasięgu których widzialność może miejscami wynosić poniżej 200 m – czytamy w komunikacie meteorologicznym ważnym do godziny 09:00 w poniedziałek, 1 grudnia.

Sytuacja jest poważna, ponieważ mgła lokalnie osadza szadź, powodując śliskość nawierzchni. To właśnie te warunki – minimalna widoczność i ryzyko oblodzenia – są obecnie wskazywane jako jedna z najbardziej prawdopodobnych przyczyn sobotniej tragedii. To, co wczoraj mogło zgubić pilota, dziś utrudnia dotarcie do wraku i zabezpieczanie śladów.

Zdjęcia: NZPR, policja, OSP Zabratówka

To nie były ćwiczenia. WOT i NZPR w akcji

Na zdjęciach wykonanych wczorajszego wieczora i dziś rano widać skalę wyzwania: gęste mleko spowijające las, błoto i światła latarek przebijające mrok. W tych warunkach, ramięwraz ze strażakami i policją, pracowali żołnierze 3 Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej (3 PBOT).

Do akcji natychmiast skierowano Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy (NZPR). To specjalistyczna, siedmioosobowa grupa utrzymywana w 2-godzinnej gotowości przez 365 dni w roku, przeznaczona właśnie do niesienia pomocy załogom statków powietrznych.

– To nie była symulacja ani scenariusz ćwiczeń. To była realna akcja, w której nasi żołnierze zdali egzamin w rzeczywistych warunkach – mówi por. Magdalena Mac, oficer prasowy 3 PBOT.

Żołnierze, wyposażeni w noktowizję i termowizję, zabezpieczają teren, chroniąc mienie i ślady niezbędne dla komisji wypadkowej. Wezwanie przyszło niespodziewanie.

– Wczoraj po zajęciach wracaliśmy do domu, kiedy przypadkiem trafiliśmy w okolice zdarzenia. Gdy tylko dotarła do nas informacja, że rozbił się helikopter, natychmiast powiadomiliśmy przełożonych i zadeklarowaliśmy gotowość do pomocy – relacjonują terytorialsi.

Francuska rejestracja i trudne śledztwo

Rozbita maszyna to Robinson R44 II, popularny lekki śmigłowiec czteromiejscowy. Egzemplarz ten, wyprodukowany około 2012–2013 roku, posiadał francuskie znaki rejestracyjne („F-„), co oznacza, że podlegał nadzorowi tamtejszego urzędu lotnictwa. Ostatni lot trwał niespełna 2 godziny i 19 minut, a sygnał urwał się w rejonie Malawy.

Wrak znajduje się około 700 metrów od najbliższej drogi. Mimo szybkiej reakcji 11 zastępów straży pożarnej, maszyna uległa znacznemu zniszczeniu przez pożar. Obecnie na miejscu pracują przedstawiciele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) oraz prokurator.

Wstępne hipotezy skupiają się na trudnych warunkach atmosferycznych, jednak śledczy nie wykluczają usterki technicznej lub błędu pilota. Prace postępują wolno – gęsta mgła, która wciąż wisi nad Cierpiszem, uniemożliwia pełne i szybkie przeszukanie rozległego terenu wokół miejsca upadku.

Czytaj więcej: 

„Internetowym konfidentom życzę awansu”. Właściciel fury tłumaczy, dlaczego zajmuje dwa miejsca

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *